Zwycięsko kończy rok 2012 Anwil Włocławek. Koszykarze trenera Miliji Bogicevicia pokonali dotychczasowego lidera tabeli PGE Turów Zgorzelec 67:58. Gospodarzy do wygranej poniósł głośny doping wypełnionej niemal po brzegi Hali Mistrzów. Znakomitej atmosferze na trybunach towarzyszyła twarda walka na boisku, za którą włocławian docenili nawet goście.
Zwycięsko kończy rok 2012 Anwil Włocławek. Koszykarze trenera Miliji Bogicevicia pokonali lidera tabeli PGE Turów Zgorzelec 67:58. Gospodarzy do wygranej poniósł głośny doping wypełnionej niemal po brzegi Hali Mistrzów. Znakomitej atmosferze na trybunach towarzyszyła twarda walka na boisku, za którą włocławian docenili nawet goście.
Rozgrywany w przedostatni dzień roku mecz przyniósł niesamowite emocje i każdy, kto przyszedł do Hali Mistrzów mógł się czuć usatysfakcjonowany. Potężnymi wsadami i blokami zachwycał Ruben Boykin, podania rodem z Euroligi rozdawał Krzysztof Szubarga, a spokojem i pewnością siebie imponował Seid Hajrić. Rywale również grali tak jak do tego przyzwyczaili w TBL i VTB, czyli nad wyraz skutecznie. Zwłaszcza w początkowej fazie meczu, gdy bezwzględnie wykorzystywali każdą możliwość do przedziurawienia kosza gospodarzy.
Na szczęście, Anwil pamiętał, że PGE Turów jest drużyną ultraofensywną i zatrzymać ją można tylko dobierając odpowiednie ustawienie w obronie. – W pierwszej kwarcie straciliśmy aż 25 punktów, ale wraz z upływem czasu graliśmy coraz lepszą defensywę. Dostosowaliśmy się do rywala i w rezultacie w ostatniej kwarcie pozwoliliśmy gościom zdobyć tylko 7 oczek – szukał decydujących przewag Przemysław Frasunkiewicz. Duże znaczenie miał fakt, iż włocławscy obrońcy umiejętnie kryli Michała Chylińskiego, który nie dość, że zawsze sprawiał Rottweilerom wiele kłopotów, to jeszcze ostatnio jest w świetnej formie. Tym razem zdobył tylko 5 punktów, zaledwie raz trafiając z gry.
Wygrana nie przyszła jednak łatwo. Wszystko przez Ivana Opacaka, który z zimną krwią wykorzystywał fakt, że Anwil skupił swoją obronę na Chylińskim, Celu i Miciciu. Chorwacki skrzydłowy trafił do przerwy wszystkie swoje rzuty z gry (3 z 3 za 2 punkty i 4 z 4 za trzy), sprawiając, że goście zeszli na przerwę przy minimalnej przewadze 39:38. Nie pomagały potężne wsady Rubena Boykina nad Damianem Kuligiem, ani pewna ręka Nikoli Jovanovicia rzucającego z linii osobistych. Wszystko niwelował jeden człowiek, Ivan Opacak.
Na szczęście, druga połowa miała już innych bohaterów. Za trzy zaczął trafiać Krzysztof Szubarga, punkty dorzucili Przemysław Frasunkiewicz z Nikolą Jovanoviciem i szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na korzyść gospodarzy. W 30. minucie Anwil prowadził 55:51, ale tę różnicę PGE Turów zdołał jeszcze zniwelować. Zgorzelczanie nie znaleźli jednak odpowiedzi na trudne warunki postawione przez Anwil w połowie ostatniej odsłony.
Zespołowa, spokojna obrona, poparta zaangażowaniem w ataku przyniosła takie akcje, jak ta Michała Sokołowskiego z 34. minuty. Młody Polak najpierw z poświęceniem zebrał w ataku, następnie znakomicie podał do Seida Hajricia, a temu nie pozostało nic innego, jak tylko z impetem umieścić piłkę w koszu. – Sokołowski wykonał tą akcję w momencie, kiedy mieliśmy duży problem w ataku. Dzięki niemu się odblokowaliśmy i to jest najlepszy dowód na to, że każdy dołożył własną cegiełkę do tego ważnego zwycięstwa – mówił później Przemysław Frasunkiewicz. Dodajmy, że w kolejnej akcji „Sokół” wymusił faul w ataku Łukasza Wichniarza, a akcję wywalczoną przez Anwil zakończył Jovanović i było 59:55.
Od tego momentu, w drużynie PGE Turowa, celnie potrafił przymierzyć tylko Piotr Stelmach (59:58). Zaciekła obrona Anwilu oraz gromki doping z trybun zupełnie sparaliżowały gości i pozwoliły zbudować ostateczną przewagę. Wielkie słowa uznania za końcowy fragment meczu należą się Rubenowi Boykinowi. Niespełna 4 minuty przed końcem Amerykanin zmienił na pozycji centra Seida Hajricia i zupełnie zdominował tablice. Cztery razy zebrał piłki z obręczy, w tym dwa przy decydujących akcjach w ataku. Dzięki jego poświęceniu pod koszem, skuteczne akcje mogli przeprowadzić Szubarga i Jovanović, co dało prowadzenie 66:58 na 1,5 minuty przed końcem. Wynik meczu rzutem osobistym ustalił kapitan Anwilu.
- Dzisiejsze zwycięstwo to zasługa tylko i wyłącznie kibiców, którzy udzielili naszej drużynie wielkiego wsparcia – powiedział po meczu trener Milija Bogicević i nie było w jego słowach ani odrobiny przesady. Fani Anwilu, wypełniając Halę Mistrzów niemal po ostatnie krzesełko, urządzili prawdziwie sylwestrową zabawę. Efekt? PGE Turów strącony z pozycji lidera. Awans Anwilu na 5 miejsce w tabeli i dobre nastroje przed nowym rokiem.
Anwil Włocławek - PGE Turów Zgorzelec 67:58 (22:25, 16:14, 17:12, 12:7)Na szczęście, Anwil pamiętał, że PGE Turów jest drużyną ultraofensywną i zatrzymać ją można tylko dobierając odpowiednie ustawienie w obronie. – W pierwszej kwarcie straciliśmy aż 25 punktów, ale wraz z upływem czasu graliśmy coraz lepszą defensywę. Dostosowaliśmy się do rywala i w rezultacie w ostatniej kwarcie pozwoliliśmy gościom zdobyć tylko 7 oczek – szukał decydujących przewag Przemysław Frasunkiewicz. Duże znaczenie miał fakt, iż włocławscy obrońcy umiejętnie kryli Michała Chylińskiego, który nie dość, że zawsze sprawiał Rottweilerom wiele kłopotów, to jeszcze ostatnio jest w świetnej formie. Tym razem zdobył tylko 5 punktów, zaledwie raz trafiając z gry.
Wygrana nie przyszła jednak łatwo. Wszystko przez Ivana Opacaka, który z zimną krwią wykorzystywał fakt, że Anwil skupił swoją obronę na Chylińskim, Celu i Miciciu. Chorwacki skrzydłowy trafił do przerwy wszystkie swoje rzuty z gry (3 z 3 za 2 punkty i 4 z 4 za trzy), sprawiając, że goście zeszli na przerwę przy minimalnej przewadze 39:38. Nie pomagały potężne wsady Rubena Boykina nad Damianem Kuligiem, ani pewna ręka Nikoli Jovanovicia rzucającego z linii osobistych. Wszystko niwelował jeden człowiek, Ivan Opacak.
Na szczęście, druga połowa miała już innych bohaterów. Za trzy zaczął trafiać Krzysztof Szubarga, punkty dorzucili Przemysław Frasunkiewicz z Nikolą Jovanoviciem i szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na korzyść gospodarzy. W 30. minucie Anwil prowadził 55:51, ale tę różnicę PGE Turów zdołał jeszcze zniwelować. Zgorzelczanie nie znaleźli jednak odpowiedzi na trudne warunki postawione przez Anwil w połowie ostatniej odsłony.
Zespołowa, spokojna obrona, poparta zaangażowaniem w ataku przyniosła takie akcje, jak ta Michała Sokołowskiego z 34. minuty. Młody Polak najpierw z poświęceniem zebrał w ataku, następnie znakomicie podał do Seida Hajricia, a temu nie pozostało nic innego, jak tylko z impetem umieścić piłkę w koszu. – Sokołowski wykonał tą akcję w momencie, kiedy mieliśmy duży problem w ataku. Dzięki niemu się odblokowaliśmy i to jest najlepszy dowód na to, że każdy dołożył własną cegiełkę do tego ważnego zwycięstwa – mówił później Przemysław Frasunkiewicz. Dodajmy, że w kolejnej akcji „Sokół” wymusił faul w ataku Łukasza Wichniarza, a akcję wywalczoną przez Anwil zakończył Jovanović i było 59:55.
Od tego momentu, w drużynie PGE Turowa, celnie potrafił przymierzyć tylko Piotr Stelmach (59:58). Zaciekła obrona Anwilu oraz gromki doping z trybun zupełnie sparaliżowały gości i pozwoliły zbudować ostateczną przewagę. Wielkie słowa uznania za końcowy fragment meczu należą się Rubenowi Boykinowi. Niespełna 4 minuty przed końcem Amerykanin zmienił na pozycji centra Seida Hajricia i zupełnie zdominował tablice. Cztery razy zebrał piłki z obręczy, w tym dwa przy decydujących akcjach w ataku. Dzięki jego poświęceniu pod koszem, skuteczne akcje mogli przeprowadzić Szubarga i Jovanović, co dało prowadzenie 66:58 na 1,5 minuty przed końcem. Wynik meczu rzutem osobistym ustalił kapitan Anwilu.
- Dzisiejsze zwycięstwo to zasługa tylko i wyłącznie kibiców, którzy udzielili naszej drużynie wielkiego wsparcia – powiedział po meczu trener Milija Bogicević i nie było w jego słowach ani odrobiny przesady. Fani Anwilu, wypełniając Halę Mistrzów niemal po ostatnie krzesełko, urządzili prawdziwie sylwestrową zabawę. Efekt? PGE Turów strącony z pozycji lidera. Awans Anwilu na 5 miejsce w tabeli i dobre nastroje przed nowym rokiem.
Anwil: Jovanović 15, Szubarga 14, Frasunkiewicz 10, Weeden 9, Hajrić 8, Boykin 5, Ginyard 4, Bartosz 2, Eitutavicius 0, Sokołowski 0
Turów: Opacak 26, Zigeranović 13, Kulig 5, Chyliński 5, Cel 4, Stelmach 3, Micić 2, Wichniarz 0, Aleksić 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI