Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Piotr Stelmach: Nie da się przewidzieć jak zagra Anwil

Czwartek, 08 Marca 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Piotr Stelmach jest w tej chwili w życiowej formie. Gra równo, pewnie i co najważniejsze skutecznie. Dwa tygodnie temu rzucił PGE Turowowi 29 punktów siedmiokrotnie trafiając za trzy. Nam opowiedział o sytuacji w Zastalu tuż przed meczem z Anwilem.

Piotr Stelmach jest w tej chwili w życiowej formie. Gra równo, pewnie i co najważniejsze skutecznie. Dwa tygodnie temu rzucił PGE Turowowi 29 punktów siedmiokrotnie trafiając za trzy. Nam opowiedział o sytuacji w Zastalu tuż przed meczem z Anwilem.
Czy przed sobotnim pojedynkiem musimy się pana obawiać? Wydaje się, że obręcze w Hali Mistrzów przyciągają pańskie rzuty…

- Bardzo lubię Włocławek i rzeczywiście dobrze mi się gra w waszej hali przy tak żywiołowej publiczności. Również cała otoczka związana z rywalizacją z Anwilem dodaje smaku meczom. Nie da się ukryć, że te spotkania są wyjątkowe. Jednak jako drużyna staramy się zachowywać spokój i każdego rywala traktować z równą uwagą.

Zastal gra ostatnio rewelacyjnie i pompuje tym samym balon oczekiwań. Czy mówienie o tym, że jesteście murowanym kandydatem do medalu nie staje się dla was nieco uciążliwe?

- Staramy się o tym nie myśleć. Trener często powtarza, żebyśmy się skupiali na swojej grze, a nie na tym co mówią media, czy kibice. Oni mają prawo cieszyć się naszymi sukcesami i wyciągać z nich wnioski, ale to nie powinno wpływać na nasze myślenie o sobie. Ktoś nas prędzej czy później pokona. Tym bardziej, że w szóstkach nie ma łatwych przeciwników i każdy mecz może przynieść inny scenariusz.

Trener Mihailo Uvalin znany jest ze zdolności motywacyjnych. Czy już wspominał wam, że ma patent na Anwil?

- Jest czwartek i dopiero co zaczęliśmy przygotowania pod kątem waszego zespołu, więc trener nie miał jeszcze okazji szczegółowo opowiedzieć nam o taktyce. I myślę, że nie będzie wspominał o swoich doświadczeniach. Jak zwykle, kluczem powinno być narzucenie swojego stylu. Nasz system przyniósł już kilka zwycięstw i tutaj nie ma czego zmieniać. Wiadomo, przeciw Anwilowi trzeba zagrać na maksymalnej koncentracji i zostawić zdrowie na parkiecie.

Naprawdę może być tak ciężko? Wobec kryzysu włocławskiej drużyny, jesteście faworytem…

- Osobiście, obawiam się tego meczu. Sytuacja w której Anwilowi nie idzie może się zmienić radykalnie w ciągu jednego spotkania. Macie mocny skład, którego ambicje są podrażnione i w żadnym wypadku tego nie lekceważymy.

Na pozycji silnego skrzydłowego nie ma w tej chwili w Polsce lepszego strzelca z dystansu od pana. To zasługa tegorocznych treningów, czy po prostu wszedł pan w wiek, gdy forma staje się optymalna?

- Nawet nie wiedziałem, że ta moja skuteczność jest tak wysoko w rankingach. Oczywiście, wynika ona ze splotu różnych okoliczności. Po pierwsze mocne treningi, po drugie zwycięskie mecze dodające pewności siebie, a po trzecie doświadczenie. Powtarzam też, że nie czuję na sobie presji, gra sprawia mi przyjemność i każdą wygraną przyjmuję z wielką radością. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że mam spokojną głowę - nie myślę o odpowiedzialności za wynik, tylko robię swoje.

Bo może ściąga ją z pana Walter Hodge. On jest wyraźnym liderem Zastalu, na którym skupiają się oczekiwania...

- Cała drużyna gra bez większego obciążenia. Gramy koszykówkę energetyczną, sprawiającą przyjemność. Być może Walter Hodge jest właśnie tym kimś, kto skupia na sobie uwagę, ale nie sądzę, żeby i on stresował się wynikami. My chcieliśmy być w play-off i mamy to już zapewnione. Teraz gramy dla siebie i kibiców. Co z tego będzie, zobaczymy…

To jaki scenariusz przewiduje pan na mecz we Włocławku?

- Anwil to zawsze trudny rywal i nie da się z góry przewidzieć jak zagra. Mam oczywiście nadzieję, że wygra mój zespół, ale szanuję włocławian i uważam, że to nie będzie łatwy mecz.