Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Marcin Woźniak: Nikt nie chciał źle (cz. 2)

Sobota, 23 Maja 2015, 11:41, Michał Fałkowski

Dziś druga część wywiadu z trenerem Marcinem Woźniakiem. Dowiecie się z niej więcej o ostatnich meczach sezonu, wyborze najlepszego koszykarza Anwilu Włocławek i decyzjach kadrowych dotyczących młodych zawodników. Nie zabraknie również odniesienia do pracy w reprezentacji Polski U20.

Dziś druga część wywiadu z trenerem Marcinem Woźniakiem. Dowiecie się z niej więcej o ostatnich meczach sezonu, wyborze najlepszego koszykarza Anwilu Włocławek i decyzjach kadrowych dotyczących młodych zawodników. Nie zabraknie również odniesienia do pracy w reprezentacji Polski U20.

 

Cztery z pięciu przegranych meczów były zacięte do końca. Którego najbardziej żal?

Marcin Woźniak: Aťal każdego. To było moich pięć pierwszych i jak dotąd jedynych spotkań w ekstraklasie w roli głównego trenera. Każde bardzo wyryło się w mojej pamięci. I wiem, że w każdym jeden celny rzut mógł odwrócić losy wyniku. Gdybym koniecznie miał wyróżnić jeden mecz to ten ze Śląskiem. Ale nie dlatego, że to był ten odwieczny rywal. To z powodu kibiców bardzo mi żal, że nie udało się wygrać. Był środek tygodnia, my staliśmy na z góry przegranej pozycji, przeciwnik się mobilizował, a mimo to w hali była wspaniała atmosfera. Przyszło mniej kibiców niż zwykle, ale chyba takich najwierniejszych. Krzyczeli, dopingowali i nie pozwolili chłopakom ani na moment zapomnieć, że warto walczyć do samego końca. Szkoda, że nie udało się odwdzięczyć im wygraną, bo było naprawdę blisko…

Dziś decyzję o objęciu drużyny uważa pan za słuszną?

- Tak. Myślę że mogę powiedzieć, że zachowałem się przyzwoicie, a do tego mój zespół nie zawiódł. Na miarę naszych możliwości była walka, było zaangażowanie, była chęć zwyciężania. Ja posmakowałem tej ogromnej adrenaliny. Tego amoku. Na własnej skórze poczułem jak to jest kiedy najpierw przez dwa dni stres nieustannie narasta, a później, kiedy wychodzisz na parkiet znika jak ręką odjął. W jego miejsce pojawia się jakiś rodzaj transu. Nie widzisz otoczenia, nie słyszysz nic wokół. Jest tylko mecz, analiza wydarzeń na boisku i relacja ty – zawodnik. Coś niesamowitego.

Rozumiem, że doświadczenie przyda się w przyszłości w pracy jako główny trener?

- Przyda się nawet, jeśli będę nadal asystentem. Zobaczyłem jak bardzo pierwszy trener może skorzystać na podpowiedziach z ławki. Sam wszystkiego nie widzi. Zbyt dużo ma na głowie. Dobre sugestie, uspokojenie, celne uwagi, wyczucie momentu są mu niezbędne.

Ale pan czasem nie miał nawet asystenta. Trener Grzegorz Kożan miał swoje obowiązki związane z drużynami młodzieżowymi i podczas meczów wyjazdowych był pan sam.

- Grzegorz był bardzo przydatny podczas meczów, a gdy go brakowało otrzymywałem uwagi od trenera Huberta Śledzińskiego. Radziliśmy sobie.

A z grona koszykarzy, kto dawał pozytywny impuls?

- Generalnie cały zespół podszedł bardzo profesjonalnie do tych ostatnich meczów. Rozmawialiśmy, motywowaliśmy się, napędzaliśmy do dobrej gry w meczach. Doświadczeni Konrad Wysocki, Deonta Vaughn, Greg Surmacz trzymali w ryzach zespół i pokazywali, że trzeba jak najlepiej wypełnić kontrakty do końca.

Kibice wybrali MVP Konrada Wysockiego. Pan się z tym wyborem zgadza?

