Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Nowy sezon, zespół i emocje. Zabrakło tylko wygranej

Sobota, 06 Października 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Atmosfera w Hali Mistrzów najlepsza od niepamiętnych czasów. Dobrze dysponowany rywal z gwiazdami w składzie. Nieustępliwy i waleczny Anwil. Ciekawy mecz. Tak wyglądała inauguracja sezonu w Hali Mistrzów. Tylko wynik pozostawia niedosyt, bo włocławianie ulegli gościom z Zielonej Góry 65:68.

Atmosfera w Hali Mistrzów najlepsza od niepamiętnych czasów. Dobrze dysponowany rywal z gwiazdami w składzie. Nieustępliwy i waleczny Anwil. Ciekawy mecz. Tak wyglądała inauguracja sezonu w Hali Mistrzów. Tylko wynik pozostawia niedosyt, bo włocławianie ulegli gościom z Zielonej Góry 65:68.
Po ponad pięciu miesiącach najlepsza polska koszykówka powróciła do Hali Mistrzów. Za sprawą Anwilu i Stelmetu był to powrót pasjonujący. Zarówno gospodarze, jak i goście robili wszystko, żeby ten mecz wygrać i w rezultacie kibice obejrzeli stojące na wysokim poziomie i wyrównane widowisko. Były emocje, walka w powietrzu i parterze, a także kontrowersje, o których zapewne będzie się jeszcze długo mówić. Trzeba jednak oddać, że Stelmet pokazał w tym meczu klasę i jego zwycięstwo nie jest przypadkowe.

Zaczęło się niepewnie. Obie drużyny miały kłopot ze zdobywaniem punktów i nie potrafiąc samemu razić w ataku, starały się rozstrzygnąć mecz w defensywie. Szybciej ze skutecznością poradzili sobie goście i to oni wyszli na prowadzenie 14:5. Na szczęście, szybko zareagowali trener Dainius Adomiatis i jego głównodowodzący Krzysztof Szubarga. Po dynamicznej akcji włocławskiego rozgrywającego (przy walnym udziale Seida Hajricia) Anwil przełamał niemoc i ruszył do odrabiania strat. Czynił to na tyle skutecznie, że już trzy minuty później było tylko 16:15 dla zielonogórzan.

Od tego momentu wynik się wyrównał. Aż do przerwy włocławianie dotrzymywali kroku Walterowi Hodge’owi i Quintonowi Hosley’owi. W pierwszej połowie ton wydarzeniom nadawał ten pierwszy zawodnik, ale jego dominację ograniczył znacznie Krzysztof Szubarga. Twarda defensywa kapitana Anwilu sprawiła, że Hodge miał już na swoim koncie 3 faule i musiał się mocno pilnować. – Nie mam pretensji o te gwizdki. Moje faule wynikały z twardej obrony, a ona na koniec okazała się decydująca – mówił później Hodge. Portorykańczyk na dwie minuty przed końcem musiał opuścić parkiet za przekroczenie limitu przewinień.

I ten moment wydawał  się decydujący. Anwil, przy stanie 59:61 dla Stelmetu otrzymał szansę odwrócenia losów spotkania. Będąc w natarciu nie pozwolił odebrać sobie piłki nawet po niecelnym rzucie, a po chwili faulowany Seid Hajrić doprowadził do remisu 61:61. Wydawało się, że ani 10 niecelnych osobistych z pierwszej połowy, ani fatalna skuteczność za trzy (1/18 w całym meczu) nie powstrzyma włocławian. Gospodarze byli tak waleczni, że niwelowali wszystkie inne niedociągnięcia. Niestety, o jednym zapomnieli, o solidnej grze doskonale znanego Anwilowi Oliviera Stevicia. Doświadczony Serb, choć chwilę wcześniej rozpaczliwie prosił trenera Mihailo Uvalina o zmianę, wykorzystał odrobinę pozostawionego mu wolnego miejsca i umieścił piłkę w koszu. Na tablicy było 63:61 dla gości i 1:23 do końca.

Od tego momentu obie drużyny punktowały już tylko z linii rzutów osobistych. "Pecha" miał najlepszy tego wieczora koszykarz Anwilu, Krzysztof Szubarga, któremu sędziowie zagwizdali kroki w akcji, która musiała się skończyć punktami. Jako, że nie była to pierwsza kontrowersja ze strony sędziów, Hala Mistrzów raz jeszcze wybuchnęła niezadowoleniem. Na nic się ono zdało, bo decyzja była nieodwołana i Stelmet odzyskał piłkę, a następnie nieco powiększył przewagę.

12 sekund przed końcem, przy stanie 61:65 piłkę na połowie ataku mieli włocławianie i wszystko mogło się jeszcze zdarzyć. Niestety, za trzy z czystej pozycji nie trafił Tony Weeden i Anwilowi pozostało tylko szukać szansy w kolejnych faulach i ewentualnych niecelnych rzutach Stelmetu. – W koszykówce chwila nieraz oznacza bardzo dużo. Niestety, tym razem 12 sekund, to było dla nas zbyt krótko, żeby odmienić losy spotkania. Staraliśmy się z całych sił, ale nie daliśmy rady – mówił później Marcus Ginyard.

Ambitna postawa Rottweilerów sprawiła, że dopiero po wspomnianym rzucie Tonego Weedena trener Mihailo Uvalin mógł odsapnąć i przybić piątki z asystentami. – To był bardzo wyrównany mecz. Anwil nie trafiał rzutów za trzy, ale za to dobrze zbierał. Gospodarze zaliczyli aż 17 zbiórek w ataku – mówił po meczu szkoleniowiec Stelmetu. I zarówno on, jak i gospodarze komplementowali atmosferę w Hali Mistrzów. – Nasi kibice byli wspaniali. Nie można powiedzieć, że wywierali na nas presję, choć kilku moich koszykarzy mogło się poczuć nieco zdziwionymi w pierwszej połowie. To był dla nich debiut w tak ważnym meczu przed włocławską publicznością. Za znakomity doping chcę jej serdecznie podziękować – powiedział Dainius Adomaitis.

Ostatecznie Anwil przegrał 68:65. Najskuteczniejszymi koszykarzami gospodarzy byli Seid Hajrić, Krzysztof Szubarga i Tony Weeden.



Anwil Włocławek - Stelmet Zielona Góra 65:68 (15:18; 13:15; 20:19; 17:16)

Anwil: Hajrić 13, Szubarga 13, Weeden 13, Wright 10, Ginyard 8, Frasunkiewicz 4, Boykin 3, Seweryn 1, Bartosz 0

Stelmet: Hodge 20, Hosley 15, Stević 12, Łapeta 6, Cesnauskis 5, Sroka 4, Lopicić 4, Chanas 2, Jones 0, Stelmach 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI