W wywiadzie dla naszego portalu Nick Lewis, bohater filmu „Prawdziwa Historia” zdradza kulisy powstania tego wideo oraz wspomina sobotni mecz z Asseco Prokomem: - Dziękuję każdemu, kto przyszedł w białej koszulce i dopingował nas. To było świetne i nie pozostaje mi nic innego, jak tylko poprosić o powtórzenie tej atmosfery w meczu z Treflem.-
W wywiadzie dla naszego portalu Nick Lewis, bohater filmu „Prawdziwa Historia” zdradza kulisy powstania tego wideo oraz wspomina sobotni mecz z Asseco Prokomem: - Dziękuję każdemu, kto przyszedł w białej koszulce i dopingował nas. To było świetne i nie pozostaje mi nic innego, jak tylko poprosić o powtórzenie tej atmosfery w meczu z Treflem.-
Chyba możemy dziś zdradzić, że film „Prawdziwa Historia” z twoim udziałem należy traktować z przymrużeniem oka…
Nick Lewis: W zasadzie, to historia jest prawdziwa, ale nie do końca. Naprawdę dorastałem w Arizonie, a mój dziadek miał ranczo. Do dziś lubię konie i jeżdżę konno, ale poza tym nie mam nic wspólnego z życiem farmera. Nie wstaję rano, nie oporządzam zwierząt, a mój brat nie hoduje bydła. Za to lubię muzykę Country, ogniska i śpiewy. Nawet umiem odrobinę grać na gitarze, ale wolałbym nie musieć tego udowadniać. Film „Prawdziwa Historia” był w pewnym stopniu primaaprilisowym żartem.
Zdarza ci się robić dowcipy tego dnia?
- Tak, lubię zrobić komuś żart 1 kwietnia. W Stanach Zjednoczonych nie jest to popularna tradycja i niewielu ludzi ją zna, więc tym bardziej się nabierają. W ubiegłym roku, prima aprilis spędzałem w Europie, grając w koszykówkę. Przyszedłem więc wcześniej do szatni, zebrałem buty, szampony, żele pod prysznic i wrzuciłem wszystko do lodówki. Gdy przyszli koledzy, długo musieli rozgrzewać sprzęt, żeby nadawał się do użycia.
Jak podobał ci się pomysł nakręcenia filmu?
- Od pierwszej chwili wiedziałem, że to będzie dobry materiał, bo przecież uwielbiam konie i tylko po części musiałem żartować. Spotkałem się też z wielką przychylnością ekipy filmującej i właścicieli stadniny koni. Nagrywanie upłynęło w miłej atmosferze i naprawdę wszyscy się świetnie bawiliśmy.
Humory dopisywały też pewnie po zwycięstwie z Asseco Prokomem, które dla kibiców Anwilu było wielkim wydarzeniem. Czy macie świadomość, jak ważnej rzeczy dokonaliście?
- Wiemy jak długo we Włocławku czekano na tą wygraną. Dla nas była ona równie ważna z innego powodu. Dodała nam pewności siebie. Skoro pokonaliśmy mistrza Polski, to do play-off możemy przystąpić bez żadnych kompleksów. Jesteśmy gotowi na kolejne duże wyzwania.
Mecz był niezwykle ciężki. Nie brakowało fizycznej walki.
- O tak, wszystko przez twardą obronę z obydwu stron. Nam udało się zatrzymać Asseco Prokom poniżej bariery 60 punktów, a oni nie powstrzymali najlepszych strzelców z naszej strony. Trafiliśmy kilka ważnych rzutów i przechyliliśmy szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Dla nas, wysokich koszykarzy na pewno wielkim wyzwaniem było powstrzymanie Donatasa Motiejunasa, który ma zadatki na wielkiego koszykarza. Świetnie rzuca, jest sprawny i bardzo silny. Jeśli będzie ciężko pracował i zachowa dystans do siebie, to może wiele osiągnąć.
Miło było spojrzeć na trybuny. Kibice w białych koszulkach stworzyli prawdziwe święto koszykówki.
- O tak, dziękuję każdemu, kto przyszedł w białej koszulce i dopingował nas. To było świetne i nie pozostaje mi nic innego, jak tylko poprosić o powtórzenie tej atmosfery w meczu z Treflem. Zapraszam wszystkich, którzy mogą nam dać choć odrobinę wsparcia.
Czy najważniejsza dla pokonania Trefla też będzie obrona?
