W 3. kolejce Tauron Basket ligi Anwil Włocławek przegrał z PGE Turowem Zgorzelec 75:64. Włocławianie po raz kolejny fatalnie mylili się z dystansu (17 niecelnych trójek), a do tego popełnili aż 18 strat. Wyniku nie uratowała nawet przewaga w grze na tablicach, którą zapewniło trio Amerykanów: Boykin, Weeden i Ginyard.
W 3. kolejce Tauron Basket Ligi Anwil Włocławek przegrał z PGE Turowem Zgorzelec 75:64. Włocławianie po raz kolejny fatalnie mylili się z dystansu (17 niecelnych trójek), a do tego popełnili aż 18 strat. Wyniku nie uratowała nawet przewaga w grze na tablicach, którą zapewniło trio Amerykanów: Boykin, Weeden i Ginyard.
W tym meczu Anwil prowadził tylko dwukrotnie. Najpierw, na początku spotkania (6:4) i w ósmej minucie, gdy akcją 2+1 popisał się Marcus Ginyard (28:27). Niestety, ten drugi moment okazał się ostatnim, gdy humor mógł dopisywać trenerowi Dainiusowi Adomaitisowi. W kolejnych minutach gra jego drużyny wyraźnie się zacięła. Pozwoliło to gospodarzom nie tylko na wyjście na prowadzenie, ale również powiększenie przewagi do rozmiarów, które okazały się nie do nadrobienia. PGE Turów zdobył 15 punktów z rzędu i na 2 minuty przed przerwą prowadził 42:28.
Tymczasem próby pogoni w wykonaniu Anwilu opierały się w dużej mierze na rzutach za trzy punkty. Mimo, że piłka wyraźnie nie chciała włocławianom wpadać do kosza, to oni uparli się, że właśnie z dystansu chcą zaskoczyć rywala. Do przerwy Rottweilery trafiły tylko 3 z 13 takich prób i przegrywały 44:33. Aťeby myśleć o pokonaniu dobrze broniącego PGE Turowa trzeba było w tym momencie zmienić taktykę, ale najwyraźniej, wskazówki przekazane w szatni nie poskutkowały w ten sposób.
Po powrocie na parkiet włocławianie nadal zbyt często próbowali szczęścia z dystansu, podczas gdy jedyne powodzenie przynosiły akcje grane pod kosz. Różnica punktowa malała do jednocyfrowej tylko za sprawą akcji pod tablicami w wykonaniu Rubena Boykina i Ryana Wrighta. PGE Turów widząc zagrożenie z ich strony umiejętnie podwajał gdy zbliżali się w okolice kosza i wymuszał oddawanie piłki z powrotem na obwód. A tam, stały scenariusz: kolejnych rzutów nie trafiali Krzysztof Szubarga (0/6 x 3), Tony Weeden (2/7 x 3) i inni. To już drugi mecz z rzędu, gdy w tym elemencie drużyna totalnie zawiodła.
Na domiar złego, przez cały mecz włocławianie mieli kłopoty ze spokojnym kreowaniem akcji. Doświadczeni obrońcy gospodarzy kładli duży nacisk na „Szubiego” i pozostałych obwodowych, którzy próbowali włączać się w budowanie ataku. Stąd Anwil zanotował aż 18 strat, które gasiły nawet największy zapał do gry. Na 7 minut do końca włocławianie przegrywali 64:51 i wydaje się, że ostatnia nadzieja na wygraną zgasła. Próbowali jeszcze co prawda Ryan Wright, Tony Weeden i Seid Hajrić, ale ich starania z góry skazane były na niepowodzenie. Tego wieczoru PGE Turów grał zbyt mądrze i dokładnie, żeby zaprzepaścić szansę na zachowanie czystego konta w TBL. Gospodarze wykorzystywali każdą nadarzającą się szansę na powiększanie zdobyczy punktowej (najczęściej z linii rzutów wolnych – aż 29/35 x 1).
Ostatnich 5 punktów w meczu zdobył Tony Weeden, ale nie zmienia to faktu, że Amerykanin musi szybciej poszukać formy, bo jego lepsza skuteczność jest Anwilowi szczególnie potrzebna, gdy ważą się losy spotkania, a nie gdy wynik jest już przesądzony. Choć włocławianie zagrali z ambicją na tablicach i nie pozwolili uciec sobie zbyt daleko, to jednak porażka 75:64 chwały im nie przynosi. W kolejnych meczach Anwil musi udowodnić, że jest drużyną z charakterem, która nie zraża się nawet nieudanym początkiem sezonu.
PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek 75:64 (24:20, 20:13, 16:16, 15:15)Tymczasem próby pogoni w wykonaniu Anwilu opierały się w dużej mierze na rzutach za trzy punkty. Mimo, że piłka wyraźnie nie chciała włocławianom wpadać do kosza, to oni uparli się, że właśnie z dystansu chcą zaskoczyć rywala. Do przerwy Rottweilery trafiły tylko 3 z 13 takich prób i przegrywały 44:33. Aťeby myśleć o pokonaniu dobrze broniącego PGE Turowa trzeba było w tym momencie zmienić taktykę, ale najwyraźniej, wskazówki przekazane w szatni nie poskutkowały w ten sposób.
Po powrocie na parkiet włocławianie nadal zbyt często próbowali szczęścia z dystansu, podczas gdy jedyne powodzenie przynosiły akcje grane pod kosz. Różnica punktowa malała do jednocyfrowej tylko za sprawą akcji pod tablicami w wykonaniu Rubena Boykina i Ryana Wrighta. PGE Turów widząc zagrożenie z ich strony umiejętnie podwajał gdy zbliżali się w okolice kosza i wymuszał oddawanie piłki z powrotem na obwód. A tam, stały scenariusz: kolejnych rzutów nie trafiali Krzysztof Szubarga (0/6 x 3), Tony Weeden (2/7 x 3) i inni. To już drugi mecz z rzędu, gdy w tym elemencie drużyna totalnie zawiodła.
Na domiar złego, przez cały mecz włocławianie mieli kłopoty ze spokojnym kreowaniem akcji. Doświadczeni obrońcy gospodarzy kładli duży nacisk na „Szubiego” i pozostałych obwodowych, którzy próbowali włączać się w budowanie ataku. Stąd Anwil zanotował aż 18 strat, które gasiły nawet największy zapał do gry. Na 7 minut do końca włocławianie przegrywali 64:51 i wydaje się, że ostatnia nadzieja na wygraną zgasła. Próbowali jeszcze co prawda Ryan Wright, Tony Weeden i Seid Hajrić, ale ich starania z góry skazane były na niepowodzenie. Tego wieczoru PGE Turów grał zbyt mądrze i dokładnie, żeby zaprzepaścić szansę na zachowanie czystego konta w TBL. Gospodarze wykorzystywali każdą nadarzającą się szansę na powiększanie zdobyczy punktowej (najczęściej z linii rzutów wolnych – aż 29/35 x 1).
Ostatnich 5 punktów w meczu zdobył Tony Weeden, ale nie zmienia to faktu, że Amerykanin musi szybciej poszukać formy, bo jego lepsza skuteczność jest Anwilowi szczególnie potrzebna, gdy ważą się losy spotkania, a nie gdy wynik jest już przesądzony. Choć włocławianie zagrali z ambicją na tablicach i nie pozwolili uciec sobie zbyt daleko, to jednak porażka 75:64 chwały im nie przynosi. W kolejnych meczach Anwil musi udowodnić, że jest drużyną z charakterem, która nie zraża się nawet nieudanym początkiem sezonu.
PGE Turów: Cel 13, Chyliński 13, Micić 13, Opacak 10, Kulig 9, Jackson 8, Zigeranović 3, Gabiński 2, Lewandowski 2, Aleksić 2, Wichniarz 0
Anwil: Ginyard 12, Hajrić 12, Boykin 11, Weeden 10, Wright 9, Szubarga 7, Seweryn 3, Frasunkiewicz 0, Sokołowski 0, Bartosz 0, Maciejewski 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI