Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Pod koniec zabrakło ognia

Czwartek, 09 Stycznia 2014, 7:38, Michał Fałkowski

Koszykarze Anwilu Włocławek przespali początek drugiej kwarty, pozwalając zbudować PGE Turowowi 12 punktów przewagi. Od tego momentu rozpoczęła się pogoń włocławian, dzięki której pod koniec meczu gospodarze wyszli nawet na prowadzenie. Niestety, ostatecznie lepsi okazali się goście ze Zgorzelca, wygrywając 83:75.

Gdy na niespełna sześć minut przed końcem Deividas Dulkys zdobył swój 25 punkt trafiając za trzy, a Anwil Włocławek wyszedł na pierwsze prowadzenie od około 30 minut (67:64), wydawało się, że Rottweilery złapały właściwy rytm. Tym bardziej, że w chwilę później Dusan Katnić popisał się cwaniackim zagraniem pod koszem, a w następnej akcji punkty dał Seid Hajrić. Anwil wygrywał wówczas już 71:64 i by zwyciężyć, potrzebował wytrzymać zatem jeszcze cztery i pół minuty.

Niestety, ostatnią fazę spotkania zdecydowanie lepiej rozegrali gracze PGE Turowa Zgorzelec, korzystając z dobrodziejstw głębokiego składu oraz umiejętności indywidualnych gwiazd. Sygnał do odrabiania strat dał przyjezdnym, swoją czwartą trójką w meczu, Łukasz Wiśniewski, a następnie pięć punktów zdobył niewidoczny wcześniej środkowy Ivan Aťigeranović. Po celnym rzucie wolnym Serba zgorzelczanie przełamali tymczasowe prowadzenie włocławian i wygrywali 72:71, a chwilę później było już 75:72 dla gości, lecz wówczas sprawę uratował Hajrić. Kapitan Anwilu świetnie wykorzystał, że przez moment krył go słabszy fizycznie Piotr Stelmach i zaliczył akcję dwa plus jeden. Zegar pokazywał jeszcze dwie i pół minuty do końca pojedynku i żaden kibic w Hali Mistrzów nie spodziewał się, że właśnie obejrzał ostatnie punkty Anwilu w meczu…

Ostatecznie starcie dla zgorzelczan uratowali ci, od których wymaga się najwięcej: J.P. Prince oraz Damian Kulig. Duet ten zdobył ogółem 33 punkty, a gdyby wziąć pod uwagę jeszcze trafienia Łukasza Wiśniewskiego, okazałoby się, iż trzech koszykarzy PGE Turowa zdobyło aż 51 z 83 oczek całej drużyny.

Włocławianie skutecznie rozpoczęli spotkanie, ale choć w połowie pierwszej kwarty prowadzili 12:9, pozwolili rywalom zakończyć tę odsłonę wynikiem 16:22. Na domiar złego, na początku drugiej części meczu Rottweilery nie trafiły do kosza prze kolejne trzy i pół minuty, co zawodnicy Miodraga Rajkovicia wykorzystali momentalnie i wyszli na najwyższe tego dnia prowadzenie, 28:16. Wówczas gospodarze ruszyli w pogoń, ale jak wiadomo, ta okazała się nieskuteczna.

Wśród Rottweilerów oczywiście najbardziej mogła się podobać gra Deividasa Dulkysa. Litwin zdobył 25 punktów i był to dla niego już drugi mecz w tym sezonie zakończony takim dorobkiem. Jednocześnie, po raz czwarty przekroczył barierę 20 oczek w obecnych rozgrywkach, a po raz dziewiąty uzyskał dwucyfrowy wynik. Bardzo wysoką formę zaprezentował również kapitan Anwilu, Seid Hajrić, który rzucił 19 punktów po raz drugi w tym sezonie. Niestety, pod koniec spotkania 30-latek popełnił pięć fauli i musiał opuścić parkiet, podobnie zresztą jak Michał Sokołowski i Danilo Mijatović. W samej końcówce włocławianie walczyli zatem nie tylko z przeciwnikiem, ale również z wąską rotacją, co ostatecznie kosztowało ich drugą porażkę z rzędu.

Anwil Włocławek - PGE Turów Zgorzelec 75:83 (16:22, 20:21, 19:19, 20:21)

Anwil: Dulkys 25, Hajrić 19, Kostrzewski 10, Katnić 7, Clanton 6, Mijatović 4, Sokołowski 4, Pamuła 0, Witliński 0

PGE Turów: Prince 20, Wiśniewski 18, Kulig 13, Taylor 10, Dylewicz 8, Stelmach 7, Zigeranović 5, Karolak 2, Krestinin 0

STATYSTYKA MECZOWA