Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

M. Ignerski: Stworzyliśmy świetny zespół

Czwartek, 25 Maja 2006, 1:00, Michał Fałkowski

- Czujemy niedosyt po tych finałach, mieliśmy ambicje, bardzo w siebie wierzyliśmy i chcieliśmy osiągnąć coś więcej niż wicemistrzostwo. Realia okazały się inne. Po trzecim, pechowo przegranym meczu coś w nas pękło i trudno było nam się podnieść. – mówi o tegorocznym finale Dominet Basket Ligi srebrny medalista i wicemistrz Polski z Anwilem Włocławek, Michał Ignerski.

 

Paweł Gawinecki: Jak oceniasz Wasz występ w tegorocznym finale? Po pierwszych trzech dobrych spotkaniach, w kolejnych dwóch byliście zdecydowanie słabsi od Prokomu. Co było tego przyczyną?

 

Michał Ignerski: Czujemy niedosyt po tych finałach, mieliśmy ambicje, bardzo w siebie wierzyliśmy i chcieliśmy osiągnąć coś więcej niż wicemistrzostwo. Realia okazały się inne. Po trzecim, pechowo przegranym meczu coś w nas pękło i trudno było nam się podnieść. W czwartym i piątym meczu to Prokom czuł się pewnie i spokojnie. Sopocianie posiadali szeroki i równy skład, który pozwolił im na częste zmiany. My takiego komfortu nie mieliśmy i z meczu na mecz byliśmy coraz słabsi. Myślę jednak, że po trudach, które wstępowały na początku sezonu ten srebrny medal nabrał większego znaczenia i powinien cieszyć.

 

Czy zgodzisz się, że kluczowym momentem finału był niecelny rzut Roberta Witki zza linii 6,26 w końcówce pierwszego meczu we Włocławku?

 

Nie lubię gdybać, ale jeżeli Robi (Robert Witka przyp. red.) trafiłby ostatni rzut w trzecim meczu, finały potoczyłyby się pewnie inaczej. To jest koszykówka i  akurat tego dnia piłka nie chciała wpaść do kosza. Popełniliśmy w tym meczu kilka prostych błędów, które się na nas zemściły. Prokom miał natomiast dużo szczęścia i w tym upatruję powód naszej porażki.

 

W pierwszych spotkaniach w Sopocie dwukrotnie byłeś najlepszym strzelcem Anwilu, póŸniej było zdecydowanie gorzej. Wynikało to z tak dobrej obrony Masiulisa, czy na koniec wyszło zmęczenie całym sezonem i przyszła obniżka formy?

 

Ta pechowa przegrana coś we mnie zmieniła. Po pierwszym meczu we Włocławku byłem bardzo zły, ale jeszcze bardziej zmobilizowany . Fizycznie czułem się jednak Ÿle. Przez pierwsze trzy mecze pilnowałem Jagodnika i Nordgaarda o których mówiło się, że mają spadek formy. To właśnie w upilnowanie tych dwóch graczy włożyłem najwięcej sił, co było widoczne w póŸniejszych spotkaniach. Masiulis nie był powodem mojej słabszej gry. To bardzo dobry gracz ,ale sędziowie pozwalają mu na wszystko. Grałem Ÿle, bo nie trafiałem z pozycji z których często wpadało, niestety taka jest koszykówka. Myślę, że zatrzymałem się sam, co wynikało z tego, że za bardzo chciałem pomóc drużynie. Często w naszym zespole próbowaliśmy rozwiązań indywidualnych, a z tego nie było tzw. łatwych punktów. To nas zgubiło, bo w finale szczególnie liczy się zespołowość zarówno w obronie jak i w ataku.

 

Nie nachodziły Ciebie myśli, że to właśnie Twoich punktów zabrakło drużynie w trudnych momentach?

 

Czułem odpowiedzialność, że muszę pociągnąć zespół, ale ja to lubię. Niestety nie udała mi się ta sztuka we wszystkich meczach finałowych. Koledzy zrobili co w ich mocy. Jestem zły tylko na siebie! Ostatnie mecze dały mi taką mobilizację do pracy, że juz nie mogę usiedzieć na miejscu. Chciałbym odpocząć, ale myślę już, co muszę poprawić w swojej grze i co muszę zmienić w swoim myśleniu.

 

Sezon 2005/2006 przeszedł już do historii, jesteś zadowolony, że wybrałeś przed rozpoczęciem rozgrywek ofertę Anwilu?

 

Jestem bardzo zadowolony! W Anwilu stworzyliśmy świetny zespół. Tworzyliśmy grupę naprawdę fajnych i lubiących się ludzi - nie tylko na boisku. W klubie również panowała dobra atmosfera. We Włocławku są też znakomici kibice dzięki którym idziesz na halę i praca sprawia ci wielka radość. Dziękuję wszystkim za ten trudny, ale miły rok.

 

Wielu obawiało się Twojej współpracy z Andrejem Urlepem. Czy rzeczywiście to taki „straszny” szkoleniowiec?

