Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Końcówka z przytupem

Niedziela, 12 Lutego 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Anwil Włocławek pokonał dziś w Warszawie miejscowy AZS Politechnikę 86:62. Ojcem zwycięstwa był John Allen, który zdobywając 28 punktów odciążył w ataku osłabioną formację podkoszową. Anwil kończy rundę zasadniczą na czwartym miejscu.

Anwil Włocławek pokonał dziś w Warszawie miejscowy AZS Politechnikę 86:62. Ojcem zwycięstwa był John Allen, który zdobywając 28 punktów odciążył w ataku osłabioną formację podkoszową. Anwil kończy rundę zasadniczą na czwartym miejscu.
Choć do Warszawy Anwil pojechał w pełnym składzie, to już podczas rozgrzewki okazało się, że trener Emir Mutapcić nie będzie mógł skorzystać z Corsleya Edwardsa i Kamila Maciejewskiego. Do zespołu powrócił natomiast Nick Lewis, ale i jego występ w stolicy skończył się na przedmeczowym rozruchu. Brak dwóch wysokich po raz kolejny okazał się trudny do zakamuflowania. Na centrze długo musiał grać Lawrence Kinnard, którego nominalna pozycja to niski skrzydłowy. Gdy dodamy do tego, że obok siebie miał Łukasza Majewskiego, to nie może dziwić, że do przerwy w walce pod koszami Anwil wcale nie dominował.

Braki wśród wysokich starał się zrekompensować John Allen. Amerykanin świetnie wykorzystywał fakt, że kryjący go koszykarze AZS-u byli mniej dynamiczni i raz za razem urywał im się na wysokości linii rzutów wolnych. Gdy zostawiali mu miejsce na obwodzie trafiał za trzy i tym sposobem do przerwy miał już na swoim koncie 20 punktów. Po meczu Allen wyznał, że jego forma wynikała z pełnej koncentracji. - Nie ważne z kim gram, zawsze staram się podchodzić do meczu ze stuprocentowym zaangażowaniem – mówił na konferencji prasowej.

Mimo dobrej gry Allena, w pierwszej połowie Anwil nie potrafił odskoczyć rywalom. Na tablicę wyników co rusz wracał wynik remisowy i nie pomagały nawet takie fortele jak jednoczesna gra Krzysztofa Szubargi i Lorinzy Harringtona. Po stronie miejscowych dobrze spisywali się Piotr Pamuła i Mateusz Ponitka. Dzięki ich trafieniom do przerwy utrzymał się wynik, który dawał im nadzieję na otwartą walkę w dalszej części meczu (40:46).

Na szczęście po powrocie z szatni Anwil znacząco poprawił grę w defensywie. – Wtedy pokazaliśmy wreszcie, że jesteśmy w stanie grać skuteczną obronę. To co nie udawało się w pierwszej połowie, zafunkcjonowało w drugiej. Myślę, że dobra postawa w obronie była decydująca dla naszego powodzenia – mówił trener Emir Mutapcić. Do szczelnej defensywy stopniowo zaczęła dołączać skuteczność w ataku. Trafieniami popisywał się szczególnie Bartłomiej Wołoszyn. Skrzydłowy szybko zaliczył 6 punktów z rzędu dając sygnał, że warszawianie słabną i można ich pognębić dynamicznymi akcjami.

Bezpieczną, dziesięciopunktową przewagę (44:54) zapewnił Anwilowi rzutami wolnymi Seid Hajrić. Kolejne punkty dorzucali co jakiś czas John Allen z Lawrence Kinnardem i różnica na korzyść włocławian zaczęła być coraz bardziej wyraźna. Właściwie, w połowie trzeciej kwarty jasne było, że tego meczu Anwil na pewno nie przegra. Tym bardziej, że zmęczeni gospodarze popełniali coraz więcej błędów, które Rottweilery zamieniały na przechwyty i łatwe punkty. Gdy trójkę na otwarcie ostatniej odsłony dorzucił Lorinza Harrington było 49:70 i nie pozostawało nic, jak tylko kontrolować grę i starać się utrzymać wysoką przewagę.

Dzięki znaczącej zaliczce trener Emir Mutapcić mógł sobie pozwolić na wpuszczenie na parkiet 19-letniego Mateusza Rutkowskiego. Dla młodego rozgrywającego był to trzeci mecz w Ekstraklasie i pierwszy, w którym zdobył punkty. Włocławianin zaliczył w końcówce meczu dynamiczne wejście pod kosz i przyczynił się do ostatecznego zwycięstwa 86:62.

AZS Politechnika Warszawska – Anwil Włocławek 62:86 (21:24, 19:22, 9:21, 13:19)

AZS Politechnika: Ponitka 14, Pamuła 12, Nowakowski 9, Pełka 7, Kucharek 6, Mokros 5, Popiołek 3, Nowicki 3, Wilczek 3, Kowalczyk 0

Anwil: Allen 28, Wołoszyn 13, Kinnard 10, Hajrić 10, Majewski 7, Berisha 6, Szubarga 4, Sokołowski 3, Harrington 3, Rutkowski 2


SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI