Paul Graham, najnowszy nabytek Anwilu Włocławek, odbył już pierwszy trening z zespołem. Pozostałą część doby spędza odpoczywając po długiej podróży i aklimatyzując się w nowym otoczeniu. Nam zgodził się poświęcić trochę czasu i opowiedzieć na kilka pytań.
Paul Graham, najnowszy nabytek Anwilu Włocławek, odbył już pierwszy trening z zespołem. Pozostałą część doby spędza odpoczywając po długiej podróży i aklimatyzując się w nowym otoczeniu. Nam zgodził się poświęcić trochę czasu i opowiedzieć na kilka pytań.
Mamy w Polsce taki słynny, pechowy port lotniczy w Modlinie, ale gdzieś za oceanem jest chyba jego odpowiednik i dlatego leciałeś do nas ponad dobę…
Paul Graham - Rzeczywiście, loty z Filadelfii, skąd startowałem, są jak loteria. Raz wszystko jest w porządku, a następnym razem nic się nie zgadza. Mój lot z Filadelfii do Chicago niestety należał do tej drugiej kategorii. Najpierw samolot nie był wystarczająco duży i wiele bagaży musieliśmy ustawić przy naszych fotelach. Później okazało się, że po wylądowaniu omyłkowo skierowano nas w jakiś odległy sektor lotniska i musiałem pociągiem przemieścić się do strefy skąd odlatywał mój kolejny samolot, do Warszawy. Oczywiście trochę to trwało i nie było szansy zdążyć na lot do Polski. Władze lotniska przepraszały, zapewniły hotel i wyżywienie, ale lecieć musiałem dzień później.
Kłopoty lokomocyjne już jednak za tobą i teraz możesz się skupić na koszykówce. Wracasz na boisko po kilkumiesięcznej przerwie, czy latem trenowałeś?
- Jeszcze tydzień temu grałem i trenowałem na campie 76ers. Poza tym wykonywałem ćwiczenia indywidualne. Z czystym sumieniem mogę więc powiedzieć, że jestem w formie, która pozwala z marszu wejść w rytm drużyny Anwilu. Jedyną przeszkodą może być tylko zmiana stref czasowych i konieczność adaptacji do nowego środowiska, innej pogody.
Ile może to zająć?
- Myślę, że kilka dni. Jestem już doświadczonym zawodnikiem i umiem sobie szybko radzić z takim dyskomfortem. Zresztą, nie chce szukać wymówek. Przyjechałem do Włocławka, żeby jak najszybciej dać Anwilowi to czego oczekuje trener.
Pytam o formę, bo już w sobotę Anwil gra sparing z Rosą i oczy wszystkich będą na pewno zwrócone na ciebie…
- Mam tego świadomość i w ogóle mi to nie przeszkadza. Wyjdę na boisko, żeby dać z siebie maksimum. Mam dwa dni na nauczenie się systemu gry Anwilu i poznanie z resztą drużyny. Trzeba się sprężać…
A czy będziesz się szczególnie sprężał na pierwszy mecz ligowy? Tak się złożyło, że zagramy go w znanym ci doskonale Wrocławiu.
- Oczywiście, że potraktuję ten mecz priorytetowo. Wrocław był przez rok moim domem. Ważny rok, bo spędzony po raz pierwszy w Europie. Tyle, że w trakcie meczu sentymenty odstawia się na bok. Zagram tak, żeby Anwil wygrał. To bardzo ważny mecz, bo ustawi nas w grupie uciekających albo goniących. Ja nie chcę być od początku goniącym.
Masz jednak świadomość, że obecny Śląsk Wrocław to nie jest ten sam klub, w którym ty grałeś?
- Jasne. Pamiętam o całym kontekście w jakim funkcjonowały kluby koszykówki we Wrocławiu. To nie zmienia jednak faktu, że miasto wspominam miło.
Paul Graham - Rzeczywiście, loty z Filadelfii, skąd startowałem, są jak loteria. Raz wszystko jest w porządku, a następnym razem nic się nie zgadza. Mój lot z Filadelfii do Chicago niestety należał do tej drugiej kategorii. Najpierw samolot nie był wystarczająco duży i wiele bagaży musieliśmy ustawić przy naszych fotelach. Później okazało się, że po wylądowaniu omyłkowo skierowano nas w jakiś odległy sektor lotniska i musiałem pociągiem przemieścić się do strefy skąd odlatywał mój kolejny samolot, do Warszawy. Oczywiście trochę to trwało i nie było szansy zdążyć na lot do Polski. Władze lotniska przepraszały, zapewniły hotel i wyżywienie, ale lecieć musiałem dzień później.
Kłopoty lokomocyjne już jednak za tobą i teraz możesz się skupić na koszykówce. Wracasz na boisko po kilkumiesięcznej przerwie, czy latem trenowałeś?
- Jeszcze tydzień temu grałem i trenowałem na campie 76ers. Poza tym wykonywałem ćwiczenia indywidualne. Z czystym sumieniem mogę więc powiedzieć, że jestem w formie, która pozwala z marszu wejść w rytm drużyny Anwilu. Jedyną przeszkodą może być tylko zmiana stref czasowych i konieczność adaptacji do nowego środowiska, innej pogody.
Ile może to zająć?
- Myślę, że kilka dni. Jestem już doświadczonym zawodnikiem i umiem sobie szybko radzić z takim dyskomfortem. Zresztą, nie chce szukać wymówek. Przyjechałem do Włocławka, żeby jak najszybciej dać Anwilowi to czego oczekuje trener.
Pytam o formę, bo już w sobotę Anwil gra sparing z Rosą i oczy wszystkich będą na pewno zwrócone na ciebie…
- Mam tego świadomość i w ogóle mi to nie przeszkadza. Wyjdę na boisko, żeby dać z siebie maksimum. Mam dwa dni na nauczenie się systemu gry Anwilu i poznanie z resztą drużyny. Trzeba się sprężać…
A czy będziesz się szczególnie sprężał na pierwszy mecz ligowy? Tak się złożyło, że zagramy go w znanym ci doskonale Wrocławiu.
- Oczywiście, że potraktuję ten mecz priorytetowo. Wrocław był przez rok moim domem. Ważny rok, bo spędzony po raz pierwszy w Europie. Tyle, że w trakcie meczu sentymenty odstawia się na bok. Zagram tak, żeby Anwil wygrał. To bardzo ważny mecz, bo ustawi nas w grupie uciekających albo goniących. Ja nie chcę być od początku goniącym.
Masz jednak świadomość, że obecny Śląsk Wrocław to nie jest ten sam klub, w którym ty grałeś?
- Jasne. Pamiętam o całym kontekście w jakim funkcjonowały kluby koszykówki we Wrocławiu. To nie zmienia jednak faktu, że miasto wspominam miło.
A jak wspominasz Anwil? Utkwiło ci w pamięci coś, co wiąże się z naszym klubem?
- Pewnie, że tak. Mam różne wspomnienia związane z Anwilem. Po pierwsze, pamiętam, że nieustannie z wami przegrywaliśmy. Przed sezonem i w sezonie. Aż doszło do meczu pucharowego. Sprawiliśmy wam niezłą niespodziankę. Dzięki Anwilowi poznałem Corsleya Edwardsa i Johna Allena. W Stanach obaj mieszkają niedaleko, a dodatkowo z Corsleyem spotkałem się też w zeszłym roku, gdy grał w Serbii. Dzięki nim i kontaktom z kilkoma innymi chłopakami wiem, że macie świetnie zorganizowany klub i że zawodnikom niczego w nim nie brakuje.
Ale za to wymagania wobec nich są duże. Od ciebie oczekuje się, że będziesz skutecznie egzekwował rzuty grając na pozycji numer dwa, a także odciążał Dusana Katnicia w rozgrywaniu piłki.
