Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Piotr Pamuła: Anwil to nie sanatorium

Środa, 03 Lipca 2013, 1:00, Michał Fałkowski

Piotr Pamuła, nowy rzucający obrońca Anwilu Włocławek, szykuje się do sezonu 2013/2014. Nam opowiedział o tym, co najbardziej ceni w swojej karierze oraz o jej najtrudniejszych momentach. Zapraszamy do lektury wywiadu z Piotrem Pamułą.

Piotr Pamuła, nowy rzucający obrońca Anwilu Włocławek, szykuje się do sezonu 2013/2014. Nam opowiedział o tym, co najbardziej ceni w swojej karierze oraz o jej najtrudniejszych momentach. Zapraszamy do lektury wywiadu z Piotrem Pamułą.
Kibice Anwilu twierdzą, że twoje przyjście do Włocławka to dobry ruch i wiążą wiele nadziei z twoją grą. A jak reakcje twoich bliskich?

- Kilka najbliższych mi osób, tak samo jak ja, z niecierpliwością czekało na wyjaśnienie sytuacji, gdzie będę grał w przyszłym sezonie. Gdy ostatecznie okazało się, że będzie to Anwil, reakcje były bardzo pozytywne. A co do oczekiwań kibiców, to już dziś mogę zapewnić, że zrobię wszystko, żeby za rok też mówili i myśleli o mnie pozytywnie.

Oprócz ciebie ważne kontrakty z Anwilem mają jeszcze Hajrić, Kostrzewski i Sokołowski. W tym gronie chyba nie musisz mieć żadnych kompleksów i taka marginalizacja jak w Gdyni ci nie grozi?

- Kompleksów mieć nie będę, ale gwiazdorzyć i czuć się zbyt pewnie też nie zamierzam. Wiem na czym stoję, bo obserwowałem ruchy Anwilu i rozmawiałem z trenerem Miliją Bogiceviciem. I sytuacja jest prosta. Nikt nie gwarantuje mi dwudziestu pięciu minut na parkiecie. Przed nami okres przygotowawczy i mnóstwo treningów, żeby udowodnić szkoleniowcowi swoją przydatność. Jak będę zasuwał, to na pewno będzie to docenione. Przykład dał w tym sezonie Michał Sokołowski, który zaczynał jako zadaniowiec, a kończył jako jeden z najważniejszych koszykarzy. Wszystko dzięki cierpliwości i treningom.

W Gdyni przecież też trenowaliście i też miałeś szansę udowodnić, że zasługujesz na więcej minut…

- Tak, ale tam w grę wchodziło dużo więcej czynników. Było ogromne zamieszanie z odejściami koszykarzy i sprawami organizacyjnymi. Trener musiał to wszystko ogarnąć i w końcu mi w udziale przypadła rola koszykarza, który stoi w rogu i czeka na podanie, żeby móc rzucić za trzy. Tymczasem ja potrafię znacznie więcej i znacznie więcej chciałbym dać swojemu zespołowi.

Niemniej, rzut za trzy to twoja najmocniejsza broń. W Asseco miałeś lepszą skuteczność od Koszarka, Zamojskiego i Witki. Czego zatem brakowało ci do wywalczenia sobie bardziej znaczącej roli?


- Fakt, rzut za trzy mam przyzwoity i pozostaje go tylko szlifować. Jest jednak jeszcze mnóstwo elementów koszykarskiego rzemiosła, których nie miałem okazji rozwijać przez ostatni rok. Trener Bogicević obiecał mi, że będziemy ciężko nad nimi pracować. Myślę tu o defensywie, grze jeden na jeden, poprawie kozła i penetracji pod kosz.

O co w tym wszystkim chodzi: o odzyskanie pewności siebie, czy wyćwiczenie tych elementów, które wymieniłeś?

