Mujo Tuljković nie spędza Świąt Wielkanocnych w tradycyjny sposób. Lubi jednak polską gościnność i sposób pielęgnowania narodowych świąt, a także towarzyszące im atrakcje. O jednej z nich, śmigusie-dyngusie, przekonał się dopiero w Polsce i jak sam przyznaje, teraz już wie kiedy przypada ten dzień i będzie czujny.
Mujo Tuljković nie spędza Świąt Wielkanocnych w tradycyjny sposób. Lubi jednak polską gościnność i sposób pielęgnowania narodowych świąt, a także towarzyszące im atrakcje. O jednej z nich, śmigusie-dyngusie, przekonał się dopiero w Polsce i jak sam przyznaje, teraz już wie kiedy przypada ten dzień i będzie czujny.
Jacek Seklecki: Przed nami Święta Wielkanocne. Jak Mujo Tuljković obchodzi ten radosny okres?
Mujo Tuljković: - Każdy na różne święta patrzy inaczej. Ja Świąt Wielkanocnych nie obchodzę, ponieważ jestem muzułmaninem i mam tylko trzy okazje w roku do świętowania. Nie mniej jednak wiele słyszałem już o polskim spędzaniu Świąt Wielkanocnych i bez wątpienia mogę powiedzieć, że pewne tradycje są w tym kraju naprawdę świetne. Ludzie długo przygotowują się do tego momentu w roku, zresztą jak do większości ważniejszych świąt.
W Twoich rodzinnych stronach obchodzi się inaczej ten okres?
- Właściwie to nie obchodzi się go w cale. Tym się też mój kraj różni od Polski, że mamy zdecydowanie mniej okazji do świętowania. W waszym kraju częściej ludzie obchodzą różne święta, natomiast w Bośni tych momentów w roku jest mniej. To sprawia, że ja i moja rodzina nie przygotowujemy się do Świąt Wielkanocnych, gdyż zwyczajnie ich w naszym kalendarzu nie ma.
Spędziłeś już w Polsce kilka lat, więc na pewno widziałeś jak mieszkańcy naszego kraju i Twoi koledzy z zespołu obchodzili te święta.
- Bardzo mi się podoba sposób świętowania i tradycja pielęgnowania świąt. Każdy patrzy na swoją wiarę z ogromnym szacunkiem i spędzanie świąt w wesołej, rodzinnej atmosferze jest czymś absolutnie normalnym. To należy doceniać, bowiem często brakuje czasu na żmudne przygotowania domu, jak i kwestii kulinarnych.
Jak wspominasz poprzednie święta w Polsce?
- Najbardziej to wspominam Święta Bożego Narodzenia. O tych świętach mogę powiedzieć zdecydowanie więcej, niż o Wielkanocy, bowiem robią one na mnie ogromne wrażenie. Bardzo podoba mi się tradycja łamania się opłatkiem i składana sobie życzeń. Cieszę się, że pielęgnowane jest to także u nas w klubie, kiedy to po ostatnim treningu przed tymi świętami wszyscy koszykarze i pracownicy spotykają się na kolacji i życzą sobie wszystkiego najlepszego.
Wracając do zbliżającej się Wielkanocy muszę Ciebie zapytać, czy słyszałeś co to jest śmigus-dyngus?
- Słyszałem o tym [śmiech]. Pamiętam jeszcze jak w swoim pierwszym sezonie w Polsce, gdy grałem w Krakowie nagle nie wiedzieć czemu zostałem oblany wodą. Wracałem po treningu do domu i trafiła mnie torebka wypełniona wodą. Wówczas kompletnie nie wiedziałem co się dzieje, ale później koledzy z zespołu poinformowali mnie, że to taka mała tradycja, która w Wielkanocny Poniedziałek jest obchodzona w Polsce.
Oprócz tej sytuacji z Krakowa spotkałeś się jeszcze z inną podczas śmigusa-dyngusa w Polsce?
- Na szczęście nie. Wtedy byłem zwyczajnie zdziwiony, że ktoś bez powodu oblewa Cię wodą. Teraz jednak już wiem kiedy ten dzień jest także będę uważał, aby znów nie dostać w głowę jakąś torebką z wodą albo żeby ktoś nie oblał mnie z butelki [śmiech].
A co możesz powiedzieć o malowaniu pisanek. Mówi Ci to coś?
- To już wiem. U nas jest podobna tradycja, która nazywa się farbowaniem jaj. A wiem to stąd, iż jeszcze w czasach szkolnych miałem kilku kolegów, którzy obchodzili święta Wielkanocne i przynosili do szkoły pomalowane jajka. Miło wspominam to, ponieważ niemal każde było inaczej pomalowane i zwyczajnie sprawiały one nam frajdę, gdyż nie co dzień spotykałeś się z różnokolorowymi jajkami.
Rywalizowaliście w stukaniu tymi ugotowanymi jajami?
- Oczywiście, że tak. Nie kończyło się tylko na przyniesieniu, ale także rywalizowaliśmy w stukaniu się tymi jajami. Gdy tylko przychodziła przerwa w szkole to bawiliśmy się w to. Ten, którego było najmocniejsze i skorupka się nie stłukła wygrywał.
Jak spędzisz przyszłotygodniowe święta?
- Nie wiem jeszcze, ponieważ cały czas trenujemy, więc nie sposób nic zaplanować. Na pewno jakieś dni będą wolne, ale nic jeszcze sobie nie ustalałem. Na chwilę obecną zostanę we Włocławku, ale być może jeszcze zmienię swoje plany.
W Polsce przed święta składamy sobie życzenia. Co Ty chciałbyś życzyć kibicom Anwilu?
- Przede wszystkim to chciałbym życzyć dużo, dużo zdrowia. To jest najważniejsze i dlatego należy dziękować Bogu za to, że utrzymuje nas przy dobrym zdrowiu i mieć nadzieję, aby tak było jak najdłużej. Chciałbym także życzyć wielu miłych chwil spędzonych w Hali Mistrzów. Zachęcam do przychodzenia na nasze mecze i jeszcze większego dopingowania. My postaramy się zrobić co w naszej mocy i z pomocą fanów zaczniemy play-off od zera i będziemy walczyć o najwyższe cele
Jacek Seklecki: Przed nami Święta Wielkanocne. Jak Mujo Tuljković obchodzi ten radosny okres?
Mujo Tuljković: - Każdy na różne święta patrzy inaczej. Ja Świąt Wielkanocnych nie obchodzę, ponieważ jestem muzułmaninem i mam tylko trzy okazje w roku do świętowania. Nie mniej jednak wiele słyszałem już o polskim spędzaniu Świąt Wielkanocnych i bez wątpienia mogę powiedzieć, że pewne tradycje są w tym kraju naprawdę świetne. Ludzie długo przygotowują się do tego momentu w roku, zresztą jak do większości ważniejszych świąt.
W Twoich rodzinnych stronach obchodzi się inaczej ten okres?
- Właściwie to nie obchodzi się go w cale. Tym się też mój kraj różni od Polski, że mamy zdecydowanie mniej okazji do świętowania. W waszym kraju częściej ludzie obchodzą różne święta, natomiast w Bośni tych momentów w roku jest mniej. To sprawia, że ja i moja rodzina nie przygotowujemy się do Świąt Wielkanocnych, gdyż zwyczajnie ich w naszym kalendarzu nie ma.
Spędziłeś już w Polsce kilka lat, więc na pewno widziałeś jak mieszkańcy naszego kraju i Twoi koledzy z zespołu obchodzili te święta.
- Bardzo mi się podoba sposób świętowania i tradycja pielęgnowania świąt. Każdy patrzy na swoją wiarę z ogromnym szacunkiem i spędzanie świąt w wesołej, rodzinnej atmosferze jest czymś absolutnie normalnym. To należy doceniać, bowiem często brakuje czasu na żmudne przygotowania domu, jak i kwestii kulinarnych.