- Zdecydowanie tak. Jego podejście do treningów, profesjonalizm poza boiskiem i zaangażowanie w mecze mogły stanowić wzór.

Bartosz Jankowski zagrał w sumie pięć minut w pięciu meczach, Adrian Warszawski jeszcze mniej. Wiedząc, że zwycięstwa są niemal nierealne nie miał pan ochoty bardziej promować włocławskiej młodzieży? Wyniki może byłyby gorsze, ale to na pewno zostałoby panu dobrze zapamiętane…

- Odpowiedź na to pytanie padła właściwie już wcześniej: chciałem wygrać każdy mecz i wierzyłem, że jest to możliwe. Grałem o zwycięstwa, a nie o ogrywanie młodych. Z całym szacunkiem do naszych juniorów, ich gra zmniejszałaby szanse na wygrane.

Krzysztof Krajniewski osiemnaście minut, Maciej Raczyński czterdzieści siedem minut. Skąd ta dysproporcja między graczami z podobnej pozycji?

- Maciek zasłużył na grę swoją sportową postawą przez cały sezon. Był typem koszykarza, który podchodzi do zawodu bardzo profesjonalnie. Mogę go porównać jedynie do Konrada Wysockiego. Nie było z nim żadnych problemów. Bez względu na to, czy grał, czy nie. Bez oglądania się na to, czy trenerem jest Niedbalski, Krunić, czy to byłem ja. Jeśli chodzi o Krzyśka, to miałem wrażenie, że z niego pod koniec uszło już powietrze. Stąd takie moje decyzje personalne.

Jak zakończył się ten sezon dla drużyny? Co działo się po ostatnim gwizdku w meczu z AZS Koszalin?

- Poszliśmy do szatni, porozmawialiśmy, podziękowaliśmy sobie wzajemnie. I tyle. Nie było uroczystych kolacji, podsumowań, klepania się po plecach. Koszykarze spotkali się później prywatnie i w swoim gronie (i gronie swoich rodzin) spędzili wieczór. Myślę że na tym ostatnim etapie zawiązała się między nimi nic porozumienia. Mieli poczucie, że dotrwali do końca i z meczów, w których skazywani byli na pożarcie wyszli z twarzą. Sezon był najgorszy jaki tylko mógł być, tego nie da się ukryć. Dlatego jakieś świętowanie byłoby nieprzyzwoite.

Teraz przed panem praca w reprezentacji Polski U-20. Jak będziecie się przygotowywać do mistrzostw Europy dywizji A?

- Zaczynamy już w piątek zgrupowaniem w Zgorzelcu. Później jedziemy na dwumecz do Niemiec, następnie kolejne zgrupowania, konferencja trenerska w Katowicach, sparingi, turnieje i w końcu mistrzostwa Europy we Włoszech. Cała „kampania” zakończy się 21 lipca.

Którzy ze znanych nam z Włocławka młodych koszykarzy dostaną szansę w reprezentacji?

- Jednym z czołowych zawodników będzie oczywiście Mikołaj Witliński. W ostatniej chwili powołanie na zgrupowanie do Zgorzelca otrzymał również Adrian Warszawski. W szerokiej kadrze znajduje się jeszcze Bartosz Jankowski.

Na koniec proszę zdradzić: kiedy poznamy pańską przyszłość, jeśli chodzi o pracę w koszykówce klubowej?

- Tego nie wiem…

Szuka pan pracy jako pierwszy trener?

- Nie zamykam sobie żadnej drogi. To od czyjejś oceny mojej pracy zależy, gdzie będzie mnie widział, a nie od moich oczekiwań. Uwielbiam pracę asystenta, realizuję się w niej, ale wiem też, że dałbym sobie radę jako główny szkoleniowiec. Uczyłem się zawodu na studiach, zdobyłem sześcioletnie doświadczenie w pracy w klubie zarówno w koszykówce młodzieżowej jaki i seniorskiej, z reprezentacją osiągnąłem dobry wynik na EuroBaskecie dywizji A.

Czeka pan na propozycje z Włocławka, czy z innych miast?

- Generalnie czekam na propozycje.