Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Paweł Kikowski: Wygramy po walce!

Środa, 16 Kwietnia 2008, 1:00, Michał Fałkowski

- Wynik może być tylko jeden, wygramy! Jednak po ciężkiej, pięciomeczowej walce. Kluczem do tego będzie skuteczna gra w defensywie - mówi Paweł Kikowski z Polpaku Świecie.

Łukasz Brylski: Droga do ćwierćfinału była dla drużyny Polpaku trochę dłuższa niż, dla pozostałej czwórki.

Paweł Kikowski: Zgadza się, przez kilka niepotrzebnych porażek w ciągu całego sezonu zasadniczego musieliśmy walczyć w fazie pre-playoff. Trafiliśmy na zespół Energi Czarnych, który pomimo niższej pozycji w tabeli nie był dla nas łatwym przeciwnikiem. Wiele osób przed rywalizacją z nami skazywało ich na gładką porażkę, ale ten zespół jest bardzo mocny, ma świetnych graczy i zupełnie niesłusznie ich niedoceniano. Przecież przed sezonem ten zespół z racji swojego składu, był upatrywany jako jeden z kandydatów do medalu.

No właśnie, do udowodnienia waszej wyższości potrzebowaliście maksymalnej liczby spotkań (w fazie pre-playoff gra się do dwóch zwycięstw – przyp. red.).

Tak jak powiedziałem, koszykarze ze Słupska to mocna ekipa, a miejsce po sezonie zasadniczym, nie odzwierciedlało ich siły. W każdym meczu było widać niebywałą motywację w ich szeregach i chęć odniesienia zwycięstwa. Ciężko się z nimi grało. Co było widać, po wyniku rywalizacji. Koniec końców, to jednak my zdołaliśmy udowodnić swoją wyższość.  Dobrą defensywą ograniczyliśmy ich poczynania i nie pozwoliliśmy rozwinąć koszykarzom ze Słupska skrzydeł.

W pierwszym meczu w Świeciu doszło do nie lada niespodzianki. Ulegliście Enerdze Czarnym, jakie nastroje panowały w szatni?

Co tutaj dużo mówić, byliśmy zdruzgotani, ale zarazem wściekli, że nie odnieśliśmy wygranej. Każdy z zawodników chciał wygrać i trochę się to na nas zemściło. W momencie, kiedy nam nie szło, to zawsze ktoś starał się wziąć odpowiedzialność na siebie, ale jak to mówią, chcieć nie zawsze znaczy móc. Staraliśmy się, ale nie zawsze podejmowaliśmy dobre decyzje. Nie zrealizowaliśmy tym samym założeń trenera, które nakreślił przed rozpoczęciem pojedynku. Co to dużo mówić, spisaliśmy się słabiej niż zawsze i to się na nas zemściło.

Czy po porażce z „Czarnymi Panterami” zwątpiliście w awans do ćwierćfinałów?

Nie, nigdy! Wiedzieliśmy, że trzeba wyciągnąć wnioski z tej porażki. Nikt nie dopuszczał takiej myśli, iż zakończymy sezon bez gry o medal Mistrzostw Polski.

Dużo musieliście poprawić w swojej grze, aby pokonać zespół ze Słupska?

W zasadzie niewiele, wiedzieliśmy że ważne jest to, aby zaprezentować się tak jak w niektórych meczach sezonu zasadniczego. Broniliśmy agresywnie, naciskaliśmy rywali wysoko. W ataku graliśmy to co zawsze, czyli nie oddawaliśmy nieprzemyślanych rzutów i staraliśmy dostosować naszą grę do sytuacji na parkiecie. Przyniosło to nam sukces, dzięki któremu teraz będziemy walczyć w ćwierćfinale z zespołem z Włocławka.

No właśnie, dzisiaj rozpoczynacie serię pojedynków z Anwilem. Jak oceniasz swojego najbliższego rywala?

Bez dwóch zdań to uznana firma na koszykarskiej mapie. Ostatnio im się nie wiedzie, ale Anwil to zawsze Anwil. Nie można ich lekceważyć, bo srogo można się na tym rozczarować. W ligowej tabeli znajdują się wyżej od nas, wygrali więcej spotkań i co za tym idzie po ich stronie przemawia atut własnego parkietu. Sądzę, że koszykarze z Włocławka, będą niebywale zmotywowani, przecież to będą spotkania derbowe, a co za tym idzie pojawią się dodatkowe emocje. Każdy będzie chciał wygrać.

A mocne i słabe strony zespołu z Włocławka to...?

Anwil zawsze grał dobrze w obronie. Ciężko zdobywało się punkty mając przeciwko sobie defensorów włocławian. W ataku również byli groźni. Wierzę jednak, że nasz trener dobrze rozpracuje rywali i dobierze odpowiednią taktykę, która przyniesie nam sukces.

Możesz pokusić się o podsumowanie sezonu zasadniczego w wykonaniu Polpaku?