 

Może i wielu się obawiało, ale na pewno nie ja! Lubię wymagających trenerów, bo sam wiele wymagam od siebie i innych. Tylko taki trener może mnie czegoś nauczyć i ja tego oczekuję. Nikt nie musi mnie klepać po plecach i mówić, że jest wszystko dobrze. Trener musi powiedzieć co robię Ÿle i jak mogę to poprawić. Ważne jest by widział nie tylko błędy, ale umiał tez pochwalić, bo jest to ważne dla zawodnika. Takie podejście szkoleniowca motywuje do jeszcze większej pracy. Trener Urlep jest profesjonalistą i co najważniejsze ma dobry kontakt z zawodnikami. Osobiście nie miałem z nim żadnych konfliktów, wręcz przeciwnie, rozmawiałem szczerze o wszystkim i właśnie za to go szanuję.

 

W DBL notowałeś średnio 15,4 pkt., 4,5 zb. w ULEB Cup było troszkę gorzej 14,3 pkt. i 3,8 zb.. Są to zbliżone statystki sprzed roku, kiedy występowałeś w Ašląsku Wrocław. Jesteś zadowolony ze swojej postawy?

 

Tak i nie… Przede wszystkim nie wygraliśmy mistrzostwa a w to wierzyłem od początku sezonu. Nigdy nie jest tak, aby nie mogło być lepiej. Nie porównuję tych dwóch lat do siebie. Statystyki nie maja dla mnie żadnego znaczenia. Robiłem to czego ode mnie wymagano. Raz wychodziło mi to lepiej raz gorzej, ale po tym sezonie na pewno czuję się bardziej wartościowym graczem.

 

Jak oceniłbyś atmosferę, która panowała w drużynie? Ciągłe zmiany kadrowe i szukanie optymalnego składu nie wpływają chyba dobrze na nastrój w zespole…

 

Na początku byliśmy zdenerwowani cała sytuacją, ale patrzyliśmy z nadzieją w przyszłość. Mimo ciągłych zmian składu zespołu wierzyliśmy w końcowy sukces. Ta wiara przyniosła efekt – jesteśmy wicemistrzami Polski.

 

Gdyby Anwil rozpoczął sezon w takim składzie, jak kończył rozgrywki, uważasz, że osiągnęlibyśmy lepszy wynik w lidze, jak i w Pucharze ULEB?

 

Jestem tego pewny! Zespół potrzebuje czasu, aby się zrozumieć na boisku .Gdybyśmy byli razem od początku to zgranie i co z tym idzie lepsza gra przyszłaby wcześniej.

 

Sezon już się skończył a wraz z nim kontrakt z Anwilem, zastanawiałeś się gdzie spędzisz następny rok?

 

Zaczynam o tym myśleć. Na razie nie mogę się na tym skupić w stu procentach, gdyż bardzo powoli opuszcza mnie żal jaki pozostał po finałach.

 

Anwilowi nie udało się sięgnąć po Mistrzostwo Polski, więc ponownie będzie występował na zapleczu Euroligi. Jest więc szansa byś ponownie reprezentował Anwil w kolejnych rozgrywkach?

 

Może tak, może nie… Czas pokaże.

 

Przed Tobą krótki odpoczynek, bo już niedługo rozpoczną się treningi kadry z nowym trenerem – Andrejem Urlepem. Uważasz, że powołanie Słoweńca na funkcję szkoleniowca Reprezentacji Polski to słuszna decyzja?

 

Uważam, że tak. Andrej Urlep to na chwilę obecną najlepszy trener dla Reprezentacji. Mam nadzieję, że nie będzie żałował swojej decyzji i z jego pomocą polska kadra odbije się od dna.

 

Trenowałeś już w tym roku z Urlepem, jak porównałbyś jego metody szkoleniowe z byłym trenerem kadry – Veselinem Maticiem?

 

Trudno porównać pracę trenera reprezentacji do trenera klubowego. W kadrze czas na przygotowanie jest znacznie krótszy niż w zespole ligowym. Za trenerem Urlepem przemawiają wyniki oraz znajomość polskich graczy i polskich realiów.

 

Na co będzie stać nową Reprezentację w najbliższych eliminacjach do Mistrzostw Europy?

 

Trudno powiedzieć. Na pewno czeka nas ciężka praca przez cały okres przygotowawczy, póŸniej przyjdzie czas walki we wszystkich spotkaniach. Mam nadzieję, że z czasem przyjdą dobre wyniki, czego wszystkim życzę.

 

Na koniec naszej rozmowy chciałbyś powiedzieć coś włocławskim fanom?

 

Chciałbym ciepło podziękować za cały miniony sezon. Miałem okazję poznać tych najprawdziwszych kibiców, którzy kiedy nam nie szło byli obok, wspierali i wierzyli. Na tym polega kibicowanie i takich ludzi nie brakuje we Włocławku. Ten srebrny medal to Wasz duży wkład i Wasz sukces.