Duch byłego mistrza długo unosił się w Hali Mistrzów, bo ekipa Asseco Gdynia do samego końca meczu z Anwilem utrzymywała poprzeczkę na bardzo wysokim poziomie. Na szczęście gospodarze wytrzymali nerwówkę i pokonali rywala 64:59. 16 oczek dla zwycięzców zaliczył kapitan Anwilu, Seid Hajrić.
Duch byłego mistrza długo unosił się w Hali Mistrzów, bo ekipa Asseco Gdynia do samego końca meczu z Anwilem utrzymywała poprzeczkę na bardzo wysokim poziomie. Na szczęście gospodarze wytrzymali nerwówkę i pokonali rywala 64:59. 16 oczek dla zwycięzców zaliczył kapitan Anwilu, Seid Hajrić.
Przed starciem z Asseco Gdynia trenerzy Anwilu Włocławek przestrzegali przed zbytnim hurraoptymizmem i jak się okazało – mieli rację. W zespole Davida Dedka nie ma już gwiazd, ale duch dawnego mistrza unosi się nad ekipą i ten duch był widoczny w niedzielny wieczór w Hali Mistrzów.
Początek meczu wskazywał jednak na gładkie zwycięstwo gospodarzy – gdy kapitan Rottweilerów, Seid Hajrić, zdobył dwa punkty, włocławianie prowadzili już 9:0, a goście przez ponad cztery minuty nie potrafili trafić do kosza. Impas gdynian przełamał w połowie pierwszej kwarty Piotr Szczotka. Kolejne odsłony pojedynku pokazały, że 32-letni gracz świetnie odnalazł się w roli lidera drużyny – w całym spotkaniu zanotował 19 oczek oraz siedem zbiórek, nadając ton grze gdyńskiego zespołu.
Dzięki postawie Szczotki, a także dzięki czterem trójkom Łukasza Seweryna oraz Fiodora Dmitriewa, do przerwy gdynianie mieli tylko cztery oczka straty (31:27). Włocławianie prowadzili nieznacznie przede wszystkim dzięki temu, że swoją klepkę zza łukiem odnalazł Danilo Mijatović – 30-letni Serb wszystkie swoje punkty (11) zaliczył właśnie w dwóch pierwszych kwartach, trafiając trzykrotnie z dystansu.
Po zmianie stron gra obu drużyn nie uległa większej zmianie. Gospodarze nadal mieli trudności w ofensywie, aczkolwiek rekompensowali ją skuteczną defensywą. Barierę 50 punktów Asseco przekroczyło dopiero w 37. minucie spotkania, zaś Michał Sokołowski, Mateusz Kostrzewski oraz wspomniany wcześniej Mijatović zabrali rywalom ich ważny atut z pierwszej części meczu – rzuty z daleka. O ile przed przerwą gdynianie trafili zza linii 6,75 metra czterokrotnie, o tyle w drugiej połowie tylko raz na 10 prób.
Indolencja w ataku spowodowała jednak, że zawodnicy Miliji Bogicevicia nie mogli uwolnić się od oddechu na plecach rywala przez długie minuty – udało się to dopiero na początku czwartej kwarty. Sygnał do szybszej gry dał debiutujący w barwach Anwilu Litwin Deividas Dulkys (49:43), po chwili za trzy trafił Sokołowski, a punkty spod kosza lub linii osobistych dodali Keith Clanton oraz Hajrić i na cztery minuty przed ostatnią syreną kibice w Hali Mistrzów mogli poczuć się bezpieczniej – było 60:46.
Niestety, o ile defensywa była głównym atutem Anwilu przez długie minuty, o tyle stała się słabością w ostatniej fazie spotkania – po serii błędów włocławian, na minutę przed końcem goście zbliżyli się do stanu 60:57. W końcówce jednak ważne cztery punkty rzucił Seid Hajrić. Kapitan ekipy został również najlepszym strzelcem Anwilu z dorobkiem 16 oczek oraz dziewięciu zbiórek (12 oczek i sześć zbiórek zdobył po przerwie). W dużej mierze, dzięki jego spokojowi w decydujących momentach, Rottweilery pokonały przeciwnika w klasyku, który dostarczył nie mniej emocji niż te sprzed lat.
Anwil Włocławek - Asseco Gdynia 64:59 (11:8, 20:19, 16:14, 17:18)
Anwil: Hajrić 16, Mijatović 11, Kostrzewski 9, Clanton 8, Sokołowski 8, Katnić 7, Graham 3, Dulkys 2, Witliński 0
Asseco: Szczotka 19, Walton 12, Seweryn 10, Dmitriev 9, Szymański 3, Kowalczyk 2, Matczak 2, Kovacević 2, Zekavicić 0
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI