Anwil Włocławek i Energa Czarni Słupsk zagrali dobry mecz w obronie. Więcej punktów rzucili jednak wicemistrzowie Polski i to oni zwyciężyli. - Gdybyśmy atak zagrali na podobnym poziomie co obronę, to pewnie wynik byłby inny - mówi po meczu z Anwilem Paweł Leończyk, skrzydłowy Energi Czarnych.
Anwil Włocławek i Energa Czarni Słupsk zagrali dobry mecz w obronie. Więcej punktów rzucili jednak wicemistrzowie Polski i to oni zwyciężyli. - Gdybyśmy atak zagrali na podobnym poziomie co obronę, to pewnie wynik byłby inny - mówi po meczu z Anwilem Paweł Leończyk, skrzydłowy Energi Czarnych.
Jacek Seklecki: Co według pana było główną przyczyną waszej porażki z Anwilem?
Paweł Leończyk: W dużej mierze zadecydował atak. Graliśmy ze słabą skutecznością i źle organizowaliśmy się w ofensywie. To sprawiło także, że ułatwiliśmy Anwilowi dobrą grę w defensywie.
Anwil wygrał obroną, ale i wasza gra w tym elemencie nie była zła. Trener Dainius Adomaitis, mimo zerowego dorobku punktowego Mantasa Cesnauskisa chwalił go za dobrą obronę przeciwko Dardanowi Berishy i Andrzejowi Plucie.
- Właśnie o to chodzi. Graliśmy dobrze w obronie, ale zabrakło tej konsekwencji w ataku. Mantas przeciwko Anwilowi nie trafiał, cóż taki miał po prostu dzień. Ma takie mecze, w których trafia właściwie wszystko, także jest to po prostu kwestia dyspozycji. Gdybyśmy atak zagrali na podobnym poziomie co obronę, to pewnie wynik byłby inny.
Co stało się w czwartej kwarcie z wami? Po dobrej trzeciej partii, w której wyszliście na kilkupunktowe prowadzenie i niejako przejęliście inicjatywę przyszła decydująca kwarta, którą przegraliście 14:27.
- Dużo punktów straciliśmy, bowiem w końcówce musieliśmy sporo ryzykować. Musieliśmy faulować, grać trochę na przechwyt i ta obrona wtedy jest już inna, nie jest taka, jaką gramy normalnie. My chcieliśmy grać szybsze akcje w ataku i szybko przerywać akcje Anwilu. Tutaj kryje się ten fakt rzucenia przez nich większej ilości punktów. Gdybyśmy prześledzili okres gry w drugiej, trzeciej kwarcie to oni tyle nie zdołali zdobyć.
Oprócz tej końcówki daliście im rzucić też dwie ważne trójki. Najpierw na przełamanie, a później na odskoczenie.
- Tak to już jest, że nie zawsze wszystkich zawodników rywala można zatrzymać. Przez 40 minut jest to niemożliwe, aby zastopować każdego koszykarza i każdą akcję. Czasami popełnia się błędy, mimo dobrej gry w obronie. Nie pamiętam dokładnie tych sytuacji, ale raczej nie pewno nie były to łatwe rzuty. Staraliśmy się robić wszystko, jednak nie udało się.
Świetnie radziliście sobie za to pod tablicami, gdzie zdominowaliście Anwil. Duża w tym zasługa Ervina Jazmina, który zebrał aż 13 piłek.
- Właściwie to Ermin zbierał po sobie. A tak poważnie, to takie mieliśmy założenia, aby więcej piłek grać pod kosz i w dużej mierze zabezpieczyć swoją tablicę. To nam się chyba udało, ale nie przełożyło się na pozytywny wynik.
Na pewno wasze plany pokrzyżowała kontuzja Camerona Bennermana.
- Zdecydowanie tak. To jest bardzo dobry zawodnik, a przede wszystkim trener miałby większe pole manewru w rotacji zawodników. Niemniej jednak mamy tak szeroką kadrę, że jeżeli jakiś koszykarz nie może zagrać to wchodzi za niego Mantas Cesnauskis, czy Wojtek Szawarski i z powodzeniem mogą go zastępować. Ale na pewno będzie go brakowało, bo tutaj liczą się także przewinienie i wtedy brakuje zawodników. Miejmy nadzieję, że ta kontuzja nie jest bardzo poważna.
Wiadomo już co z jego kolanem? Kontuzje tego stawu z reguły są bardzo poważne.
- Jeszcze nic dokładnie nie wiemy. Może być to coś poważnego, ale równie dobrze może być krótkotrwały uraz. Od razu po tej sytuacji go mocno zabolało, ale do dokładnie to musimy poczekać na pierwsze badania, które więcej powiedzą na ten temat.
Mieliście już zapewnioną pierwszą czwórkę po sezonie zasadniczym, jednak walczyliście o trzecie miejsce. Porażka we Włocławku trochę skomplikuje te plany.
- Jeszcze wszystko się może zdarzyć. Jeszcze jest kilka ważnych rozstrzygnięć. Zobaczymy jak zaprezentuje się do końca Trefl Sopot, my z Polonią postaramy się wygrać i mam nadzieję, że wywalczymy to trzecie miejsce. Nie patrzymy jednak na to z kim przyjdzie nam się mierzyć. Nie chcemy nic ustawiać, tylko wygrać mecz i zakończyć sezon zasadniczy jak najwyżej.
Paweł Leończyk: W dużej mierze zadecydował atak. Graliśmy ze słabą skutecznością i źle organizowaliśmy się w ofensywie. To sprawiło także, że ułatwiliśmy Anwilowi dobrą grę w defensywie.
Anwil wygrał obroną, ale i wasza gra w tym elemencie nie była zła. Trener Dainius Adomaitis, mimo zerowego dorobku punktowego Mantasa Cesnauskisa chwalił go za dobrą obronę przeciwko Dardanowi Berishy i Andrzejowi Plucie.
- Właśnie o to chodzi. Graliśmy dobrze w obronie, ale zabrakło tej konsekwencji w ataku. Mantas przeciwko Anwilowi nie trafiał, cóż taki miał po prostu dzień. Ma takie mecze, w których trafia właściwie wszystko, także jest to po prostu kwestia dyspozycji. Gdybyśmy atak zagrali na podobnym poziomie co obronę, to pewnie wynik byłby inny.
Co stało się w czwartej kwarcie z wami? Po dobrej trzeciej partii, w której wyszliście na kilkupunktowe prowadzenie i niejako przejęliście inicjatywę przyszła decydująca kwarta, którą przegraliście 14:27.
- Dużo punktów straciliśmy, bowiem w końcówce musieliśmy sporo ryzykować. Musieliśmy faulować, grać trochę na przechwyt i ta obrona wtedy jest już inna, nie jest taka, jaką gramy normalnie. My chcieliśmy grać szybsze akcje w ataku i szybko przerywać akcje Anwilu. Tutaj kryje się ten fakt rzucenia przez nich większej ilości punktów. Gdybyśmy prześledzili okres gry w drugiej, trzeciej kwarcie to oni tyle nie zdołali zdobyć.
Oprócz tej końcówki daliście im rzucić też dwie ważne trójki. Najpierw na przełamanie, a później na odskoczenie.
- Tak to już jest, że nie zawsze wszystkich zawodników rywala można zatrzymać. Przez 40 minut jest to niemożliwe, aby zastopować każdego koszykarza i każdą akcję. Czasami popełnia się błędy, mimo dobrej gry w obronie. Nie pamiętam dokładnie tych sytuacji, ale raczej nie pewno nie były to łatwe rzuty. Staraliśmy się robić wszystko, jednak nie udało się.
Świetnie radziliście sobie za to pod tablicami, gdzie zdominowaliście Anwil. Duża w tym zasługa Ervina Jazmina, który zebrał aż 13 piłek.
- Właściwie to Ermin zbierał po sobie. A tak poważnie, to takie mieliśmy założenia, aby więcej piłek grać pod kosz i w dużej mierze zabezpieczyć swoją tablicę. To nam się chyba udało, ale nie przełożyło się na pozytywny wynik.
Na pewno wasze plany pokrzyżowała kontuzja Camerona Bennermana.
- Zdecydowanie tak. To jest bardzo dobry zawodnik, a przede wszystkim trener miałby większe pole manewru w rotacji zawodników. Niemniej jednak mamy tak szeroką kadrę, że jeżeli jakiś koszykarz nie może zagrać to wchodzi za niego Mantas Cesnauskis, czy Wojtek Szawarski i z powodzeniem mogą go zastępować. Ale na pewno będzie go brakowało, bo tutaj liczą się także przewinienie i wtedy brakuje zawodników. Miejmy nadzieję, że ta kontuzja nie jest bardzo poważna.
Wiadomo już co z jego kolanem? Kontuzje tego stawu z reguły są bardzo poważne.
- Jeszcze nic dokładnie nie wiemy. Może być to coś poważnego, ale równie dobrze może być krótkotrwały uraz. Od razu po tej sytuacji go mocno zabolało, ale do dokładnie to musimy poczekać na pierwsze badania, które więcej powiedzą na ten temat.
Mieliście już zapewnioną pierwszą czwórkę po sezonie zasadniczym, jednak walczyliście o trzecie miejsce. Porażka we Włocławku trochę skomplikuje te plany.
- Jeszcze wszystko się może zdarzyć. Jeszcze jest kilka ważnych rozstrzygnięć. Zobaczymy jak zaprezentuje się do końca Trefl Sopot, my z Polonią postaramy się wygrać i mam nadzieję, że wywalczymy to trzecie miejsce. Nie patrzymy jednak na to z kim przyjdzie nam się mierzyć. Nie chcemy nic ustawiać, tylko wygrać mecz i zakończyć sezon zasadniczy jak najwyżej.