Grający zaledwie siódemką zawodników niemalże przez całą serię ćwierćfinałową, Anwil Włocławek nie dał rady Rosie Radom i przegrywając w Hali Mistrzów starcie numer pięć 68:74, zakończył sezon 2013/2014. Koszykarze Anwilu dali z siebie maksimum, ale rywalizowali nie tylko z przeciwnikiem, ale przede wszystkim z narastającym zmęczeniem.
- Mam nadzieję, że wygramy w którymś z dwóch meczów w Radomiu, bo gdy dojdzie do spotkania numer pięć, możemy być już w takim dołku fizycznym, z którym będzie bardzo ciężko wygrać – mówił kilka dni temu, tuż po drugim zwycięstwie nad Rosą, rzucający Anwilu, Piotr Pamuła. Niestety, jego słowa zadziałały jak przepowiednia. Po wielkim wysiłku, który zaowocował dwiema wygranymi w Hali Mistrzów, nadeszły dwie porażki w Radomiu, a na koniec zawodnicy Rosy wyrwali półfinał w starciu numer pięć. Sezon dla Rottweilerów właśnie się skończył…
Z każdym kolejnym meczem włocławianie zwalniali tempo. Już ośmioosobowa rotacja, z jaką drużyna wstępowała do fazy play-off, wzbudzała niepewność i nakazywała wskazywać palcem Rosę, jako potencjalnego zwycięzcę serię. A przecież już w pierwszym meczu serii z gry wypadł Michał Sokołowski i trener Bogicević został z jedynie dwoma zawodnikami rezerwowymi w rotacji. Niespełna 18 minut wspomnianego Pamuły w meczu piątym natomiast to nie przypadek. Uważni kibice z pewnością zwrócili uwagę na grymas twarzy, jaki towarzyszył koszykarzowi podczas spotkania. To efekt urazu kręgosłupa, z którym zmagał się zawodnik w ostatnim czasie.
Goniący zatem w szóstkę i resztką sił fizycznych, włocławianie przegrywali w 34. minucie niedzielnego pojedynku 51:67 i wydawało się, że kwestia miejsca w półfinale rozstrzygnięta została już na korzyść ekipy Wojciecha Kamińskiego. Wówczas stało się jednak coś zupełnie niesamowitego i coś, za co kibice we Włocławku od lat uznają koszykówkę za sport, który kumuluje w sobie największy ładunek emocjonalny.
Najpierw pięć punktów z rzędu zdobył Paul Graham. Następnie włocławianie zatrzymali dobrą defensywą kilka akcji radomian w ataku. Dwa punkty z linii dodał Jordan Callahan, a jeden raz trafił Mateusz Kostrzewski. Polski skrzydłowy zablokował również w obronie Kirka Archibeque’a, w następnej akcji za trzy pomylił się Korie Lucious, a Paul Graham, po udanej zbiórce, szybko uruchomił Callahana. Amerykanin trafił za trzy, a po chwili zabrał piłkę Luciousowi i włocławianie przegrywali tylko 64:67 na dwie minuty przed końcem spotkania!
Walczący z narastającym zmęczeniem, zawodnicy Anwilu wykonali tytaniczny wysiłek, notując w nieco ponad cztery minuty serię 13-0. Hala Mistrzów eksplodowała, tym bardziej, na minutę przed końcem ponownie skuteczny był Callahan (66:68), a pół minuty później punkty zdobył spod kosza Kostrzewski (68:70)! Dodatkowo, tuż po tym skutecznym zagraniu skrzydłowy Anwilu nie pozwolił wyprowadzić piłki radomianom, wymuszając faul w ataku Łukasza Majewskiego. Na 22 sekund przed ostatnią syreną włocławianie stanęli zatem przed szansą wyrównania, a nawet wygrana niedzielnego meczu! Jordan Callahan jednak spudłował…
Ostatecznie to Rosa awansowała więc do półfinału, a włocławianom przyszło zakończyć sezon. – Walczyliśmy dzielnie w całej serii. Złego słowa nie pozwolę powiedzieć na moich koszykarzy. Włożyli wielki wysiłek w te mecze. Liczyliśmy, że możemy wyrwać półfinał w piątym spotkaniu, była szansa w końcówce i choć niestety czegoś nam zabrakło, to jednak walczyliśmy absolutnie do końca – powiedział trener Anwilu, Milija Bogicević.
Anwil Włocławek - Rosa Radom 68:74 (15:16, 14:22, 18:19, 21:17)
Anwil: Callahan 18, Mijatović 15, Graham 13, Kostrzewski 11, Hajrić 8, Pamuła 3, Witliński 0
Rosa: Dłoniak 16, Majewski 15, Archibeque 13, Lucious 13, Zalewski 7, Łączyński 5, Kardaś 3, Witka 0