Mieliśmy dużo wzlotów i niestety też sporo upadków. Suma sumarum zajęliśmy przyzwoite szóste miejsce w tabeli, które dało nam prawo gry w fazie pre-playoff. Oczywiście gdybyśmy wygrali niektóre mecze, to z całą pewnością nasza pozycja byłaby dużo lepsza. Chociaż nie wiadomo, jakby spisali się inni (śmiech). Jesteśmy zadowoleni z tego co mamy, ale z nadzieję patrzymy w przyszłość.

Czy kiedy latem przechodziłeś do Polpaku Świecie, spodziewałeś się, że będziesz otrzymywał tyle szans do zaprezentowania swoich umiejętności na parkiecie?

Sądziłem, że trener Uvalin uwzględni mnie w taktyce, ale nie sądziłem, że dostanę aż tyle minut na parkiecie.  Cieszę się, że odgrywam poważną rolę w tej drużynie. Bardzo cieszę się, że zmieniłem otoczenie, klub. Dużo pomogło to mojemu koszykarskiemu rozwojowi. Po tym czasie jaki spędziłem w Świeciu, mogę śmiało powiedzieć, że była to trafna decyzja. Kto wie, pewnie gdzie indziej nie dostałbym takiej szansy.

Twoja dobra sprawiła, że znalazłeś się nawet w „dorosłym” Meczu Gwiazd Dominet Bank Ekstraligi. To musiało być dla Ciebie nie lada przeżycie.

Owszem, przecież nie każdy zawodnik z polskiej ligi może pokazać się w takim spotkaniu. Dla mnie był to olbrzymi zaszczyt i zarazem nobilitacja, iż w tak młodym wieku znalazłem się w tak doborowym towarzystwie. Można powiedzieć, oby tak dalej (śmiech)! Muszę tylko pamiętać, aby nie spocząć na laurach.

Tobie to chyba nie grozi, ponieważ trener Mihailo Uvalin, w jednym z wywiadów powiedział, że bardzo ceni Twoje zaangażowanie i pracowitość.

Ja jestem jeszcze stosunkowo młodym graczem. Cały czas staram się uczyć i doskonalić swoje umiejętności. Słucham wskazówek szkoleniowców, podpatruję starszych, bardziej doświadczonych od siebie koszykarzy. Mogę wiele nauczyć się trenera Uvalina. To co teraz wynoszę z gry, zaprocentuje w przyszłości i sprawi, że stanę się lepszym koszykarzem.

Jeśli jesteśmy już przy osobie szkoleniowca, to jak Ci się współpracuje ze słoweńskim trenerem, który znany jest z wybuchowego charakteru?
 
Zgadza się, trener jest porywczym człowiek, ale zarazem pełnym ekspresji. Ja mu jednak nie staram się zajść za skórę (śmiech). Dlatego nasze relacje są jak najbardziej pozytywne. Trener wie, czego może ode mnie oczekiwać, a ja na boisku staram się zrealizować zadania, jakie dla mnie nakreślił. To dobry układ.

Znajdujesz się w szerokiej kadrze reprezentacji Polski. Po dość długich poszukiwaniach na pierwszego trenera wybrano Mulego Katzurina. Jak Paweł Kikowski ocenia tą decyzję?

Nie będę się wypowiadał na temat tego szkoleniowca, ponieważ nie znam go osobiście. Mogę mówić o nim jedynie na podstawie wyników. Słyszałem, że trener Kazturin ma dużą koszykarską wiedzę i skoro władze Związku wybrały go, to może to tylko świadczyć o tym, iż to odpowiednia osoba na odpowiednim stanowisku. Mam nadzieję, że swoją postawą na boisku zapracuję na miejsce w reprezentacji.

Sporo emocji nadal wywołuje wprowadzenie przepisu, który mówi że na parkiecie będzie musiało przebywać równocześnie dwóch Polaków.

Ostatnio to często pojawiający się temat. Ja będąc Polakiem mogę się tylko cieszyć (śmiech). A tak serio, to może się zdarzyć, że ten zapis może przysporzyć wiele problemów szkoleniowcom, którzy nie będą mieli pełnowartościowych, rodzimych graczy. Ja uważam, tą decyzję za dobrą dla polskiej koszykówki. Jednakże, czy to się sprawdzi czas pokaże.

Oponenci mówią, że zwiększą się wymagania finansowe Polaków, ale nie przełoży się to na poziom jaki reprezentują.

Może dojść do takiej sytuacji, ale czasem lepiej zapłacić koszykarzowi znad Wisły, niż sprowadzać przeciętnego zawodnika zza granicy. Co do poziomu, to owszem, dla niektórych graczy, którzy wejdą do tej najwyższej klasy rozgrywkowej, przeskok może być duży. Jestem jednak zdania, że pracą na treningach poziom się wyrówna i nie będzie mówienia, że Polacy są przeciętni, a pobierają duże jak nasze warunki pieniądze.

Na zakończenie pobawmy się we wróżenie, jakim wynikiem zakończy się rywalizacja Anwil – Polpak?

(śmiech) Wynik może być tylko jeden, wygramy! Jednak po ciężkiej, pięciomeczowej walce. Kluczem do tego będzie skuteczna gra w defensywie.

Wywiad ukazał się w magazynie "Nasz Anwil"