- Bardzo fajnie być ponownie we Włocławku. Świetna hala, świetni kibice, którzy jak to zwykle bywa na Kujawach tworzą święto koszykówki przy okazji każdego meczu – mówi po meczu z Anwilem skrzydłowy Stali Stalowa Wola, Michał Gabiński.
- Bardzo fajnie być ponownie we Włocławku. Świetna hala, świetni kibice, którzy jak to zwykle bywa na Kujawach tworzą święto koszykówki przy okazji każdego meczu – mówi po meczu z Anwilem, Michał Gabiński.
Jacek Seklecki: Udaną dla was rundę na pewno chcieliście zakończyć zwycięstwem. Dlaczego się nie udało?
Michał Gabiński: Zabrakło nam nieco koncentracji. Był moment kiedy remisowaliśmy 34:34 i właśnie wtedy Anwil zdobył osiem punktów z rzędu z rzutów wolnych. Później nadeszła druga połowa, w której straciliśmy zdecydowanie za dużo punktów. Daliśmy włocławianom rzucić 90 punktów, gdyż przez długi czas grali szybkim atakiem. Powinniśmy zatrzymać taką grę gospodarzy i zmusić ich do gry pozycyjnej, na którą byliśmy przygotowani. Wtedy może wynik byłby korzystniejszy.
Niemal przez cały mecz zbliżaliście się do Anwilu na kilka punktów, po czym ponownie daliście włocławianom odskakiwać. Czego brakowało, aby wyjść na prowadzenie?
Tak, jak powiedziałem wcześniej. Taki stan rzeczy wynikał właśnie z braku konsekwencji w naszej grze. Gdybyśmy w kilku momentach poszli za ciosem i zamiast dojść Anwil na te cztery punkty, wyrównać i wyjść na prowadzenie – mogłoby być inaczej. Aczkolwiek my zawsze tak gramy. Aťaden zespół nie będzie miał z nami lekko, bowiem ta drużyna się nie poddaje. Jesteśmy zespołem pełnym charakteru, a ja jestem dumny, że gram właśnie w Stalowej Woli. Poza Polonią 2011 jesteśmy chyba jedyną ekipą, kiedy na parkiecie często przebywa pięciu Polaków.
Sześć zwycięstw i siedem porażek. Bilans świetny i chyba się go nie spodziewaliście przed sezonem?
Taka jest koszykówka, że rozważania o tym gdzie mamy wygrać, a gdzie nie, nie mają kompletnie sezonu. Do tego dochodzi wiele różnych czynników, jak np. kontuzje. Zawsze wychodzimy na parkiet z nadzieję na zwycięstwo. Gramy na sto procent i jeśli udaje się wygrać – super.
Trener Pamuła mówił o waszych błędach, który jeszcze się nie ustrzegacie. Wynikają one z tego, że wielu z was nie jest jeszcze doświadczonych w ekstraklasie?
Nie, to zdecydowanie nie chodzi o doświadczenie, że temu brakuje ogrania w Ekstraklasie, a temu nie. Na treningu musimy stwarzać sobie warunki meczowe, bo często gramy z klasowymi przeciwnikami, ja np. teraz przeciwko Anwilowi. Momentami brakuje naprawdę detali i właśnie nad takimi elementami wciąż musimy pracować.
Dla Pana ten mecz był szczególny, bowiem przez kilka ostatnich lat był Pan związany właśnie z Anwilem.
Czuję się bardzo fajnie będąc ponownie we Włocławku. Świetna hala, świetni kibice, którzy jak to zwykle bywa na Kujawach tworzą święto koszykówki przy okazji każdego meczu. Oby więcej takich spotkań.
Jacek Seklecki: Udaną dla was rundę na pewno chcieliście zakończyć zwycięstwem. Dlaczego się nie udało?
Michał Gabiński: Zabrakło nam nieco koncentracji. Był moment kiedy remisowaliśmy 34:34 i właśnie wtedy Anwil zdobył osiem punktów z rzędu z rzutów wolnych. Później nadeszła druga połowa, w której straciliśmy zdecydowanie za dużo punktów. Daliśmy włocławianom rzucić 90 punktów, gdyż przez długi czas grali szybkim atakiem. Powinniśmy zatrzymać taką grę gospodarzy i zmusić ich do gry pozycyjnej, na którą byliśmy przygotowani. Wtedy może wynik byłby korzystniejszy.
Niemal przez cały mecz zbliżaliście się do Anwilu na kilka punktów, po czym ponownie daliście włocławianom odskakiwać. Czego brakowało, aby wyjść na prowadzenie?
Tak, jak powiedziałem wcześniej. Taki stan rzeczy wynikał właśnie z braku konsekwencji w naszej grze. Gdybyśmy w kilku momentach poszli za ciosem i zamiast dojść Anwil na te cztery punkty, wyrównać i wyjść na prowadzenie – mogłoby być inaczej. Aczkolwiek my zawsze tak gramy. Aťaden zespół nie będzie miał z nami lekko, bowiem ta drużyna się nie poddaje. Jesteśmy zespołem pełnym charakteru, a ja jestem dumny, że gram właśnie w Stalowej Woli. Poza Polonią 2011 jesteśmy chyba jedyną ekipą, kiedy na parkiecie często przebywa pięciu Polaków.
Sześć zwycięstw i siedem porażek. Bilans świetny i chyba się go nie spodziewaliście przed sezonem?
Taka jest koszykówka, że rozważania o tym gdzie mamy wygrać, a gdzie nie, nie mają kompletnie sezonu. Do tego dochodzi wiele różnych czynników, jak np. kontuzje. Zawsze wychodzimy na parkiet z nadzieję na zwycięstwo. Gramy na sto procent i jeśli udaje się wygrać – super.
Trener Pamuła mówił o waszych błędach, który jeszcze się nie ustrzegacie. Wynikają one z tego, że wielu z was nie jest jeszcze doświadczonych w ekstraklasie?
Nie, to zdecydowanie nie chodzi o doświadczenie, że temu brakuje ogrania w Ekstraklasie, a temu nie. Na treningu musimy stwarzać sobie warunki meczowe, bo często gramy z klasowymi przeciwnikami, ja np. teraz przeciwko Anwilowi. Momentami brakuje naprawdę detali i właśnie nad takimi elementami wciąż musimy pracować.
Dla Pana ten mecz był szczególny, bowiem przez kilka ostatnich lat był Pan związany właśnie z Anwilem.
Czuję się bardzo fajnie będąc ponownie we Włocławku. Świetna hala, świetni kibice, którzy jak to zwykle bywa na Kujawach tworzą święto koszykówki przy okazji każdego meczu. Oby więcej takich spotkań.