- "To nas zabijało, nie mieliśmy żadnej recepty na ich zawodników. Z każdego miejsca na parkiecie razili rzutami. Kiedy dzieliło nas do rywala dwadzieścia punktów było już po zawodach. Nie zdarzyła się sytuacja z meczu w Kołobrzegu, gdzie odrobiliśmy podobną stratę" powiedział po spotkaniu z Anwilem Włocławek zawodnik gości Michael Haynes.
Jakbyś ocenił to spotkanie?
To było złe spotkanie w naszym wykonaniu. Zupełnie zawaliliśmy pierwszą połowę. Anwil dość szybko zbudował przewagę, którą systematycznie powiększał. To nas zabijało, nie mieliśmy żadnej recepty na ich zawodników. Z każdego miejsca na parkiecie razili rzutami. Kiedy dzieliło nas do rywala dwadzieścia punktów było już po zawodach. Nie zdarzyła się sytuacja z meczu w Kołobrzegu, gdzie odrobiliśmy podobną stratę. Anwil nie pozwolił na to. Gratuluję im.
Jakbyś ocenił swój występ?
Cóż, nie grałem źle, ale też nie pokazałem się z dobrej strony. Myślę, że było to przyzwoite spotkanie w moim wykonaniu. Szkoda, że nie udało nam się korzystniej zaprezentować przed tą publicznością, która żywiołowo dopingowała Anwil. Jak widziałeś, dziś zagrałem krócej, dużo krócej. O wszystkim zadecydowała kontuzja, która się przytrafiła w drugiej kwarcie. Na chwilę obecną nie wiem jak jest poważna. Mam coś z palcem, jest cały spuchnięty i niemiłosiernie utrudnia mi chodzenie. Kto wie, może gdybym grał dłużej to wynik byłby lepszy? (śmiech)
Właśnie, AZS nie przypominał drużyny z ostatnich sześciu spotkań, co w konsekwencji zaowocowało wysoką przegraną. Co było tego przyczyną?
Zgadzam się, że nie prezentowaliśmy się tak jak w poprzednich wygranych meczach. Złożyło się na to kilka czynników. Sam widziałeś jak na samym początku straciliśmy Brandona (B.Spann - red.), potem w drugiej kwarcie ja musiałem opuścić parkiet. Zawodnicy rezerwowi pomimo tego, iż bardzo się starali nie byli w stanie nawiązać walki z dobrze dysponowanym rywalem. Myślę, że przyczyną porażki był także brak koncentracji w pierwszych minutach spotkania. Pozwoliliśmy Anwilowi narzucić swój styl gry co skończyło się dla nas tragicznie. Zostaliśmy rozbici.
Co chciałbyś osiągnąć z AZSem w bieżącym sezonie?
Ciężko powiedzieć, pewnie widziałeś tabelę i wiesz, że do czołowej ósemki nie brakuje nam wiele. By się jednak do niej dostać nie możemy grać tak jak dzisiaj. Interesują mnie tylko zwycięstwa, w ten sposób mogę z podniesioną głową chodzić po ulicy. Wierzę, że zajdziemy daleko, ponieważ nie mamy złego zespołu. Zdarzają się jednak dni takie jak dzisiaj, że nic nie wychodzi i nawet najlepsi zawodnicy nie są w stanie tego zmienić.
Wcześniej grałeś w Izraelu i Hiszpanii. Skąd wziął się pomysł by przenieść się do Polski?
A skąd wziął się pomysł by grać w miejscach, które wymieniłeś? (śmiech) Mój agent powiedział, że jest zespół potrzebujący moich usług. AZS był w kłopotach, przegrał kilka spotkań i trzeba było dokonać zmian. Tak więc znalazłem się w Polsce. Nie żałuję tej decyzji, nie mam powodów do tego. Wszystko jest w jak najlepszym porządku, no może poza jednym. Czasem jest zbyt zimno (śmiech).
Jakbyś porównał rozgrywki ligowe tamtych krajach do tych w Polsce?
Nie ma porównania. Nie chodzi mi tutaj o poziom czy organizację. Po prostu w każdym z tych krajów są jakieś różnice, które charakteryzują rozgrywki i różnego rodzaju turnieje odbywające się nie ważne czy to w Polsce czy w Hiszpanii. Na tym polega urok grania w różnych zakątkach świata. Zawsze można nauczyć się czegoś nowego, co w przyszłości może się przydać. Kto wie, może dzięki temu uda mi się zrealizować moje marzenie czyli grę w NBA.
Właśnie miałem zapytać o NBA. Czy uważasz, że poprzez grę w Polsce jesteś w stanie to osiągnąć?
Owszem, a dlaczego nie? Zgadzam się, że polska liga nie ma może takiej renomy jak ta w Hiszpanii czy we Włoszech, ale ludzie związani z NBA są wszędzie. Jeśli będę dobrze grał to pewnie dostanę zaproszenie na ligę letnią, a potem kto wie. Może jakiś obóz przygotowawczy i uda mi się załapać do składu jakieś z drużyn. Mamy dopiero styczeń, a do wakacji jeszcze długa droga. By się dostać do NBA muszę grać dobrze, ale co najważniejsze nie mogę mieć żadnych kłopotów ze zdrowiem, które dzisiaj spłatało mi figla. (śmiech)
Rozmawiał: Łukasz Brylski