Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

M. Witliński: Nie odczuwałem zainteresowania

Środa, 30 Lipca 2014, 11:12, Michał Fałkowski

Osiemnastoletni Mikołaj Witliński został trzecim zbierającym Mistrzostw Europy do lat 20. Na turnieju zaliczał tak znakomite występy jak choćby przeciw (wtedy aktualnym mistrzom kontynentu) Włochom, którym zaaplikował 17 punktów i 17 zbiórek. Czy został dostrzeżony przez skautów wielkich klubów? Odpowiedź w wywiadzie.

Odpoczywasz wreszcie?

- Tak, odpoczywam w Gdyni. Od czasu do czasu pójdę na plażę, spotkam się ze znajomymi, pośpię dłużej. Zwykły relaks.

W miniony weekend twoje miasto gościło wielką imprezę lotniczą. Byłeś? Widziałeś?

- Tak, wybrałem się zobaczyć to cudo, ale nie wytrzymałem długo. Jak dla mnie było zbyt dużo ludzi i robiło się mało sympatycznie.

Ze swoim wzrostem przynajmniej nie masz problemów, żeby wszystko dobrze widzieć z tłumu…

- To prawda. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby mi ktoś zasłaniał (śmiech).

Pamiętam, przed rokiem, gdy relacjonowaliśmy twój udział w ME U18 dzwonił twój tata i prosił o zmianę danych w rubryce wzrost: „Już nie 205, już 207 cm!”. Czy teraz też powinniśmy ją uaktualnić?

- Pewnie stanąłem gdzieś pomiędzy 207 a 208. Jak zaczną się przygotowania, to muszę się dokładnie zmierzyć. Póki co, możemy zostać przy tym co było.

To skoro zacząłem od tego co było przed rokiem, to przypomnę ci jeszcze, że po ME U18 trochę narzekałeś na poziom niektórych rywali. Rozumiem, że w Grecji na ME U20, w dodatku dywizji A, musiałeś się już solidnie napracować.

- Wtedy pojechaliśmy na mistrzostwa w roli faworytów i rzeczywiście okazało się, że niewiele drużyn może nam się solidnie postawić. W tym roku byliśmy debiutantem, graliśmy w dywizji A, w dodatku w kategorii wiekowej będącej bezpośrednim zapleczem kadr seniorskich. Od tych mistrzostw wyższy rangą jest tylko EuroBasket. Ja w tym gronie byłem o rok młodszy niż 90 procent pozostałych zawodników. Było więc ciężko i było się od kogo uczyć.

Mimo, że w tej chwili masz tak naprawdę dopiero 18 lat, to jednak byłeś liderem naszej reprezentacji. Jak się czułeś w tej roli?

- Nie przesadzajmy, ja robiłem tylko to, czego wymagał ode mnie trener. W kadrze zebrali się naprawdę najlepsi młodzi zawodnicy z Polski, a ja nie czułem się ważniejszy od żadnego z nich. Skupiałem się na każdym kolejnym meczu i na swoich zadaniach. Nie myślałem o tym, czy jestem liderem, czy nie.

Dyplomatyczna odpowiedź. To zapytam inaczej: gdzie czułeś większą odpowiedzialność – w Anwilu, czy w reprezentacji?

- Muszę przyznać, że w reprezentacji. W Anwilu wiedziałem, że w 2 minuty raczej nie przesądzę o wyniku, a w kadrze grałem nie raz po 30 minut i dużo ode mnie zależało. To była fajna presja.

Po sparingach i dziewięciu meczach na mistrzostwach poczułeś wreszcie ten sezon w kościach?

- Oj tak. W niedługim czasie rozegraliśmy 19 meczów, plus ciężkie treningi. Jak wracaliśmy z mistrzostw, to rozmawialiśmy ze sobą, że czujemy już trudy letniego grania. Każdy był zmęczony fizycznie i psychicznie.

Ile wizytówek agentów i managerów znanych klubów przywiozłeś z Grecji?

- Ani jednej. Nie odczuwałem zainteresowania swoją osobą.

