Mówi się, że dobry rozgrywający musi mieć charakter i własne zdanie. W wywiadzie udzielonym naszemu portalowi najnowszy nabytek Anwilu, Marcin Nowakowski, udowadnia, że mimo młodego wieku ma spory dystans do siebie i nie boi się powiedzieć, że do Włocławka przyjeżdża po naukę. Wierzy też, że jest w stanie dać drużynie coś od siebie.
Mówi się, że dobry rozgrywający musi mieć charakter i własne zdanie. W wywiadzie udzielonym naszemu portalowi najnowszy nabytek Anwilu, Marcin Nowakowski, udowadnia, że mimo młodego wieku ma spory dystans do siebie i nie boi się powiedzieć, że do Włocławka przyjeżdża po naukę. Wierzy też, że jest w stanie dać drużynie coś od siebie.
Wczoraj poinformowaliśmy o zawartej z tobą umowie i już na pewno odebrałeś wiele opinii na ten temat. Jak na wiadomość o transferze do Anwilu zareagowali twoi bliscy?
Marcin Nowakowski: Przede wszystkim są dumni. Cieszą się, że mimo mojego młodego wieku osiągnąłem poziom, który pozwala mi przejść do takiego dobrego klubu, jak Anwil. Niemniej, przestrzegają mnie, żebym nie spoczął na laurach i nie przepadł wśród innych zawodników mojego nowego teamu. Muszę ciężko pracować, żeby im udowodnić, że decyzja, którą podjąłem nie była pochopna.
Pochodzisz z Kielc, które są bardziej kojarzone z piłką nożną i ręczną. Skąd więc decyzja o karierze koszykarza?
- Dziesięć lat temu przez jeden sezon była w Kielcach ekstraklasa koszykarska i chodząc na mecze złapałem tego bakcyla. Trafiłem do trenera Mikołaja Woźniaka i od dziewiątego roku życia nie liczyło się dla mnie już nic innego. Przechodziłem po kolei wszystkie sekcje młodzieżowe, grałem dwa lata w drugiej lidze i wreszcie zauważył mnie trener Wojciech Kamiński. W Polonii dostałem szansę ogrania się z Ekstraklasą, co chyba poszło mi na dobre, skoro dziś jestem w Anwilu.
A nie boisz się, że może być ci trudno rywalizować z bardziej doświadczonymi koszykarzami Anwilu?
- Podobnie było w Polonii, gdy do niej przychodziłem. Dałem sobie jednak radę i teraz też nie zamierzam kapitulować. Oczywiście, że półka jest wyższa, ale mam już sporo doświadczenia i wierzę, że mogę coś dać Anwilowi. Myślę, że to jest ten czas, gdy trzeba zrobić kolejny krok do przodu, zaryzykować i ogrywać się wśród najlepszych.
Czy mogłeś wybrać inną drogę?
- Oczywiście, miałem propozycje z innych klubów i również je starannie rozważałem. Po rozmowach z prezesem Anwilu, trenerem Emirem Mutapciciem i moim agentem zadecydowałem się jednak przyjąć propozycję z Włocławka.
Możesz zdradzić szczegóły rozmowy z trenerem Emirem Mutapciciem?
- Szkoleniowiec Anwilu pofatygował się, by do mnie zadzwonić, co samo w sobie jest już pewną nobilitacją i czymś nieczęsto spotykanym w polskiej lidze. Wyjaśnił, że da mi szansę gry i że zapewni świetne warunki do trenowania. Po prostu przekonał mnie, że we Włocławku mogę się rozwinąć. Będę chciał mu się odwdzięczyć za zaufanie.
Marcin Nowakowski: Przede wszystkim są dumni. Cieszą się, że mimo mojego młodego wieku osiągnąłem poziom, który pozwala mi przejść do takiego dobrego klubu, jak Anwil. Niemniej, przestrzegają mnie, żebym nie spoczął na laurach i nie przepadł wśród innych zawodników mojego nowego teamu. Muszę ciężko pracować, żeby im udowodnić, że decyzja, którą podjąłem nie była pochopna.
