Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

N. Jovanović: Chciałbym, żeby już było perfekcyjnie

Poniedziałek, 25 Października 2010, 1:00, Michał Fałkowski

Nikola Jovanović już drugi sezon z rzędu jest liderem Anwilu w klasyfikacji najlepiej punktujących zawodników. Mimo to, pozostaje skromnym człowiekiem i często chowa się w cieniu sławy innych koszykarzy. Nam udzielił wywiadu, w którym stara się wyjaśnić, skąd bierze się takie podejście do życia i koszykówki.

Nikola Jovanović już drugi sezon z rzędu jest liderem Anwilu w klasyfikacji najlepiej punktujących zawodników. Mimo to, pozostaje skromnym człowiekiem i często chowa się w cieniu sławy innych koszykarzy. Nam udzielił wywiadu, w którym stara się wyjaśnić, skąd bierze się takie podejście do życia i koszykówki.
Czy uważasz, że przełomem w twojej karierze było podpisanie kontraktu na grę w Polsce i wyjazd z Serbii, w której spędziłeś niemal całe wcześniejsze koszykarskie życie?

Nikola Jovanović: To była dla mnie bardzo ważna chwila. Zmieniłem otoczenie i trafiłem do zupełnie nowego kraju. Okazało się, że potrafię się odnaleźć w innych realiach i zapracować na angaż do jednego z najlepszych polskich klubów, jakim jest Anwil. Przejście do Włocławka było drugim momentem przełomowym. W Serbii jest mnóstwo znakomitych koszykarzy i trzeba mieć wielkie szczęście, żeby zostać dostrzeżonym. Mnie takie szczęście spotkało w Polsce. Po roku gry trafiłem do świetnego zespołu, z ambicjami i naprawdę dużymi możliwościami.

Mało tego, okazało się, że możesz być jego liderem…

To bardzo trudne zadanie. Gdy Anwil wybiega na boisko, wszyscy oczekują zwycięstwa. W każdym meczu. Presja jest ogromna i nie zrozumie tego nikt, kto tutaj nie pracował. Kibice tworzą świetną atmosferę, ale dają też odczuć, że kochają tylko zwycięzców. Warto jednak wziąć na siebie tę odpowiedzialność, by samemu się sprawdzić.

Masz już 29 lat, wreszcie grasz w klubie na miarę twojego talentu. Czy to już cię satysfakcjonuje, czy twoje ambicje sięgają dalej?

Myślę, że mogę jeszcze zrobić postęp. W tym roku zagramy w EuroCup, który jest kolejnym wyzwaniem nie tylko dla mnie, ale również dla pozostałych chłopaków z drużyny. Na ocenę, czy rzeczywiście mogę uczynić kolejne kroki w karierze przyjdzie czas po zakończeniu sezonu i po odpowiedzeniu sobie na pytanie, jak wypadłem na tle przeciwników z europejskiej półki.

Zigeranović, Brkić, Tica, Ceranić – to inni Serbowie występujący w tym sezonie w Polsce. Wszyscy oni decydować będą o obliczu swoich drużyn, choć nie są wielkimi gwiazdorami. Czy to serbska specyfika?

Przede wszystkim nie zachowujemy się jak wielcy liderzy, bo nasze umiejętności wynikają z ciężkiej pracy, która rozpoczyna się w bardzo młodym wieku. Taka jest bałkańska szkoła koszykówki. Mamy świetnych trenerów, powiedziałbym – profesorów. Oni uczą nas wszelkich, nawet najmniejszych niuansów gry i wpajają, że satysfakcja płynie z właściwego wykonywania tych wszystkich elementów. Znam świetnie Marko Brkicia, mniej pozostałych, ale wiem, że wszyscy wyznajemy te same zasady.

To dlatego reprezentacja Serbii odnosi takie sukcesy jak półfinał niedawnych Mistrzostw Świata?

Tak. Zauważ, że o obliczu naszej drużyny narodowej decydują młodzi gracze, ale nawet oni znają swoje miejsce w szeregu. Serbowie już w wieku 19 lat zaczynają grać w Eurolidze. W takim zespole, jak na przykład Partizan, 21-latków uważa się za graczy doświadczonych. Oni nie mają kompleksów podczas gry z najgroźniejszymi rywalami na kontynencie.
Andrzej Pluta i inni polscy zawodnicy, którzy urodzili się w latach 70., mówią często, że gdyby przyszli na świat nieco później, to mieliby szansę na występy w poważnych zespołach zagranicznych. Czy myślisz podobnie o sobie, patrząc na świetną młodą reprezentację Serbii?