Nie wierzę. Na mistrzostwa Europy U20 zawsze zjeżdżają skauci i agenci z całego świata. To tam wypatruje się największe młode talenty. Ty, będąc trzecim zbierającym mistrzostw i liderem kadry, która zajęła 9. miejsce, musiałeś z się naleźć w niejednym notatniku…

- Być może tak, a być może nie. Agenci wiedzą, że gdy gra się codziennie, a do tego intensywnie trenuje, to nie ma szans na myślenie o karierze. Człowiek skupia się tylko na turnieju. I dlatego nikt mi nie przeszkadzał w robieniu tego, po co pojechałem na mistrzostwa. Można powiedzieć, że byłem wyłączony z zajęć spoza kręgu: mecz, trening, przejazd i posiłek.

Jesteś w stanie wskazać najtrudniejszy i najprzyjemniejszy moment mistrzostw?

- Najlepiej wspominam mecz z Rosją. Wysoka stawka i świetny rywal sprawiły, że zmobilizowaliśmy się do granic możliwości. I dostaliśmy to, co chcieliśmy – zwycięstwo. Cieszyliśmy się strasznie, co wzbudziło wiele pozytywnych komentarzy na mistrzostwach. Wszyscy zobaczyli jak zgraną i jak zaangażowaną byliśmy drużyną. Najtrudniej zrobiło się kiedy zaczęliśmy przegrywać w drugiej rundzie. Trzy porażki w grupie i do tego w dość kiepskim stylu sprawiły, że byliśmy mocno przygnębieni. Na szczęście później jeszcze raz się odbiliśmy.

Podczas okresu przygotowawczego Rosjanie byli od was lepsi. W mistrzostwach wygraliście wy. Czym się różniły te mecze?

- W trakcie przygotowań dwa razy przegraliśmy z Rosjanami. Chociaż wydawało się, że możemy z nimi nawiązać walkę, to jednak widać było, że potencjał mają zdecydowanie większy. Tyle tylko, że w mistrzostwach liczy się jeszcze zaangażowanie. Oni myśleli, że się gładko po nas przejadą po raz trzeci, a my zmobilizowaliśmy się tak, że do tego nie dopuściliśmy. Myślę, że wygraliśmy, bo mieliśmy większe serca do walki.

Lepszy o jakie elementy wrócisz do Anwilu?

- Przede wszystkim wrócę ograny. Te mistrzostwa dały mi dużo boiskowego doświadczenia, czyli tego, czego tak bardzo potrzebowałem. Podszkoliłem również grę tyłem do kosza i grę jeden na jeden.

Zobrazuj nam poziom mistrzostw: najlepsi rywale z turnieju stawiali trudniejsze warunki niż gracze TBL?

- Najlepsi tak. Myślę, że wielu z tych zawodników, przeciw którym grałem, dałoby sobie radę w naszej lidze.

A taki Mam Jaiteh byłby pewnie nawet gwiazdą…

- Miałby duże szanse. Rywalizacja z nim była dużym wyzwaniem. Świetny, ukształtowany podkoszowy, który może być w przyszłości filarem europejskich potęg, albo trafi do NBA.

W bardzo ważnym meczu ze Słowenią stanąłeś naprzeciw innego znakomitego centra Tomaza Bolciny. Rywal miał nie zagrać z powodu faula technicznego, a tymczasem pozwolono mu wystąpić. Nie zdeprymowało cię to?

- Nawet się cieszyłem, że Słoweńcy przystąpili do meczu w pełnym składzie. Przynajmniej wiedzieliśmy jak się na nich przygotować. A dla mnie osobiście, im trudniejszy rywal, tym lepsza nauka do zebrania. Bolcina bardzo mi więc pasował.

Trener Mariusz Niedbalski rozpisał ci jakieś ćwiczenia na czas przerwy pomiędzy kadrą a zgrupowaniem Anwilu?

- Nie, nie musiał. Bardziej jest mi potrzebna chwila oddechu niż kolejne treningi. Do nich wrócę za 2 – 3 tygodnie. Póki co, staram się tylko utrzymywać w ruchu, chodzę na siłownię, aktywnie spędzam czas.

Liga rusza na początku października. Czy razem z nią zaczniesz również studia? Matura podobno zdana…

- Tak, kiedy byliśmy na turnieju w Turcji dostałem informację, że wyniki mojej matury są pozytywne. Cieszyliśmy się razem z Damianem Jeszke i Przemkiem Aťołnierewiczem, bo oni też zdali. A co do przyszłości, to rzeczywiście chciałbym studiować. Może jakiś indywidualny tok na AWF? Zobaczymy.