Pochodzisz z Kielc, które są bardziej kojarzone z piłką nożną i ręczną. Skąd więc decyzja o karierze koszykarza?
- Dziesięć lat temu przez jeden sezon była w Kielcach ekstraklasa koszykarska i chodząc na mecze złapałem tego bakcyla. Trafiłem do trenera Mikołaja Woźniaka i od dziewiątego roku życia nie liczyło się dla mnie już nic innego. Przechodziłem po kolei wszystkie sekcje młodzieżowe, grałem dwa lata w drugiej lidze i wreszcie zauważył mnie trener Wojciech Kamiński. W Polonii dostałem szansę ogrania się z Ekstraklasą, co chyba poszło mi na dobre, skoro dziś jestem w Anwilu.
A nie boisz się, że może być ci trudno rywalizować z bardziej doświadczonymi koszykarzami Anwilu?
- Podobnie było w Polonii, gdy do niej przychodziłem. Dałem sobie jednak radę i teraz też nie zamierzam kapitulować. Oczywiście, że półka jest wyższa, ale mam już sporo doświadczenia i wierzę, że mogę coś dać Anwilowi. Myślę, że to jest ten czas, gdy trzeba zrobić kolejny krok do przodu, zaryzykować i ogrywać się wśród najlepszych.
Czy mogłeś wybrać inną drogę?
- Oczywiście, miałem propozycje z innych klubów i również je starannie rozważałem. Po rozmowach z prezesem Anwilu, trenerem Emirem Mutapciciem i moim agentem zadecydowałem się jednak przyjąć propozycję z Włocławka.
Możesz zdradzić szczegóły rozmowy z trenerem Emirem Mutapciciem?
- Szkoleniowiec Anwilu pofatygował się, by do mnie zadzwonić, co samo w sobie jest już pewną nobilitacją i czymś nieczęsto spotykanym w polskiej lidze. Wyjaśnił, że da mi szansę gry i że zapewni świetne warunki do trenowania. Po prostu przekonał mnie, że we Włocławku mogę się rozwinąć. Będę chciał mu się odwdzięczyć za zaufanie.
Masz jakąś swoją akcję, którą wspominasz szczególnie miło?
- Domyślam się do czego zmierzasz i skłamałbym, gdybym powiedział, że nie wspominam w sposób szczególny ostatniej akcji meczu Polonii z Anwilem. Udało mi się wtedy przetransportować piłkę pod atakowany kosz i w ostatniej chwili oddać tak do kolegów, że byli w stanie zdobyć decydujące punkty spod tablicy. Oj, była radość…
Teraz jednak stajesz po naszej stronie i na pewno sam najlepiej wiesz, co chcesz poprawić, by tak samo uszczęśliwiać kibiców Anwilu.
- Bardzo bym chciał grać na tyle dobrze, żeby fani z Włocławka byli ze mnie zadowoleni. Do poprawy jest moja fizyczność, motoryczność i wiele elementów związanych wprost z rolą rozgrywającego. Jestem pewien, że otrzymam wiele rad związanych z właściwym kreowaniem gry, kontrolą tempa meczu, umiejętną analizą sytuacji boiskowych. Oczywiście cały czas uczę się radzenia sobie z presją. Miałem niespełna 19 lat, gdy debiutowałem w Ekstraklasie i musiałem podołać. Każdy mecz przeżywam indywidualnie, nie śpię w nocy, rozmyślam. Jednak nie czynię tego ze strachu, presja raczej mnie mobilizuje.
Masz ulubionego polskiego rozgrywającego?