- Tak, kluczem będzie zatrzymanie ataków gości. Oni są wymagającym, ofensywnym przeciwnikiem i tylko przeciwstawiając im twardą defensywę, można myśleć o wygranej. Nie wydaje mi się, żeby byli w stanie wykreować lidera, który mógłby zadecydować o wyniku. Raczej będą grali zespołowo i niech to oni myślą, kto z naszej strony może zaskoczyć. My będziemy sobie pomagać w obronie, walczyć jeden za drugiego, a w ataku na pewno ktoś się otworzy.
FOTORELACJA Z NAGRANIA FILMU „PRAWDZIWA HISTORIA” (fot. Jakub Krawiec)
FILM "PRAWDZIWA HISTORIA"
Nick Lewis: W zasadzie, to historia jest prawdziwa, ale nie do końca. Naprawdę dorastałem w Arizonie, a mój dziadek miał ranczo. Do dziś lubię konie i jeżdżę konno, ale poza tym nie mam nic wspólnego z życiem farmera. Nie wstaję rano, nie oporządzam zwierząt, a mój brat nie hoduje bydła. Za to lubię muzykę Country, ogniska i śpiewy. Nawet umiem odrobinę grać na gitarze, ale wolałbym nie musieć tego udowadniać. Film „Prawdziwa Historia” był w pewnym stopniu primaaprilisowym żartem.
Zdarza ci się robić dowcipy tego dnia?
- Tak, lubię zrobić komuś żart 1 kwietnia. W Stanach Zjednoczonych nie jest to popularna tradycja i niewielu ludzi ją zna, więc tym bardziej się nabierają. W ubiegłym roku, prima aprilis spędzałem w Europie, grając w koszykówkę. Przyszedłem więc wcześniej do szatni, zebrałem buty, szampony, żele pod prysznic i wrzuciłem wszystko do lodówki. Gdy przyszli koledzy, długo musieli rozgrzewać sprzęt, żeby nadawał się do użycia.
Jak podobał ci się pomysł nakręcenia filmu?
- Od pierwszej chwili wiedziałem, że to będzie dobry materiał, bo przecież uwielbiam konie i tylko po części musiałem żartować. Spotkałem się też z wielką przychylnością ekipy filmującej i właścicieli stadniny koni. Nagrywanie upłynęło w miłej atmosferze i naprawdę wszyscy się świetnie bawiliśmy.
Humory dopisywały też pewnie po zwycięstwie z Asseco Prokomem, które dla kibiców Anwilu było wielkim wydarzeniem. Czy macie świadomość, jak ważnej rzeczy dokonaliście?
- Wiemy jak długo we Włocławku czekano na tą wygraną. Dla nas była ona równie ważna z innego powodu. Dodała nam pewności siebie. Skoro pokonaliśmy mistrza Polski, to do play-off możemy przystąpić bez żadnych kompleksów. Jesteśmy gotowi na kolejne duże wyzwania.
Mecz był niezwykle ciężki. Nie brakowało fizycznej walki.
- O tak, wszystko przez twardą obronę z obydwu stron. Nam udało się zatrzymać Asseco Prokom poniżej bariery 60 punktów, a oni nie powstrzymali najlepszych strzelców z naszej strony. Trafiliśmy kilka ważnych rzutów i przechyliliśmy szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Dla nas, wysokich koszykarzy na pewno wielkim wyzwaniem było powstrzymanie Donatasa Motiejunasa, który ma zadatki na wielkiego koszykarza. Świetnie rzuca, jest sprawny i bardzo silny. Jeśli będzie ciężko pracował i zachowa dystans do siebie, to może wiele osiągnąć.
Miło było spojrzeć na trybuny. Kibice w białych koszulkach stworzyli prawdziwe święto koszykówki.
- O tak, dziękuję każdemu, kto przyszedł w białej koszulce i dopingował nas. To było świetne i nie pozostaje mi nic innego, jak tylko poprosić o powtórzenie tej atmosfery w meczu z Treflem. Zapraszam wszystkich, którzy mogą nam dać choć odrobinę wsparcia.
Czy najważniejsza dla pokonania Trefla też będzie obrona?
- Tak, kluczem będzie zatrzymanie ataków gości. Oni są wymagającym, ofensywnym przeciwnikiem i tylko przeciwstawiając im twardą defensywę, można myśleć o wygranej. Nie wydaje mi się, żeby byli w stanie wykreować lidera, który mógłby zadecydować o wyniku. Raczej będą grali zespołowo i niech to oni myślą, kto z naszej strony może zaskoczyć. My będziemy sobie pomagać w obronie, walczyć jeden za drugiego, a w ataku na pewno ktoś się otworzy.
FOTORELACJA Z NAGRANIA FILMU „PRAWDZIWA HISTORIA” (fot. Jakub Krawiec)
FILM "PRAWDZIWA HISTORIA"