Dla Krzysztofa Szubargi najbliższy finał będzie pierwszym w jego karierze. Sam zawodnik nie może się już doczekać rywalizacji z Asseco Prokomem. - Grą w ćwierćfinale i półfinale udowodniliśmy już, że ta lokata w pełni nam się należała i teraz przed nami walka o złoty medal – mówi przed finałem rozgrywający Anwilu Włocławek, Krzysztof Szubarga.
Dla Krzysztofa Szubargi najbliższy finał będzie pierwszym w jego karierze. Sam zawodnik nie może się już doczekać rywalizacji z Asseco Prokomem. - Grą w ćwierćfinale i półfinale udowodniliśmy już, że ta lokata w pełni nam się należała i teraz przed nami walka o złoty medal – mówi przed finałem rozgrywający Anwilu Włocławek, Krzysztof Szubarga.
Jacek Seklecki: Äwierćfinał ubiegłorocznego play-off to rywalizacja Pana Stali Ostrów z Asseco Prokomem. Jak wspomina Pan tamtą serię?
Krzysztof Szubarga: Mieliśmy wtedy bardzo okrojony skład. Wcześniej z powodów pozasportowych trzech podstawowych graczy opuściło nasz zespół, a mimo to pokazaliśmy w tych meczach ogromną wolę walki i nasz waleczny charakter. Wszyscy mówili, że wielki Asseco Prokom będzie daleko poza naszym zasięgiem, ale udowodniliśmy, że to też są ludzie i też można z nimi wygrać. Przegraliśmy dopiero w piątym meczu i to w samej końcówce, gdyż dopiero w czwartej kwarcie uwidoczniła się przewaga rywala. Nie udało się, ale wspominam tę serię bardzo dobrze.
Teraz znów przyjdzie zmierzyć się Panu z mistrzem Polski, ale nastawienie chyba nieco inne. Jak porównałby Pan nastawienie przed tamtą serią i przed tą, która zacznie się już w weekend?
- Obie sytuacje ciężko porównywać. Pomijając kwestie pozasportowe to Anwil ma dziesięciu równych zawodników, a nie tak jak w Ostrowie Wielkopolskim, gdzie graliśmy w szóstkę, siódemkę koszykarzy. Niestety w półfinale kontuzji doznał Andrzej Pluta, ale mam nadzieję, że jeszcze zdoła wrócić, gdyż jest to nasz podstawowy strzelec i bardzo na niego liczymy. Niemniej jednak mamy zastępcę dla naszego kapitana. Kamil Chanas pokazał w Starogardzie Gdańskim, że również można na niego liczyć, więc nawet jak przyjdzie nam grać bez Andrzeja całą serię to na pewno będziemy walczyć.
Kontuzja Pluty ograniczyła wam pole manewru jeśli chodzi o Polaków. To oznacza, że Pan będzie w tej serii wyjątkowo wykorzystywany.
- Zostało nas trzech, więc myślę, że każdy będzie dużo grał w tym finale. Bartłomiej Wołoszyn z Kamilem Chanasem nieco mniej grali w sezonie zasadniczym, także teraz na pewno będą w większym wymiarze czasowym przebywać na parkiecie. Oni już w Starogardzie Gdańskim pokazali, że są bardzo ważnymi ogniwami naszego zespołu, dlatego jestem pewien, że w finale będzie podobnie.
Wracając do Asseco Prokomu to trzeba zauważyć, że w tym sezonie skład mistrzów Polski jest bardzo podobny do tego z poprzednich rozgrywek, w których grał Pan przeciwko tej drużynie.
- To jest ogromny plus dla gdynian. Tak właśnie w Polsce się utarło, że koszykarze często zmieniają swoje miejsce pracy, a kluby nie starają się zatrzymać zawodników na dłuższy okres czasu. Jeżeli jest taki przypadek jak w Asseco Prokomie, gdzie zostali Logan, Woods, Ewing, Burrell, Hrycaniuk i kilku innych to na pewno taki zespół świetnie się rozumie, zawodnicy doskonale się znają i to jest ich bardzo wielki atut.
Po zwycięstwie w Starogardzie Gdańskim powiedział Pan, że to dla niego najlepszy sezon w karierze.
- I w pełni to podtrzymuje. Dotychczas to największy sukces w mojej karierze, bowiem jeszcze nigdy nie udało mi się awansować do finału. Mam jednak nadzieję, że szybko tę poprzeczkę podniosę o jeden stopień wyżej, gdyż cały czas walczymy o złoto.
Krzysztof Szubarga: Mieliśmy wtedy bardzo okrojony skład. Wcześniej z powodów pozasportowych trzech podstawowych graczy opuściło nasz zespół, a mimo to pokazaliśmy w tych meczach ogromną wolę walki i nasz waleczny charakter. Wszyscy mówili, że wielki Asseco Prokom będzie daleko poza naszym zasięgiem, ale udowodniliśmy, że to też są ludzie i też można z nimi wygrać. Przegraliśmy dopiero w piątym meczu i to w samej końcówce, gdyż dopiero w czwartej kwarcie uwidoczniła się przewaga rywala. Nie udało się, ale wspominam tę serię bardzo dobrze.