- Zanim o Polaku, to powiem tylko, że podziwiam Daniela Ewinga, którego umiejętności są niesamowite. No i jeszcze nie mogę nie wspomnieć o młodym Milosu Teodosiciu z Olimpiakosu. A jeśli chodzi o moich starszych kolegów, to wrażenie robi oczywiście Łukasz Koszarek. Idę podobną drogą co on. Trzy lata w Polonii, teraz awans do lepszego klubu. Może kiedyś w Anwilu uda mi się odegrać podobną rolę jak Koszarkowi?
Co poza koszykówką wypełnia twoje codzienne życie?
- Studiuję wychowanie fizyczne na jednej z warszawskich uczelni. Jestem na kierunku trenersko-managerskim. Mam nadzieję, że moje przejście do Anwilu nie zakłóci nauki. Studia są dziś dość mobilne i myślę, że znajdę taki system, który pozwoli mi łączyć grę we Włocławku z edukacją.
A czym się aktualnie zajmujesz?
- Wróciłem do Kielc i staram się jak najwięcej trenować. Chodzę na siłownię i indywidualnie ćwiczę na sali. Wkrótce wyjeżdżam do Sopotu, ale nie po to, żeby się opalać, tylko przekazać trochę wiedzy młodszym kolegom z drużyny z Kielc. Będę ich trenerem, a przy okazji sam będę miał do dyspozycji sprzęt na którym solidnie poćwiczę.
- Domyślam się do czego zmierzasz i skłamałbym, gdybym powiedział, że nie wspominam w sposób szczególny ostatniej akcji meczu Polonii z Anwilem. Udało mi się wtedy przetransportować piłkę pod atakowany kosz i w ostatniej chwili oddać tak do kolegów, że byli w stanie zdobyć decydujące punkty spod tablicy. Oj, była radość…
Teraz jednak stajesz po naszej stronie i na pewno sam najlepiej wiesz, co chcesz poprawić, by tak samo uszczęśliwiać kibiców Anwilu.
- Bardzo bym chciał grać na tyle dobrze, żeby fani z Włocławka byli ze mnie zadowoleni. Do poprawy jest moja fizyczność, motoryczność i wiele elementów związanych wprost z rolą rozgrywającego. Jestem pewien, że otrzymam wiele rad związanych z właściwym kreowaniem gry, kontrolą tempa meczu, umiejętną analizą sytuacji boiskowych. Oczywiście cały czas uczę się radzenia sobie z presją. Miałem niespełna 19 lat, gdy debiutowałem w Ekstraklasie i musiałem podołać. Każdy mecz przeżywam indywidualnie, nie śpię w nocy, rozmyślam. Jednak nie czynię tego ze strachu, presja raczej mnie mobilizuje.
Masz ulubionego polskiego rozgrywającego?
- Zanim o Polaku, to powiem tylko, że podziwiam Daniela Ewinga, którego umiejętności są niesamowite. No i jeszcze nie mogę nie wspomnieć o młodym Milosu Teodosiciu z Olimpiakosu. A jeśli chodzi o moich starszych kolegów, to wrażenie robi oczywiście Łukasz Koszarek. Idę podobną drogą co on. Trzy lata w Polonii, teraz awans do lepszego klubu. Może kiedyś w Anwilu uda mi się odegrać podobną rolę jak Koszarkowi?
Co poza koszykówką wypełnia twoje codzienne życie?
- Studiuję wychowanie fizyczne na jednej z warszawskich uczelni. Jestem na kierunku trenersko-managerskim. Mam nadzieję, że moje przejście do Anwilu nie zakłóci nauki. Studia są dziś dość mobilne i myślę, że znajdę taki system, który pozwoli mi łączyć grę we Włocławku z edukacją.
A czym się aktualnie zajmujesz?
- Wróciłem do Kielc i staram się jak najwięcej trenować. Chodzę na siłownię i indywidualnie ćwiczę na sali. Wkrótce wyjeżdżam do Sopotu, ale nie po to, żeby się opalać, tylko przekazać trochę wiedzy młodszym kolegom z drużyny z Kielc. Będę ich trenerem, a przy okazji sam będę miał do dyspozycji sprzęt na którym solidnie poćwiczę.