- Pewnie bardziej o tą pewność siebie, bo przecież mam już 23 lata i na parkiecie robiłem wszystko. Tyle tylko, że było to za czasów gry w Warszawie. Teraz trzeba się odbudować i udowodnić swoją wartość w meczach.

Dajesz sobie jakąś taryfę ulgową i czas na dojście do pełnej dyspozycji?

- Gra w TBL i to w dodatku w takiej drużynie jak Anwil, to nie są żarty i nie miejsce na urządzenie sobie sanatorium. W takim profesjonalnym klubie trzeba prezentować profesjonalne podejście. Na początek sezonu forma po prostu musi być gotowa. Po to jest okres przygotowawczy, żebym przed pierwszym meczem sezonu mógł powiedzieć trenerowi „tak, jestem gotowy do gry w stu procentach.”
Wspominałeś o swojej umiejętności rzutów za trzy, a w Anwilu będziesz miał okazję trenować z najlepszym specjalistą w tej materii, Andrzejem Plutą. Może to dać jakiś piorunujący efekt?

- Mam nadzieję. Treningi rzutowe z Andrzejem Plutą, to jest rzecz nie do przecenienia i to nie jest żadna kurtuazja, wiem o czym mówię. Miałem już okazję współpracować z nim w kadrze. Jeździliśmy na halę i ćwiczyliśmy. Nawet pół godziny z nim udowadniało mi ile jeszcze mi brakuje do takich umiejętności, jakie ma były kapitan Anwilu.

Mimo młodego wieku masz już doświadczenie z Euroligi, TBL, 1 Ligi, 2 Ligi i reprezentacji. Pewnie każde z tych rozgrywek czegoś cię nauczyły?

- Oczywiście. Euroliga pokazuje ci miejsce w szeregu. Udowadnia ile jeszcze można się nauczyć i że warto ciągle się rozwijać. Reprezentacja to okazja do gry z najlepszymi Polakami, którzy mają mnóstwo doświadczeń i z reguły chętnie się dzielą swoimi „patentami”. W 1 i 2 Lidze zdobywasz pewność siebie. Dużo grasz, stawiasz kolejne kroki i stajesz się coraz bardziej kompletnym koszykarzem.

Nie wspomniałeś o TBL, w której miałeś okazję posmakować zarówno gry w Warszawie, gdzie byłeś jednym z liderów, jak i w Gdyni, gdzie znalazłeś się w cieniu innych.

- To były dwa kompletnie różne światy. W Polonii grałem dużo i czułem się bardzo pewnie. W Asseco Prokomie było wiele trudności, ale już się oswoiłem z myślą, że taki sezon musi się kiedyś w karierze przytrafić. Może dobrze, że ja już mam go za sobą i teraz będzie już tylko lepiej.

W tegorocznym ćwierćfinale Asseco Prokom przegrał z Anwilem, ale ty z powodów zdrowotnych oglądałeś mecze z ławki. Mocno cię to irytowało?

-  Oczywiście. Każdy sportowiec chce grać. Z drugiej strony, nie sądzę, żeby moja osoba wiele zmieniła. Anwil był zwyczajnie mocniejszy.

Na koniec powiedz jakie masz plany na najbliższe dni? Już wiadomo, że w te wakacje nie zagrasz w kadrze, więc pewnie czekają cię treningi z ojcem?

- Tak, tata jest trenerem i w wakacje mam okazję z nim poćwiczyć. Nie robi na mnie wielkiego ciśnienia, stara się pomagać tam gdzie widzi możliwości rozwoju. Generalnie moją karierę zostawił w moich rękach. Tata nie pasuje do żadnego stereotypu ojca-trenera: ani nie faworyzował mnie nigdy, ani też nie wywierał szczególnej presji.

Chyba nie jesteście w domu jedynymi miłośnikami koszykówki…

- Fakt, cała nasza rodzina jest związana z basketem. Mama i siostra również grały w koszykówkę. Pewnie od czasu do czasu przyjadą do Włocławka, żeby zobaczyć Anwil w akcji.