Teraz znów przyjdzie zmierzyć się Panu z mistrzem Polski, ale nastawienie chyba nieco inne. Jak porównałby Pan nastawienie przed tamtą serią i przed tą, która zacznie się już w weekend?
- Obie sytuacje ciężko porównywać. Pomijając kwestie pozasportowe to Anwil ma dziesięciu równych zawodników, a nie tak jak w Ostrowie Wielkopolskim, gdzie graliśmy w szóstkę, siódemkę koszykarzy. Niestety w półfinale kontuzji doznał Andrzej Pluta, ale mam nadzieję, że jeszcze zdoła wrócić, gdyż jest to nasz podstawowy strzelec i bardzo na niego liczymy. Niemniej jednak mamy zastępcę dla naszego kapitana. Kamil Chanas pokazał w Starogardzie Gdańskim, że również można na niego liczyć, więc nawet jak przyjdzie nam grać bez Andrzeja całą serię to na pewno będziemy walczyć.
Kontuzja Pluty ograniczyła wam pole manewru jeśli chodzi o Polaków. To oznacza, że Pan będzie w tej serii wyjątkowo wykorzystywany.
- Zostało nas trzech, więc myślę, że każdy będzie dużo grał w tym finale. Bartłomiej Wołoszyn z Kamilem Chanasem nieco mniej grali w sezonie zasadniczym, także teraz na pewno będą w większym wymiarze czasowym przebywać na parkiecie. Oni już w Starogardzie Gdańskim pokazali, że są bardzo ważnymi ogniwami naszego zespołu, dlatego jestem pewien, że w finale będzie podobnie.
Wracając do Asseco Prokomu to trzeba zauważyć, że w tym sezonie skład mistrzów Polski jest bardzo podobny do tego z poprzednich rozgrywek, w których grał Pan przeciwko tej drużynie.
- To jest ogromny plus dla gdynian. Tak właśnie w Polsce się utarło, że koszykarze często zmieniają swoje miejsce pracy, a kluby nie starają się zatrzymać zawodników na dłuższy okres czasu. Jeżeli jest taki przypadek jak w Asseco Prokomie, gdzie zostali Logan, Woods, Ewing, Burrell, Hrycaniuk i kilku innych to na pewno taki zespół świetnie się rozumie, zawodnicy doskonale się znają i to jest ich bardzo wielki atut.
Po zwycięstwie w Starogardzie Gdańskim powiedział Pan, że to dla niego najlepszy sezon w karierze.
- I w pełni to podtrzymuje. Dotychczas to największy sukces w mojej karierze, bowiem jeszcze nigdy nie udało mi się awansować do finału. Mam jednak nadzieję, że szybko tę poprzeczkę podniosę o jeden stopień wyżej, gdyż cały czas walczymy o złoto.
Dla wielu z was to największy sukces w karierze. Jaka panuje atmosfera w zespole?
- Oprócz Andrzeja Pluty to dla każdego z nas jest to pierwszy finał w karierze. Atmosfera w zespole jest świetna. Bardzo cieszymy się z tego, co już udało nam się osiągnąć, a osiągnęliśmy nie mało. Po dobrym sezonie zasadniczym przystąpiliśmy do play-off z wysokiego, drugiego miejsca w tabeli. Grą w ćwierćfinale i półfinale udowodniliśmy już, że ta lokata w pełni nam się należała i teraz przed nami walka o złoty medal. Tak, jak trener Griszczuk przed sezonem powiedział, że bierze pod swoje skrzydła młode wilki głodne sukcesu, tak wydaje mi się, że trafił z tym stwierdzeniem w dziesiątkę.
Do tej pory w play-off graliście z drużynami, które były mocno przetrzebione kontuzjami. Teraz przed wami Asseco Prokom, który na wąski skład nie może narzekać.
- Mają większa ilość zawodników w rotacji, ale patrząc na cały sezon to w kilku spotkaniach graliśmy bez naszych podstawowych zawodników, a ostatnio w półfinale bez Andrzeja Pluty i wygrywaliśmy. Po to jest drużyna, że gdy jeden zawodnik wypada ze składu to inny go zastępuje. Polpharma i Polonia Azbud miały z tym problem, ale automatycznie inni dostawali więcej minut i potrafili to wykorzystać. Z Asseco Prokomem na pewno będzie ciężko, mają dłuższą ławkę, nie będą aż tak eksploatowani przez trenera, ale my również mamy równorzędnych zmienników, dlatego nie wydaje mi się, aby to była jakaś duża przewaga.
Jakie wymieniłby Pan najsilniejsze strony gdynian?
- Qyntel Woods i David Logan. To są liderzy tej drużyny i w główniej mierze cała gra mistrzów Polski opiera się o tych dwóch koszykarzy.
