Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Koszalin nie dla Włocławka

Środa, 06 Lutego 2013, 1:00, Michał Fałkowski

Anwil Włocławek nie wykorzystał atutu własnego parkietu i przegrał z Treflem Sopot batalię, która decydowała o udziale w Final Four Intermarche Basket Cup w Koszalinie w nadchodzący weekend. Włocławianom zdecydowanie zabrakło zimnej krwi w czwartej kwarcie i ostatecznie przegrali 72:79.

Anwil Włocławek nie wykorzystał atutu własnego parkietu i przegrał z Treflem Sopot batalię, która decydowała o udziale w Final Four Intermarche Basket Cup w Koszalinie w nadchodzący weekend. Włocławianom zdecydowanie zabrakło zimnej krwi w czwartej kwarcie i ostatecznie przegrali 72:79.
Dziewięć trójek na 12 prób zaaplikowali koszykarze Trefla Sopot już w pierwszej połowie i tym samym ustawili sobie dalszy przebieg środowego spotkania. Ciosy zadawane przez zawodników Mariusza Niedbalskiego były tym boleśniejsze, że rzuty wpadały rywalom nawet z najtrudniejszych pozycji. Tak jak jedna z prób Filipa Dylewicza, który równo z syreną kończącą pierwszą połowę trafił mniej więcej z linii środkowej i Trefl prowadził 46:33.

Dylewicz zupełnie inaczej rozpoczął batalię o awans do Final Four Intermarche Basket Cup w porównaniu z poprzednim meczem obu zespołów. W pojedynku ligowym sprzed kilku miesięcy trafił ogółem tylko dwukrotnie w 11 rzutach, zaś w środę już do przerwy miał na swoim koncie 16 oczek i cztery celne trójki.

10 oczek do przerwy na swoim koncie miał natomiast Sime Spralja – chorwacki środkowy sopockiego klubu, który kibiców w Ergo Arenie z pewnością przyzwyczaił już do tego, że punkty częściej zdobywa… rzutami z dystansu, niż spod kosza. Dla fanów zgromadzonych w środę w Hali Mistrzów mogło być to jednak swoiste zaskoczenie, gdy Spralja raz po raz karał obrońców Anwilu, gdy ci zostawiali mu zbyt dużo wolnej przestrzeni na obwodzie. Tym razem jednak Chorwat do czterech trójek dołożył jeszcze sześć celnych rzutów spod kosza i ogółem zgromadził na swoim koncie aż 24 punkty.

Zanim jednak Spralja mógł poczuć się bohaterem spotkania, Anwil Włocławek nie złożył broni i w trzeciej kwarcie punkt po punkcie zmniejszał piętnastopunktowy (33:48 na początku drugiej połowy) dystans do rywala. Trudno wskazać jednego zawodnika w zespole „Rottweilerów”, który mógłby zyskać miano lidera – w tej fazie spotkania włocławianie zaprezentowali najbardziej zespołową i skuteczną koszykówkę w przeciągu całym meczu, czego owocem były trafienia kilku zawodników: Krzysztofa Szubargi, Tony’ego Weedena, Seida Hajricia (wszyscy po pięć oczek) czy Nikoli Jovanovicia (cztery). Tym samym, Anwil trzykrotnie dochodził rywala na dystans zaledwie jednego punktu.


Niestety dla gospodarzy, przełamać sopocian się jednak nie udało, a co gorsza – pierwsze minuty czwartej odsłony były bliźniaczo podobne do końcówki drugiej kwarty. Najpierw dwa punkty zdobył Frank Turner, następnie trójkę zaliczył Adam Waczyński, a gdy piłkę na połowie Weedenowi wybrał Piotr Dąbrowski, Trefl wyszedł na prowadzenie 67:57.


Gospodarzy jak zwykle mobilizował jeszcze Szubarga, który szybko zdobył kontaktowe punkty, lecz rywale byli już na tyle rozpędzeni, że nawet dobra końcówka spotkania (trójka Rubena Boykina, pierwsze punkty w Anwilu Nikoli Vasojevicia) nie pozwoliła odrobić strat.

Anwil Włocławek - Trefl Sopot 72:79 (18:21, 15:25, 24:14, 15:19)

Anwil: Weeden 14, Hajrić 13, Szubarga 11, Jovanović 10, Łapeta 9, Sokołowski 5, Boykin 3, Ginyard 2, Frasunkiewicz 0, Vasojević 0

Trefl: Spralja 24, Dylewicz 16, Waczyński 14, Turner 10, Michalak 5, Dąbrowski 4, Harrington 4, Looby 2, Brembly 0

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI