Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Mistrz pokazał moc

Piątek, 24 Lutego 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Sam Corsley Edwards nie był w stanie wygrać meczu z Asseco Prokomem Gdynia, bo oprócz tego, że koledzy zbyt słabo pomagali mu w ataku, to popełniali indywidualne błędy w obronie. Na otwarcie drugiej rundy Tauron Basket Ligi włocławianie przegrali na terenie mistrza Polski 82:61.

Sam Corsley Edwards nie był w stanie wygrać meczu z Asseco Prokomem Gdynia, bo oprócz tego, że koledzy zbyt słabo pomagali mu w ataku, to popełniali indywidualne błędy w obronie. Na otwarcie drugiej rundy Tauron Basket Ligi włocławianie przegrali na terenie mistrza Polski 82:61.
Każdy kto myślał, że osłabiony odejściem trenera Tomasa Pacesasa mistrz Polski będzie łatwym kąskiem w ligowych potyczkach srodze się zawiódł. Zaprawieni w euroligowych bojach gdynianie od początku meczu postawili trudne warunki. Szczególnie widać to było po zaciętości w grze blisko kosza. Donatas Motiejunas i Adam Łapeta bez najmniejszego respektu walczyli z Corsleyem Edwardsem, a że Amerykanin miał małe wsparcie od Lawrenca Kinnarda, to bój momentami stawał się nierówny. Tak było już w drugiej akcji włocławian, gdy osaczony Edwards otrzymał efektowny blok od mierzącego 213 cm Litwina. Na szczęście, to nie zraziło Big Doga i po kilku chwilach trafił do kosza wysokim lobem, a następnie dorzucił jeszcze 5 punktów i Anwil był tuż za gospodarzami (9:7).

Debiutujący trener Krzysztof Szablowski widząc duży nacisk na podkoszowych zaczął rotację składem właśnie od tych pozycji. Wprowadzeni Seid Hajrić i Nick Lewis nie zawiedli i dzięki ich punktom oraz aktywnej postawie Jona Allena Anwil był o krok za gospodarzami. Niestety, sygnał do ucieczki wysłał Łukasz Seweryn. Skrzydłowy, który w ubiegłym sezonie ani raz nie trafił za trzy, tym razem w ciągu 4 minut zaliczył 3 takie rzuty i wyprowadził Asseco Prokom na 28:21. Tymczasem włocławianie, osłabieni brakiem Dardana Berishy nie stanowili zagrożenia na obwodzie. W pierwszej połowie trafili 2 z 9 rzutów za trzy i widząc tę niemoc częściej posyłali piłki w strefę podkoszową. Korzystał z nich Nick Lewis, który wszystkie 9 punktów zaliczył przed przerwą.

Trzecia odsłona, rozpoczynająca się od stanu 38:32 dla gospodarzy, stała pod znakiem indywidualnych błędów włocławian, które zaważyły później na wyniku. Zaczął Bartłomiej Wołoszyn, który najpierw źle ustawił się w obronie, a w kolejnej akcji zaliczył stratę i faulował niesportowo Piotra Szczotkę (który na dodatek nie miał już piłki, bo tą umieszczał w koszu Donatas Motiejunas). W ten sposób, w 30 sekund Asseco Prokom zdobył 7 punktów i prowadził 45:32. Ten i inne proste błędy sprawiły, że w cieniu stały ciekawe rozwiązania defensywne, które wielokrotnie przynosiły Anwilowi wiele korzyści. Nasi koszykarze stosowali zmienną obronę, na przemian stawiając strefę, kryjąc indywidualnie i broniąc na całym boisku.

Skuteczne pułapki defensywne nie przełożyły się na poprawę wyniku ze względu na nieporozumienia w innych akcjach oraz przez indywidualne dokonania gospodarzy. Na początku drugiej połowy brylował Donatas Motiejunas (8 punktów w 3 minuty), a później jego rolę przejął Przemysław Zamojski (10 punktów w 3 minuty). Po stronie Anwilu odpowiadał Corsley Edwards, ale on jeden nie był w stanie odmienić losów meczu. Tym bardziej, że w całym spotkaniu zbyt dużą swobodę mieli koszykarze za których nie był odpowiedzialny. W szczególności Jerel Blassingame pozwalał sobie na zbyt wiele, czego dowodem jest 16 zdobytych przez niego punktów i zaliczonych 5 asyst.

Anwil grał ambitnie, ale gdy w 36. minucie za trzy trafił Przemysław Frasunkiewicz i zrobiło się 72:55 jasne stało się, że Rottweilery będą pierwszą ofiarą powrotu mistrza Polski do rozgrywek ligowych. Na wszystko z trybun patrzył odchodzący trener Tomas Pacesas i chyba mógł mieć poczucie dobrego przygotowania zespołu do walki o kolejną obronę tytułu. A Anwil? Na razie pokazał zbyt mało, by można ocenić zmiany zachodzące w jego grze. Najważniejszy jest wynik i on oczywiście nie cieszy, ale ku pokrzepieniu serc można dodać, że nowe rozwiązania defensywne przynosiły efekty i tylko czekać aż zostaną wytrenowane do perfekcji.
Asseco Prokom Gdynia – Anwil Włocławek 82:61 (25:19, 13:13, 28:19, 16:10)


Asseco Prokom: Blassingame 16, Motiejunas 16, Zamojski 12, Frasunkiewicz 10, Seweryn 9, Hrycaniuk 6, Szczotka 3, Witka 3, Day 2, Dimitriew 2, Łapeta 2,

Anwil: Edwards 19, Lewis 9,
Allen 8, Szubarga 7, Hajrić 6, Wołoszyn 5, Kinnard 3, Harrington 2, Majewski 2


SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI