Fantastyczny początek meczu, wygrany 9:0 nie ustrzegł Anwilu Włocławek przed porażką z PGE Turowem Zgorzelec 72:83. Na świetnego Krzysztofa Szubargę goście odpowiedzieli skutecznym Ronaldem Moorem i nawet bez kapitana Konrada Wysockiego zdołali się przełamać po serii nieudanych spotkań.
Fantastyczny początek meczu, wygrany 9:0 nie ustrzegł Anwilu Włocławek przed porażką z PGE Turowem Zgorzelec 72:83. Na świetnego Krzysztofa Szubargę goście odpowiedzieli skutecznym Ronaldem Moorem i nawet bez kapitana Konrada Wysockiego zdołali się przełamać po serii nieudanych spotkań.
Już przed meczem wiadomo było, że PGE Turów zagra z Anwilem jak o życie. Po serii pięciu porażek z rzędu walczył, by się odbudować i udowodnić, że ten sezon nie jest jeszcze stracony. Tyle, że zadanie miał utrudnione, bo jak się okazało, na jednym z treningów urazu doznał Konrad Wysocki. Niestety dla Anwilu, raz jeszcze okazało się, że brak lidera potrafi wyzwolić w niejednej drużynie dodatkową mobilizację i nowe siły. Co więcej, trener Krzysztof Szablowski w tygodniu poprzedzającym mecz nastawiał swój zespół na twardą obronę przeciw kapitanowi rywali, co wobec jego absencji okazało się niepotrzebne.
Zanim jednak włocławianie pozwolili rozkręcić się gościom, ich gra wyglądała rewelacyjnie. Efektowny początek zapewnił Krzysztof Szubarga. Bronił tak zaciekle, że grający przeciw niemu Giedrius Gustas nie był w stanie w żaden sposób obsłużyć kolegów. Sfrustrowany tym faktem, a dodatkowo wolniejszy w obronie rozgrywający PGE Turowa, w 70 sekund trzykrotnie sfaulował „Szubiego” i musiał powędrować na ławkę. Tymczasem włocławski playmaker czarował – zdobył pierwszych siedem punktów dla Anwilu, a w kolejnej akcji idealnie podał do rozpędzonego Dardana Berishy i gospodarze prowadzili 9:0.
Paradoksalnie problemy Giedriusa Gustasa stały się nieszczęściem Anwilu. Gdy Litwin usiadł na ławce, większa odpowiedzialność spadła na Ronalda Moora, a ten złapał wiatr w żagle i raz za razem rozrywał obronę włocławian. Już w pierwszej połowie trafił 4 z 6 rzutów za trzy, pomagając tym samym wyjść gościom na prowadzenie. Gdy zaczęły im wpadać nawet rzuty oddawane przez ręce, złapali rytm i byli jeszcze trudniejsi do zatrzymania. Na szczęście, jak zwykle grą czarował Dardan Berisha, kilka cennych punktów zdobył Seid Hajrić, trójkę dorzucił Lorinza Harrington i do przerwy Anwil przegrywał tylko 48:40.
Po powrocie na parkiet dobrą grę kontynuował zgorzelecki debiutant – Damian Kulig. Po jego trafieniach PGE Turów prowadził 56:43 i wydawało się, że zaczął kontrolować sytuację. Jednak takim obrotem spraw nie załamał się Krzysztof Szubarga i dzięki jego punktom, asystom, a przede wszystkim zdolnościom motywacyjnym, Anwil wrócił do gry. Dzięki powrotowi do twardej obrony udało się przerwać kilka akcji gości i przeprowadzić własne, szybkie zagrywki. W 28. minucie Rottweilery wyszły nawet na jednopunktowe prowadzenie, które jednak okazało się ostatnim w tym meczu.
PGE Turów skorzystał bowiem z obecności Arhura Lee i Damiana Kuliga. Nowi wywarli presję na kolegów, a ci walcząc o miejsce w drużynie dali z siebie wszystko. – Wprowadzenie dwóch nowych koszykarzy do zespołu odmieniło naszą grę. Oni zagrali bardzo dobrze, a do tego otworzyli się inni moi koszykarze: Ronald Moore i Daniel Kickert. Udało się nam też odciążyć pozycje 4 -5 i trafiać na dużej skuteczności z dystansu – mówił później trener Jacek Winnicki.
W ostatniej kwarcie nadzieje na zwycięstwo dały trójki Lawrenca Kinnarda i Lorinzy Harringtona, po których 3 minuty przed końcem było tylko 69:78. Niestety, duży wysiłek włożony we wcześniejsze minuty sprawił, że przy kolejnych rzutach ręce drżały. Za to za trzy trafił David Jackson i przy stanie 69:81 było już właściwie po meczu. Odnotować należy, że nawet taka strata do rywali nie zniechęciła walecznych włocławian. Do końca próbowali odrobić choćby kilka punktów i skończyło się na 72:83. Była to trzecia porażka w tym sezonie z drużyną PGE Turowa Zgorzelec.
Zanim jednak włocławianie pozwolili rozkręcić się gościom, ich gra wyglądała rewelacyjnie. Efektowny początek zapewnił Krzysztof Szubarga. Bronił tak zaciekle, że grający przeciw niemu Giedrius Gustas nie był w stanie w żaden sposób obsłużyć kolegów. Sfrustrowany tym faktem, a dodatkowo wolniejszy w obronie rozgrywający PGE Turowa, w 70 sekund trzykrotnie sfaulował „Szubiego” i musiał powędrować na ławkę. Tymczasem włocławski playmaker czarował – zdobył pierwszych siedem punktów dla Anwilu, a w kolejnej akcji idealnie podał do rozpędzonego Dardana Berishy i gospodarze prowadzili 9:0.
Paradoksalnie problemy Giedriusa Gustasa stały się nieszczęściem Anwilu. Gdy Litwin usiadł na ławce, większa odpowiedzialność spadła na Ronalda Moora, a ten złapał wiatr w żagle i raz za razem rozrywał obronę włocławian. Już w pierwszej połowie trafił 4 z 6 rzutów za trzy, pomagając tym samym wyjść gościom na prowadzenie. Gdy zaczęły im wpadać nawet rzuty oddawane przez ręce, złapali rytm i byli jeszcze trudniejsi do zatrzymania. Na szczęście, jak zwykle grą czarował Dardan Berisha, kilka cennych punktów zdobył Seid Hajrić, trójkę dorzucił Lorinza Harrington i do przerwy Anwil przegrywał tylko 48:40.
Po powrocie na parkiet dobrą grę kontynuował zgorzelecki debiutant – Damian Kulig. Po jego trafieniach PGE Turów prowadził 56:43 i wydawało się, że zaczął kontrolować sytuację. Jednak takim obrotem spraw nie załamał się Krzysztof Szubarga i dzięki jego punktom, asystom, a przede wszystkim zdolnościom motywacyjnym, Anwil wrócił do gry. Dzięki powrotowi do twardej obrony udało się przerwać kilka akcji gości i przeprowadzić własne, szybkie zagrywki. W 28. minucie Rottweilery wyszły nawet na jednopunktowe prowadzenie, które jednak okazało się ostatnim w tym meczu.
PGE Turów skorzystał bowiem z obecności Arhura Lee i Damiana Kuliga. Nowi wywarli presję na kolegów, a ci walcząc o miejsce w drużynie dali z siebie wszystko. – Wprowadzenie dwóch nowych koszykarzy do zespołu odmieniło naszą grę. Oni zagrali bardzo dobrze, a do tego otworzyli się inni moi koszykarze: Ronald Moore i Daniel Kickert. Udało się nam też odciążyć pozycje 4 -5 i trafiać na dużej skuteczności z dystansu – mówił później trener Jacek Winnicki.
W ostatniej kwarcie nadzieje na zwycięstwo dały trójki Lawrenca Kinnarda i Lorinzy Harringtona, po których 3 minuty przed końcem było tylko 69:78. Niestety, duży wysiłek włożony we wcześniejsze minuty sprawił, że przy kolejnych rzutach ręce drżały. Za to za trzy trafił David Jackson i przy stanie 69:81 było już właściwie po meczu. Odnotować należy, że nawet taka strata do rywali nie zniechęciła walecznych włocławian. Do końca próbowali odrobić choćby kilka punktów i skończyło się na 72:83. Była to trzecia porażka w tym sezonie z drużyną PGE Turowa Zgorzelec.
Anwil Włocławek - PGE Turów Zgorzelec 72:83 (25:22, 15:26, 19:13, 13:22)
Anwil: Hajrić 14, Szubarga 13, Berisha 12, Harrington 11, Kinnard 9, Edwards 6, Lewis 3, Allen 2, Wołoszyn 2, Majewski 0
PGE Turów: Moore 18, Kickert 18, Kulig 15, Jackson 9, Cel 8, Lee 7, Mielczarek 6, Lauderdale 2, Gustas, 0 Chyliński 0, Jankowski 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI
Anwil: Hajrić 14, Szubarga 13, Berisha 12, Harrington 11, Kinnard 9, Edwards 6, Lewis 3, Allen 2, Wołoszyn 2, Majewski 0
PGE Turów: Moore 18, Kickert 18, Kulig 15, Jackson 9, Cel 8, Lee 7, Mielczarek 6, Lauderdale 2, Gustas, 0 Chyliński 0, Jankowski 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI