Wczoraj Nikola Jovanović podpisał kontrakt z Anwilem Włocławek, a już dziś zgodził się opowiedzieć nieco o kulisach tej decyzji. U kogo zasięgał opinii o Anwilu? Gdzie jeszcze mógł zagrać? Z kim wymienił się klubami? Odpowiedź na te i inne pytania znajdziecie Państwo poniżej.
Wczoraj Nikola Jovanović podpisał kontrakt z Anwilem Włocławek, a już dziś zgodził się opowiedzieć nieco o kulisach tej decyzji. U kogo zasięgał opinii o Anwilu? Gdzie jeszcze mógł zagrać? Z kim wymienił się klubami? Odpowiedź na te i inne pytania znajdziecie Państwo poniżej.
W Ostrowie Wielkopolskim zaprezentowałeś się ze znakomitej strony, co zaowocowało kontraktem z Anwilem. Czy grę w naszym klubie traktujesz jako awans sportowy?
- To z pewnością jest kolejny krok naprzód w mojej karierze. Anwil jest klubem z sukcesami i gra w nim to duże wyróżnienie. Przyznam jednak, że nie czuję strachu na myśl o występach we Włocławku. Jestem dobrze przygotowany, żeby walczyć na wyższym poziomie.
Może pewności siebie dodaje ci fakt, że będziesz grał z partnerem ze Stali, Krzysztofem Szubargą?
- Krzysiek jest znakomitym rozgrywającym. Dużo widzi na parkiecie i ma świetny timing. W ataku potrafi wykreować pozycje do rzutów dla kolegów, jak również dla siebie. Mogę tylko powiedzieć, że cieszę się, że będę znów z nim współpracował.
Liczysz, że dzięki doświadczeniu we współpracy z Krzysztofem Szubargą, więcej piłek w ataku będzie trafiać do ciebie?
- Może to oklepane, co powiem, ale koszykówka to gra zespołowa. Nie jest ważne, ile punktów ja zdobędę, tylko czy zespół będzie wygrywał. Jeśli inny zawodnik znajdzie sobie lepszą pozycję do rzutu niż ja, to Krzysiek powinien jemu posłać podanie. To normalne. Nie liczyłbym tutaj na żadne względy. Powiem to jeszcze inaczej - w ubiegłym sezonie zdobywałem ponad 15 punktów, ale bez wahania zamieniłbym tę zdobycz na grę w półfinale.
W tym sezonie w ogóle nie zobaczymy drużyny z Ostrowa Wielkopolskiego…
- Tak, wiem, że Stal nie została dopuszczona do rozgrywek. Co prawda nie znam powodów, ale widocznie nie spełniła jakichś wymagań.
Jak to zwykle bywa, główną przeszkodą stały się kwestie finansowe. Czy i ty odczułeś skutki kryzysu grając w Ostrowie Wielkopolskim?
- Ubiegły rok był moim pierwszym spędzonym w Polsce i dopiero uczyłem się wszystkiego, co wiąże się z tutejszą koszykówką. Poznawałem styl gry, poznawałem podejście sędziów, poznawałem też życie w małym klubie. Oczywiście kłopoty finansowe były, ale ja starałem się nie zaprzątać nimi głowy, tylko grać na pełnych obrotach. Kwestię pieniędzy oddzielam od sportu i nie chciałbym już do niej wracać.
Do Ostrowa Wielkopolskiego ściągnął cię trener Milija Bogicević, który jeszcze rok temu był asystentem w Anwilu. Czy pytałeś go o opinię o naszym klubie, zanim zdecydowałeś się podpisać kontrakt?
- Właściwie, to rozmawialiśmy dwa razy. Najpierw, gdy pojawiła się propozycja z Anwilu, to ja dzwoniłem do trenera Bogicevicia. Z kolei wczoraj, po informacjach medialnych, to trener odezwał się do mnie, żeby mi pogratulować. Mamy dobry kontakt ze sobą. Gdy byłem w Polsce, to właśnie on pomagał mi poznać specyfikę ligi. Mam do niego zaufanie, więc dobre rekomendacje, jakie wystawił Anwilowi potraktowałem, jako jeden z ważnych argumentów.
Dlaczego zatem trener Milija Bogicević nie namawiał cię do gry w prowadzonej przez niego Polpharmie?
- A kto tak powiedział? Początkowo rozmawialiśmy o mojej grze w Polpharmie, ale do mojego agenta napłynęły również inne propozycje, a wśród nich ta z Anwilu. Trener Bogicević zdecydował się na zatrudnienie mojego przyjaciela Urosa Mirkovicia, a ja wylądowałem we Włocławku. Pewne znaczenie miał również aspekt finansowy. Chyba nie zdradzę tajemnicy, jeśli powiem, że Anwil, to klub, który może sobie pozwolić na więcej niż inne firmy… (śmiech)
W sezonie 2009/2010 zajmiesz miejsce Marko Brkicia, który z kolei zagra w twoim byłym klubie BC Swisslion Vrsac. Kto zatem zrobił lepszy ruch?
- Oczywiście, że ja. Choć, to się jeszcze okaże (śmiech).
Twoje atuty koszykarskie są bardzo podobne do tych, które prezentował Marko Brkić. Zapytam więc przekornie - czym się różnicie?
- Rzeczywiście, stylem gry bardzo siebie przypominamy. Ja jednak, nieco bardziej niż Marko, preferuję grę 1 na 1 bliżej kosza. Innych, znaczących różnic nie potrafię znaleźć. Rzeczywiście… jesteśmy bardzo do siebie podobni.
Obaj jesteście znakomitymi strzelcami. A co z grą obronną? Czy to, co pokazywałeś w Ostrowie Wielkopolskim jest szczytem twoich umiejętności?
- Po ostatnim sezonie spodziewałem się, że mogą być pewne zastrzeżenia do defensywy, jaką prezentowaliśmy. Chciałbym jednak coś wyjaśnić. Nie wynikała ona z naszych indywidualnych predyspozycji, ale z rozwiązań stosowanych przez trenera. Potrafię i chcę dawać więcej w obronie. W Ostrowie Wielkopolskim po prostu nie było takiej możliwości.
W swojej karierze nie zdobyłeś jeszcze żadnego mistrzostwa. Czy uważasz, że podołasz zadaniu w drużynie, która co roku bije się o medale?
- Właśnie po to przychodzę do Włocławka. Mam już 28 lat i czuję, że to najwyższy czas, żeby wreszcie osiągnąć jakiś sukces. Mam nadzieję, że z Anwilem mi się to uda.