Po fantastycznym zwycięstwie w Zielonej Górze, PGE Turów Zgorzelec ostudził zapał Anwilu Włocławek. Gospodarze popełnili w całym spotkaniu aż 18 strat, co sprawiło, że kompletnie znaczenia nie miała wygrana walka na tablicach 37:31.
Russell Robinson, Djordje Micić a momentami nawet D.J. Jackson czy Michał Chyliński rotowali się na pozycji rozgrywającego, by zachować jak największą intensywność w obronie przeciwko Szubardze, co oczywiście miało jednocześnie wymierny efekt w postaci słabszej gry całego zespołu Anwilu w ataku pozycyjnym. W pierwszej kwarcie włocławianie tylko raz (!) trafili do kosza z gry, a uczynił to Marcus Ginyard.
Mimo początkowych problemów – po pierwszej kwarcie PGE Turów prowadził 15:5 dzięki ośmiu punktom zdobytym przez Michała Chylińskiego – w drugiej odsłonie Anwil złapał wiatr w żagle. Kilkukrotnie swoją szybkość wykorzystał Szubarga, cztery punkty dorzucił wchodzący z ławki Nikola Jovanović i gospodarze zanotowali serię 10-0. Po chwili, dzięki dwóm trójkom kapitana drużyny (11 oczek do przerwy), na tablicy wyników pojawił się rezultat 26:24 dla miejscowych, lecz w końcówce pierwszej połowy więcej zimnej krwi zachowali goście, którzy prowadzili 31:28.
Koszykarzy Miliji Bogicevicia w grze utrzymywała bardzo solidna defensywa, która rekompensowała trudności w ataku. Pomimo absencji Adama Łapety miejscowi zdominowali walkę na tablicach (37:31 w całym meczu), a środkowy PGE Turowa, Ivan Aťigeranović, oddał tylko trzy celne rzuty z gry. Jego gabaryty (212 cm wzrostu) na tyle mocno absorbowało jednak włocławian, że ci w pewnym momencie zostawili gościom zbyt dużo miejsca na obwodzie, co doskonale wykorzystał Ivan Opacak.
Trzy miesiące temu chorwacki skrzydłowy zdobył przeciwko Anwilowi 26 punktów i w niedzielę długo wydawało się, że tego wyczynu nie powtórzy. Do przerwy nie trafił bowiem żadnego rzutu, ale po zmianie stron dał prawdziwy koncert gry – najpierw tylko w trzeciej kwarcie uzbierał 12 punktów, zaś w decydującej odsłonie dołożył jeszcze sześć (bez żadnej pomyłki). Trafił również kluczową trójkę na niespełna pięć minut przed końcem, która wyprowadziła PGE Turów na 12 punktów różnicy, 67:55.
Koszykarze Anwilu starali się wrócić do gry, lecz tego dnia nie byli dobrze dysponowani w ataku, a dodatkowo, popełnili aż 18 strat (przy 13 błędach rywali). To plus słaba egzekucja wynikająca z bardzo dobrej, pod względem taktycznym, gry przeciwnika skutkowało ostatecznie niepowodzeniem 63:73. Faza szóstek ma jednak to do siebie, że nie pozwala zbyt długo zamartwiać się porażkami. W piątek „Rottweilery” grają już kolejne spotkanie – z Energą Czarnymi Słupsk – i z pewnością zrobią wszystko, by zamazać obraz po tej porażce.
Anwil: Szubarga 19, Ginyard 9, Bartosz 8, Hajrić 7, Weeden 6, Frasunkiewcz 5, Jovanović 5, Sokołowski 2, Vasojević 2, Boykin 0
PGE Turów: Opacak 18, Chyliński 16, Robinson 11, Jackson 9, Aťigeranović 7, Cel 5, Kulig 4, Stelmach 3, Micić 0