Stało się to, czego można było się spodziewać. W rywalizacji wyrównanych, doświadczonych i żądnych zwycięstwa drużyn po dwóch meczach mamy remis 1:1. W środowy wieczór we Włocławku PGE Turów wygrał 85:63 i na rywalizację do swojej hali przenosi się w dobrych humorach. Po meczu studził je John Allen mówiąc, że w Zgorzelcu drużyny zamienią się samopoczuciem.
Stało się to, czego można było się spodziewać. W rywalizacji wyrównanych, doświadczonych i żądnych zwycięstwa drużyn po dwóch meczach mamy remis 1:1. W środowy wieczór we Włocławku PGE Turów wygrał 85:63 i na rywalizację do swojej hali przenosi się w dobrych humorach. Po meczu studził je John Allen mówiąc, że w Zgorzelcu drużyny zamienią się samopoczuciem.
- Rozstrzelali nas w dwie minuty, a dodatkowo bardzo mocno napompował ich ostatni celny rzut – tak o kluczowej dla losów meczu końcówce drugiej kwarty mówił trener Krzysztof Szablowski. Doszło do niej, gdy po coraz większej liczbie błędów w obronie Anwil zaczął tracić dystans do PGE Turowa i z ośmiu punktów na minusie zrobiło się aż szesnaście. Przy stanie 42:34 dla gości, dwa razy świetnym podaniem obsłużył Daniela Kickerta Ronald Moore, a następnie sam zakończył akcję i doprowadził do wyniku 48:35. Jakby tego było mało, po przeciwnej stronie pomylili się Lawrence Kinnard i Nick Lewis, a piłkę zebraną przez Michała Chylińskiego na trzy punkty zamienił Aaron Cel i było 35:51 do przerwy.
Mimo, że w szatni drużyna Anwilu nie spuściła głów, to po powrocie na boisko gra dalej jej się nie układała. Znów szwankowała zbiórka, a brak Seida Hajricia jeszcze dodatkowo się do tego przyczynił. Center Anwilu skręcił nogę podczas pierwszego meczu ćwierćfinałowego, a zastępujący go Nick Lewis był cieniem koszykarza, który w ostatnim meczu rundy zasadniczej okazał się katem zgorzelczan. Tym razem Amerykanin nie tylko unikał rzutów, ale również nie dawał wsparcia w obronie. Dzięki temu rozszalał się Daniel Kickert, który oddał najwięcej rzutów za dwa (10) spośród wszystkich koszykarzy i został najskuteczniejszym graczem meczu.
Tymczasem po stronie gospodarzy brakowało kogoś, kto zaskoczyłby z dystansu. Skuteczności z pierwszego meczu nie utrzymał Dardan Berisha, mylił się Krzysztof Szubarga, celu nie doszły również rzuty Lawrenca Kinnarda. Znalazło to odzwierciedlenie w statystykach – Anwil trafił tylko 5 z 24 rzutów za trzy. Choć ambicji włocławskim koszykarzom odmówić nie można, to z taką skutecznością zwycięstwo było po prostu nieosiągalne.
Dlatego przez całą drugą połowę utrzymywała się bezpieczna przewaga gości. Wszystko na co było stać Rottweilery, to zmniejszenie strat do 13-14 punktów w trzeciej kwarcie. Później, dominacja przyjezdnych stawała się coraz bardziej widoczna. Turów prowadził nawet 85:59 po rzucie Davida Jacksona, ale ostatnie 4 punkty padły łupem Anwilu i skończyło się na 85:63.
Po spotkaniu w słowach nie przebierał John Allen. – Zrobimy wszystko, żeby to negatywne uczucie, które dziś towarzyszy Anwilowi, w sobotę, a później w poniedziałek przeniosło się na PGE Turów. Nie ma powodów do paniki. (…) Drużyna ze Zgorzelca niczym nas nie zaskoczyła i nie ma podstaw do tego, żeby snuć teraz czarne scenariusze. Zagramy lepiej i w Zgorzelcu role się odwrócą.-
Wyrównanie stanu rywalizacji przez PGE Turów oznacza, że w Zgorzelcu dojdzie do dwóch meczów. Pierwszy rozegrany zostanie w sobotę o godz.18.00, drugi w poniedziałek o godz. 18.30.
Anwil Włocławek - PGE Turów Zgorzelec 63:85 (24:24, 11:27, 15:18, 13:16)Mimo, że w szatni drużyna Anwilu nie spuściła głów, to po powrocie na boisko gra dalej jej się nie układała. Znów szwankowała zbiórka, a brak Seida Hajricia jeszcze dodatkowo się do tego przyczynił. Center Anwilu skręcił nogę podczas pierwszego meczu ćwierćfinałowego, a zastępujący go Nick Lewis był cieniem koszykarza, który w ostatnim meczu rundy zasadniczej okazał się katem zgorzelczan. Tym razem Amerykanin nie tylko unikał rzutów, ale również nie dawał wsparcia w obronie. Dzięki temu rozszalał się Daniel Kickert, który oddał najwięcej rzutów za dwa (10) spośród wszystkich koszykarzy i został najskuteczniejszym graczem meczu.
Tymczasem po stronie gospodarzy brakowało kogoś, kto zaskoczyłby z dystansu. Skuteczności z pierwszego meczu nie utrzymał Dardan Berisha, mylił się Krzysztof Szubarga, celu nie doszły również rzuty Lawrenca Kinnarda. Znalazło to odzwierciedlenie w statystykach – Anwil trafił tylko 5 z 24 rzutów za trzy. Choć ambicji włocławskim koszykarzom odmówić nie można, to z taką skutecznością zwycięstwo było po prostu nieosiągalne.
Dlatego przez całą drugą połowę utrzymywała się bezpieczna przewaga gości. Wszystko na co było stać Rottweilery, to zmniejszenie strat do 13-14 punktów w trzeciej kwarcie. Później, dominacja przyjezdnych stawała się coraz bardziej widoczna. Turów prowadził nawet 85:59 po rzucie Davida Jacksona, ale ostatnie 4 punkty padły łupem Anwilu i skończyło się na 85:63.
Po spotkaniu w słowach nie przebierał John Allen. – Zrobimy wszystko, żeby to negatywne uczucie, które dziś towarzyszy Anwilowi, w sobotę, a później w poniedziałek przeniosło się na PGE Turów. Nie ma powodów do paniki. (…) Drużyna ze Zgorzelca niczym nas nie zaskoczyła i nie ma podstaw do tego, żeby snuć teraz czarne scenariusze. Zagramy lepiej i w Zgorzelcu role się odwrócą.-
Wyrównanie stanu rywalizacji przez PGE Turów oznacza, że w Zgorzelcu dojdzie do dwóch meczów. Pierwszy rozegrany zostanie w sobotę o godz.18.00, drugi w poniedziałek o godz. 18.30.
Anwil: Allen 14, Edwards 13, Szubarga 9, Lewis 8, Kinnard 7, Berisha 6, Majewski 4, Harrington 2, Wołoszyn 0, Maciejewski 0
PGE Turów: Jackson 19, Kickert po 19, Moore 14, Wysocki 11, Cel 5, Chyliński 5, Gabiński 4, Kulig 4, Lee 4, Gustas 0, Lauderdale 0, Mielczarek 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI