- Wygraliśmy już raz na ich terenie, ale teraz jest zupełnie inna sytuacja. Dla Polpaku będzie to mecz "o życie", więc musimy być gotowi na walkę przez całe spotkanie. powiedział po meczu Pete Lisicky, który w drugim spotkaniu przeciwko Polpakowi zdobył 14 punktów.
Łukasz Brylski: Mógłbyś podsumować dzisiejsze spotkanie?
Pete Lisicky: Pomimo wysokiej wygranej w pierwszym meczu, wiedzieliśmy, że Polpak postawi nam dzisiaj dużo trudniejsze warunki. Zespół ze Awiecia wyciągnął wnioski z soboty. Grali szybko, wyprowadzili sporo kontrataków. Kiedy my nie trafialiśmy, oni zbierali piłkę i biegli pod nasz kosz. Widać było, że to jest ich atut, dlatego musieliśmy niele napocić się w defensywie aby ich zatrzymać. Udało się jednak doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że w czwartek czeka nas o wiele cięższe spotkanie.
Zdobyłeś 14 punktów, najwięcej z całego zespołu. Pewnie jesteś zadowolony ze swojego występu...
Tak, ale nie do końca, popełniłem cztery straty, co często mi się nie zdarza. Nie lubię ich (smiech). Dzisiaj dałem z siebie wszystko. Moim celem jednak ni było zdobywanie punktów. Miałem kryć Apodakę, zrobiłem wszystko co w mojej mocy aby go zatrzymać. Co do gry w ataku, to po porstu "siedział" mi rzut. Zagrałem dziś dobrze jednak nie mogę tego rozpamiętywać, przecież przed nami kolejne spotkanie i musimy zagrać na maksimum swoich możliwości, aby ta seria zakończyła się po trzech meczach.
Ciężko było kryć lidera Polpaku?
Wiesz, jeśli chodzi o niego, to rozegrał dwa odmiennie spotkania. W sobotnim było dużo łatwiej bronić przeciwko niemu. Wyglądał na przytłoczonego sytuacją na boisku. Dzisiaj zaś, wyszedł na parkiet skoncentrowany i chciał pokazać, że kiepski występ w sobotę był tylko i wyłącznie wypadkiem przy pracy.
Odnieśliście dwa przekonywujące zwycięstwa. Czy rzeczywiście było tak łatwo jak wskazują na to wyniki?
Dla nas to nie były wcale łatwe mecze. Co z tego, że w sobotę wygraliśy różnicą 28 punktów a dziś mieliśmy o 17 "oczek" więcej od rywali. Sam widziałeś, że różnice były spore, ale musieliśmy się sporo napocić aby zatrzymać rywala w każdym z tych spotkań. Wcale nie mieliśmy łatwo jak mogło to wyglądać z trybun.
Czego można życzyć Anwilowi przed czwartkowym spotkaniem?
Przede wszystkim szczęścia. W Grudziądzu czeka nas naprawdę 40, a może więcej minut twardej walki. Widzisz, teraz oni będą mieli publiczność po swojej stronie. Co więcej ciężko tam grać, przekonało się o tym wiele drużyn. Wygraliśmy już raz na ich terenie, ale teraz jest zupełnie inna sytuacja. Dla Polpaku będzie to mecz "o życie", więc musimy być gotowi na walkę przez całe spotkanie.
Zawodnicy ze Awiecia mówili, że włocławska publiczność była szóstym zawodnikiem Anwilu. Zgadzasz się z tym?
O tak, zdecydowanie. Nasi kibice są wspaniali. Po każdym meczu rozmawiam z rodziną, przyjaciółmi i opowiadam o spotkaniu i zawszę mówię im jaka atmosfera panowała na trybunach. Fani naszego zespołu są niesamowici. Rzadko zdarza mi się widzieć ludzi, którzy są tak oddani własnej drużynie. Ich głośny doping mobilzuje nas do jeszcze lepszej gry.
Czy można powiedzieć, że rzut za trzy to "znak rozpoznawczy" Lisickiego?
(śmiech)Fakt to jeden z moich atutów. W poprzednich latach musiałem kreować grę, szukać sobie pozycji. W Anwilu jest trochę inaczej, tutaj zawodnicy wyprowadzają mnie na pozycję. To jest bardzo korzystne. Dzięki temu mam dużo czasu aby przymierzyć i oddać celny rzut.