- Generalnie cieszę się, że w większym stopniu mam być rzucającym niż rozgrywającym. Dla mnie to bardziej komfortowa sytuacja. Gdy skończyłem uniwersytet i w debiutanckim sezonie trener kazał mi rozgrywać złapałem się za głowę, bo wcześniej zawsze pełniłem rolę dwójki. Ale mieliśmy słaby zespół i szkoleniowiec uznał, że ja jestem tym, który może pomóc reszcie chłopaków wspiąć się na wyższy pułap. Wykonywałem polecenia trenera i wdrożyłem się do roli playmakera. Wychodziło mi to całkiem nieźle, a co najważniejsze drużyna dobrze funkcjonowała. Skoro więc rozegrałem cały sezon w roli kreatora gry, to nie widzę najmniejszego problemu, żebym i w Anwilu po części wziął to na siebie.
W ogóle chyba jesteś bezproblemowym, a jednocześnie pewnym siebie człowiekiem. Zgodziłeś się na miesięczny okres próbny, wierząc że przekonasz trenera do siebie.
- Będę robił swoje, czyli walczył o zwycięstwo Anwilu w każdym kolejnym meczu. Chcę wygranych mojego zespołu, a nie kolejnego oczka do własnych statystyk. Trenerzy doceniają zawodników, którzy grają dla drużyny, a ja takim jestem. Przyjechałem więc do Polski z dobrą myślą i jestem przekonany, że zostanę tu na cały sezon.
- Pewnie, że tak. Mam różne wspomnienia związane z Anwilem. Po pierwsze, pamiętam, że nieustannie z wami przegrywaliśmy. Przed sezonem i w sezonie. Aż doszło do meczu pucharowego. Sprawiliśmy wam niezłą niespodziankę. Dzięki Anwilowi poznałem Corsleya Edwardsa i Johna Allena. W Stanach obaj mieszkają niedaleko, a dodatkowo z Corsleyem spotkałem się też w zeszłym roku, gdy grał w Serbii. Dzięki nim i kontaktom z kilkoma innymi chłopakami wiem, że macie świetnie zorganizowany klub i że zawodnikom niczego w nim nie brakuje.
Ale za to wymagania wobec nich są duże. Od ciebie oczekuje się, że będziesz skutecznie egzekwował rzuty grając na pozycji numer dwa, a także odciążał Dusana Katnicia w rozgrywaniu piłki.
- Generalnie cieszę się, że w większym stopniu mam być rzucającym niż rozgrywającym. Dla mnie to bardziej komfortowa sytuacja. Gdy skończyłem uniwersytet i w debiutanckim sezonie trener kazał mi rozgrywać złapałem się za głowę, bo wcześniej zawsze pełniłem rolę dwójki. Ale mieliśmy słaby zespół i szkoleniowiec uznał, że ja jestem tym, który może pomóc reszcie chłopaków wspiąć się na wyższy pułap. Wykonywałem polecenia trenera i wdrożyłem się do roli playmakera. Wychodziło mi to całkiem nieźle, a co najważniejsze drużyna dobrze funkcjonowała. Skoro więc rozegrałem cały sezon w roli kreatora gry, to nie widzę najmniejszego problemu, żebym i w Anwilu po części wziął to na siebie.
W ogóle chyba jesteś bezproblemowym, a jednocześnie pewnym siebie człowiekiem. Zgodziłeś się na miesięczny okres próbny, wierząc że przekonasz trenera do siebie.
- Będę robił swoje, czyli walczył o zwycięstwo Anwilu w każdym kolejnym meczu. Chcę wygranych mojego zespołu, a nie kolejnego oczka do własnych statystyk. Trenerzy doceniają zawodników, którzy grają dla drużyny, a ja takim jestem. Przyjechałem więc do Polski z dobrą myślą i jestem przekonany, że zostanę tu na cały sezon.