Jak wspominasz poprzednie święta w Polsce?
- Najbardziej to wspominam Święta Bożego Narodzenia. O tych świętach mogę powiedzieć zdecydowanie więcej, niż o Wielkanocy, bowiem robią one na mnie ogromne wrażenie. Bardzo podoba mi się tradycja łamania się opłatkiem i składana sobie życzeń. Cieszę się, że pielęgnowane jest to także u nas w klubie, kiedy to po ostatnim treningu przed tymi świętami wszyscy koszykarze i pracownicy spotykają się na kolacji i życzą sobie wszystkiego najlepszego.
Wracając do zbliżającej się Wielkanocy muszę Ciebie zapytać, czy słyszałeś co to jest śmigus-dyngus?
- Słyszałem o tym [śmiech]. Pamiętam jeszcze jak w swoim pierwszym sezonie w Polsce, gdy grałem w Krakowie nagle nie wiedzieć czemu zostałem oblany wodą. Wracałem po treningu do domu i trafiła mnie torebka wypełniona wodą. Wówczas kompletnie nie wiedziałem co się dzieje, ale później koledzy z zespołu poinformowali mnie, że to taka mała tradycja, która w Wielkanocny Poniedziałek jest obchodzona w Polsce.
Oprócz tej sytuacji z Krakowa spotkałeś się jeszcze z inną podczas śmigusa-dyngusa w Polsce?
- Na szczęście nie. Wtedy byłem zwyczajnie zdziwiony, że ktoś bez powodu oblewa Cię wodą. Teraz jednak już wiem kiedy ten dzień jest także będę uważał, aby znów nie dostać w głowę jakąś torebką z wodą albo żeby ktoś nie oblał mnie z butelki [śmiech].
A co możesz powiedzieć o malowaniu pisanek. Mówi Ci to coś?
- To już wiem. U nas jest podobna tradycja, która nazywa się farbowaniem jaj. A wiem to stąd, iż jeszcze w czasach szkolnych miałem kilku kolegów, którzy obchodzili święta Wielkanocne i przynosili do szkoły pomalowane jajka. Miło wspominam to, ponieważ niemal każde było inaczej pomalowane i zwyczajnie sprawiały one nam frajdę, gdyż nie co dzień spotykałeś się z różnokolorowymi jajkami.
Rywalizowaliście w stukaniu tymi ugotowanymi jajami?
- Oczywiście, że tak. Nie kończyło się tylko na przyniesieniu, ale także rywalizowaliśmy w stukaniu się tymi jajami. Gdy tylko przychodziła przerwa w szkole to bawiliśmy się w to. Ten, którego było najmocniejsze i skorupka się nie stłukła wygrywał.
Jak spędzisz przyszłotygodniowe święta?
- Nie wiem jeszcze, ponieważ cały czas trenujemy, więc nie sposób nic zaplanować. Na pewno jakieś dni będą wolne, ale nic jeszcze sobie nie ustalałem. Na chwilę obecną zostanę we Włocławku, ale być może jeszcze zmienię swoje plany.
W Polsce przed święta składamy sobie życzenia. Co Ty chciałbyś życzyć kibicom Anwilu?
- Przede wszystkim to chciałbym życzyć dużo, dużo zdrowia. To jest najważniejsze i dlatego należy dziękować Bogu za to, że utrzymuje nas przy dobrym zdrowiu i mieć nadzieję, aby tak było jak najdłużej. Chciałbym także życzyć wielu miłych chwil spędzonych w Hali Mistrzów. Zachęcam do przychodzenia na nasze mecze i jeszcze większego dopingowania. My postaramy się zrobić co w naszej mocy i z pomocą fanów zaczniemy play-off od zera i będziemy walczyć o najwyższe cele