Oczywiście, że lepiej mieć 19 lat i grać po 20 minut w Eurolidze i na Mistrzostwach Świata, niż debiutować w EuroCup w wieku 29 lat – tak jak ja. I sądzę, że jeśli chodzi o Polaków, to Andrzej ma dużo racji. Kilkanaście lat temu w Polsce nie było tylu zagranicznych trenerów, którzy mogliby się przekonać o zdolnościach meczowych i profesjonalizmie na treningach. Technika również nie pozwalała, żeby ktoś z drugiego krańca kontynentu mógł obejrzeć wszystkie twoje mecze i zdecydować o ściągnięciu cię do siebie. Dlatego Polska, jako kraj niekojarzony aż tak bardzo z koszykówką, mogła stać nieco z boku. Jeśli chodzi o Serbię, u nas zawsze była duża konkurencja i to ona często nie pozwalała się przebić. Myślę, że nie ma znaczenia, kiedy się urodziłem. O wolniejszym rozwoju mojej kariery zadecydowało właśnie bogactwo dobrych koszykarzy na Bałkanach.

Czy można porównać tegoroczny zespół Anwilu z tym, który zdobył srebrny medal?

Każda drużyna to osobna historia i nie da się ich porównać. Mogę powiedzieć tylko o tym, co mamy wspólne. Łączy nas fakt, że na początku wielu mówiło, iż jesteśmy za słabi, by osiągnąć wysokie cele. Miniony sezon udowodnił, że same nazwiska nie grają i liczy się praca całego zespołu. Teraz zaczęliśmy z trudem, lecz wyniki przyjdą z czasem. Widzę na treningach, jak duży tkwi w nas potencjał. Nawet w Zgorzelcu, mimo porażki, można było się przekonać, że potrafimy grać na naprawdę wysokim poziomie. Pozostaje tylko kwestia ustabilizowania formy.

Ale podczas ostatniego meczu bywały momenty, kiedy denerwowałeś się, że piłki nie docierają do ciebie pod kosz.

Denerwowałem się na nasze błędy. Wiem, że na początku sezonu jeszcze nie wszystko wychodzi, a ja chciałbym, by już było perfekcyjnie. To są zarówno moje złe decyzje, jak i chłopaków. Musi minąć trochę czasu, żebyśmy się zgrali i żebym mógł się nie denerwować (śmiech). Atmosfera w zespole jest bardzo dobra, bo przecież porażka w Zgorzelcu wstydu nie przynosi. Zdążymy się zrewanżować!

Poznaliśmy grupowych rywali w EuroCup. Stawka jest bardzo silna. Na co więc powinniśmy liczyć w tych rozgrywkach?

Wszyscy wiedzą, że drużyny, na które trafiliśmy, prezentują świetny poziom. Nie zapominajmy natomiast, że są w naszym zasięgu, w końcu też grają w EuroCup, a nie w Eurolidze czy NBA. Niech udowodnią swoją klasę na boisku. Dopiero tam przekonamy się, czy naprawdę nas przerastają.

Tylko że Alba Berlin to aktualny wicemistrz EuroCup, a Anwil jest debiutantem…

Zgadza się, ale nawet Albę możemy zaskoczyć. Gramy z nią pierwszy mecz, na własnym boisku, przy naszej publiczności. Zawsze powtarzam, że największe niespodzianki mają miejsce na początku rozgrywek. Tak też może być i w europejskich pucharach. Krasnyje Krylia i Pepsi Caserta też mają świetne składy, co nie oznacza, że jesteśmy skazani na porażki. O wszystkim zadecyduje dyspozycja dnia i jeśli ominą nas kontuzje, możemy być groźni dla tych drużyn. Z treningu na trening widzę, jak nasza forma rośnie. Wzmocnieni Chrisem Thomasem powinniśmy być jeszcze lepsi.
W Albie grają Marko Marinović i Tadija Dragicević, a ich trenerem jest – znany z Anwilu – Luka Pavicević. Bałkański styl gry przeciwnika powinien ci bardzo odpowiadać…

Z tym że Luka Pavicević, trener, którego dobrze znam, zmodyfikował nieco bałkańskie podejście do koszykówki, pozwalając na większą swobodę amerykańskim zawodnikom. Gra przeciwko jego drużynie będzie na pewno ciekawym doświadczeniem.

Odejdźmy trochę od koszykówki. Czy podczas wakacyjnego pobytu w Serbii brakowało ci czegoś z Włocławka?

Aťurku! A tak poważnie, to miałem za mało czasu, żeby zdążyć za czymś zatęsknić. Dwa miesiące spędzone w Serbii nie wystarczyły mi nawet, by odwiedzić całą rodzinę i przyjaciół. No, może na początku sierpnia, gdy już powoli wracałem myślami do koszykówki, nachodziła mnie chęć do jak najszybszego przyjazdu do Włocławka. Nie chciałem siedzieć i rozmyślać o nowym sezonie, tylko wreszcie rozpocząć przygotowania w Hali Mistrzów.

Czy wybierając się drugi raz do naszego miasta, przygotowałeś się jakoś inaczej?

Różnica w przygotowaniach polegała jedynie na tym, że nie miałem żadnych wątpliwości ani rozterek. Dużo łatwiej było mi się przygotować do przyjazdu do Włocławka, gdy wiedziałem, że to normalne, fajne miasto, w którym żyje się tak samo jak w moich rodzinnych stronach. A, była jedna różnica w bagażu. Tym razem spakowałem 2,5 kg mojej ulubionej serbskiej czekolady.

Co opowiadasz o naszym kraju przyjaciołom, którzy pytają cię po prostu „jak jest w Polsce”?

W Serbii wielu ludzi, zwłaszcza tych młodszych, nie wie kompletnie nic na temat waszego kraju. Dlatego obrazowo tłumaczę im, że Polska to normalne państwo, w którym żyje się na podobnym poziomie jak w całej Unii Europejskiej. Mówię, że to fajne miejsce do życia. Jak wszędzie, jest tu bieda i bogactwo, ale jeśli ktoś ma ambicje, to w Polsce może się realizować. Macie również wiele naprawdę ślicznych miast, jak np. Kraków. Gdy tylko mogę i gdy odwiedza mnie moja dziewczyna, to zwiedzamy Polskę i jesteśmy naprawdę miło zaskoczeni.

Wkrótce w Polsce odbędą się wybory samorządowe. Jakie punkty do swoich programów powinni dopisać kandydaci, żeby koszykarzom Anwilu żyło się lepiej?

Moje życie zapewne różni się od życia włocławian, którzy będą głosować na swoich kandydatów. Nie mam wielkich potrzeb w stosunku do miasta. Cieszę się, że są tu kawiarnie i restauracje oraz galeria handlowa. Gdybym miał już jednak na coś ponarzekać, to na drogę do Torunia. Cieszę się, że wreszcie ktoś pomyślał, żeby ją naprawić. To ułatwi nam podróże na północ Polski (śmiech).

Na koniec chciałbym dać ci możliwość zapewnienia kogoś o tym, że doskonale rozumiesz język polski. Wiem, że chciałbyś opowiedzieć pewną anegdotę…

Tak, chciałbym zapewnić pewną sympatyczną starszą panią, że całkowicie zrozumiałem, co ostatnio do mnie mówiła. Chodzi o sytuację, gdy zapukała do mnie późnym wieczorem z pretensjami, że za bardzo podgłosiłem telewizor. Korzystałem z Internetu, więc łamaną polszczyzną, choć nieprzekonany o swojej winie, zapewniłem, że za chwilę wszystko ściszę. Gdy sytuacja powtórzyła się, a ja miałem kompletnie wyłączony dźwięk w komputerze, pani mocno się zdziwiła. Okazało się, że to nie ja hałasuję, a sympatyczna pani serdecznie mnie przeprosiła. Doszły mnie później słuchy, że miała wątpliwości, czy zrozumiałem jej intencje, więc chcę jej teraz przekazać, że tak. Nie gniewam się i serdecznie pozdrawiam (śmiech).