W ostatnich 10 meczach z Anwilem zdobywali łącznie średnio ponad 40 punktów.
- To są świetni koszykarze i ciężko będzie ich zatrzymać w obronie indywidualnej, dlatego nasza w tym głowa, aby w obronie umiejętnie sobie pomagać przy tych zawodnikach i próbować zatrzymać ich zespołową obroną. Czy się to uda? Wszystko będzie zależało od całej naszej defensywy.
W sezonie zasadniczym dwa razy graliście z Asseco Prokomem i łącznie mieliście aż 35 strat. To ogromna ilość.
- To bardzo dużo. Nie wiem, czy to wynikało z ich defensywy, ale po części na pewno tak. Pamiętam spotkanie z Asseco Prokomem we Włocławku i popełnialiśmy w nim naprawdę głupie straty, po których drużyna rywala szybko przechodziła do kontry i zdobywała łatwe punkty. Pokazaliśmy jednak w Starogardzie Gdańskim, czyli przeciwko drużynie, która grała najlepszą obronę w naszej lidze, że umiemy z takim zespołem wygrywać i traciliśmy w tych spotkaniach niewiele piłek. Wierzę, że nasza koncentracja będzie na najwyższym poziomie i tylu strat notować nie będziemy.
Finał już tuż tuż. Adrenalina narasta z każdą godziną?
- Na pewno tak. Dla mnie to pierwszy finał, więc z czasem adrenalina będzie coraz większa. Szczerze mówiąc to już nie mogę się doczekać początku rywalizacji.
- Oprócz Andrzeja Pluty to dla każdego z nas jest to pierwszy finał w karierze. Atmosfera w zespole jest świetna. Bardzo cieszymy się z tego, co już udało nam się osiągnąć, a osiągnęliśmy nie mało. Po dobrym sezonie zasadniczym przystąpiliśmy do play-off z wysokiego, drugiego miejsca w tabeli. Grą w ćwierćfinale i półfinale udowodniliśmy już, że ta lokata w pełni nam się należała i teraz przed nami walka o złoty medal. Tak, jak trener Griszczuk przed sezonem powiedział, że bierze pod swoje skrzydła młode wilki głodne sukcesu, tak wydaje mi się, że trafił z tym stwierdzeniem w dziesiątkę.
Do tej pory w play-off graliście z drużynami, które były mocno przetrzebione kontuzjami. Teraz przed wami Asseco Prokom, który na wąski skład nie może narzekać.
- Mają większa ilość zawodników w rotacji, ale patrząc na cały sezon to w kilku spotkaniach graliśmy bez naszych podstawowych zawodników, a ostatnio w półfinale bez Andrzeja Pluty i wygrywaliśmy. Po to jest drużyna, że gdy jeden zawodnik wypada ze składu to inny go zastępuje. Polpharma i Polonia Azbud miały z tym problem, ale automatycznie inni dostawali więcej minut i potrafili to wykorzystać. Z Asseco Prokomem na pewno będzie ciężko, mają dłuższą ławkę, nie będą aż tak eksploatowani przez trenera, ale my również mamy równorzędnych zmienników, dlatego nie wydaje mi się, aby to była jakaś duża przewaga.
Jakie wymieniłby Pan najsilniejsze strony gdynian?
- Qyntel Woods i David Logan. To są liderzy tej drużyny i w główniej mierze cała gra mistrzów Polski opiera się o tych dwóch koszykarzy.
W ostatnich 10 meczach z Anwilem zdobywali łącznie średnio ponad 40 punktów.
- To są świetni koszykarze i ciężko będzie ich zatrzymać w obronie indywidualnej, dlatego nasza w tym głowa, aby w obronie umiejętnie sobie pomagać przy tych zawodnikach i próbować zatrzymać ich zespołową obroną. Czy się to uda? Wszystko będzie zależało od całej naszej defensywy.
W sezonie zasadniczym dwa razy graliście z Asseco Prokomem i łącznie mieliście aż 35 strat. To ogromna ilość.
- To bardzo dużo. Nie wiem, czy to wynikało z ich defensywy, ale po części na pewno tak. Pamiętam spotkanie z Asseco Prokomem we Włocławku i popełnialiśmy w nim naprawdę głupie straty, po których drużyna rywala szybko przechodziła do kontry i zdobywała łatwe punkty. Pokazaliśmy jednak w Starogardzie Gdańskim, czyli przeciwko drużynie, która grała najlepszą obronę w naszej lidze, że umiemy z takim zespołem wygrywać i traciliśmy w tych spotkaniach niewiele piłek. Wierzę, że nasza koncentracja będzie na najwyższym poziomie i tylu strat notować nie będziemy.
Finał już tuż tuż. Adrenalina narasta z każdą godziną?
- Na pewno tak. Dla mnie to pierwszy finał, więc z czasem adrenalina będzie coraz większa. Szczerze mówiąc to już nie mogę się doczekać początku rywalizacji.