Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Pośliznęli się na Rosie

Wtorek, 06 Maja 2014, 6:58, Michał Fałkowski

Nie udało się Anwilowi Włocławek wygrać trzeciego meczu ćwierćfinałowego. W Radomiu Rottweilery uległy Rosie 74:86 i na kolejną szansę zakończenia serii poczekają do czwartku. Do tego czasu kilku koszykarzy będzie musiało intensywnie potrenować rzuty na kosze hali MOSiR, a trenerzy zastanowić się jak zatrzymać ofensywnie usposobionych gospodarzy.

Trzeci mecz ćwierćfinałowy miał być egzaminem dojrzałości dla koszykarzy Anwilu Włocławek, czego szczególnie doświadczył 18-letni Mikołaj Witliński. Tegoroczny maturzysta, z powodu egzaminów dołączył do drużyny 2 godziny przed meczem, ale nie przeszkodziło mu to wejść do grona koszykarzy, którzy rozpoczęli go w pierwszej piątce. Jako, że sama obecność na parkiecie to za mało, ambitny Witliński postanowił, że zaznaczy ją dobrymi akcjami i to właśnie on otworzył konto punktowe Anwilu.

W pierwszych minutach włocławianom brakowało zdecydowania w obronie. Rosa korzystała na tym, że nie każda bezpańska piłka znajdowała się w polu zainteresowania Rottweilerów i sukcesywnie zwiększała swoje prowadzenie (po 6 minutach 15:9). Mimo to trener Milija Bogicević zdecydował się zaryzykować i dać 6 minut odpoczynku Seidowi Hajriciowi. Jak się okazało, słusznie, bo Mikołaj Witliński dobrze radził sobie w grze przeciw Robertowi Witce, a Danilo Mijatović sprytem nadrabiał niedobór siły w konfrontacji z Kirkiem Archibequem (pomagał mu Graham, który zdołał nawet zablokować centra gospodarzy). Niestety, z czasem Archibeque się rozkręcił i Seid Hajrić musiał wrócić na parkiet.

Kapitan Anwilu pracował głównie w obronie, bo nie miał zbyt wielu okazji by się wykazać dobrym atakiem. Rottweilery postawiły na rzuty za trzy – chyba niesłusznie, bo skuteczność miały fatalną. Do ostatniej akcji pierwszej połowy na ich koncie był tylko jeden celny rzut zza linii 6,75 na dwanaście prób. Dopiero równo z syreną fantastyczną trójkę z połowy odpalił Jordan Callahan i Anwil przegrywał tylko 35:30. Dodajmy, że w pierwszej połowie gospodarze nie trafili z dalekiego dystansu ani raz.

Przełamanie za trzy przyniósł Rosie Jakub Zalewski, a że rzut ten dodał mu pewności siebie, to w kolejnych akcjach Polak również podjął celne próby i wyprowadził swój zespół na 50:35 w 35. min. Anwil w tym czasie zupełnie nie potrafił się wstrzelić w kosz rywali. Choć w porównaniu z pierwszą połową zmienił taktykę i częściej próbował gry w polu trzech sekund, to bez pozytywnych efektów. Piłki wykręcały się z kosza Seidowi Hajriciowi, a obręcz obijali Mikołaj Witliński z Danilo Mijatoviciem. Ofensywna niemoc Anwilu w połączeniu z coraz lepszą skutecznością Rosy w rzutach za trzy musiały odbić się na wyniku. Po trafieniach z dystansu gospodarze prowadzili 61:41 w 37. minucie i właściwie zapewnili sobie zwycięstwo, bo wąska ławka Anwilu nie rokowała, że znajdzie się ktoś, kto odwróci losy spotkania.

Nieco optymizmu w serca małego grona włocławskich kibiców, którzy pofatygowali się do Radomia, wlało pierwsze trafienie za trzy Piotra Pamuły (po pięciu niecelnych próbach). Zbliżyło ono Anwil do Rosy na 70:57, ale kolejne punkty gospodarzy uspokoiły sytuację. Ostatnie kilka minut meczu było klasyczną wymianą trafień stanowiących pokłosie nieco już mniej skoncentrowanej obrony. W efekcie Anwil przegrał wyraźnie, ale obyło się bez pogromu. Wynik 86:74 świadczy o dobrym ataku radomian i nie do końca oddaje słabszą niż zwykle skuteczność kilku koszykarzy z Włocławka. Przed czwartkowym meczem będą mieli nad czym pracować i o czym myśleć. Jeżeli posłuchają rad trenerów, na pewno wykorzystają drugą szansę zakończenia ćwierćfinałowej serii.

 

Rosa Radom – Anwil Włocławek 86:74 (17:15, 18:15, 33:19, 18:25 )

Rosa: Archibeque 21, Dłoniak 18, Majewski 17, Lucious 8, Zalewski 7, Witka 6, Kardaś 3, Adams 2, Jeszke 2, Subota 2, Michalski 0

Anwil: Callahan 23, Mijatović 16, Kostrzewski 11, Graham 8, Witliński 6, Hajrić 4, Pamuła 4, Jankowski 2, Warszawski 0

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI