Kevyn Green był pierwszym zagranicznym zawodnikiem, który tego lata zdecydował się związać kontraktem z Anwilem Włocławek. Ponieważ Amerykanin nie grał jeszcze na europejskich parkietach i dla wielu kibiców może być postacią anonimową, postanowiliśmy nieco przybliżyć jego sylwetkę. Specjalnie dla nas Kevyn Green opowiada o sobie.
Kevyn Green był pierwszym zagranicznym zawodnikiem, który tego lata zdecydował się związać kontraktem z Anwilem Włocławek. Ponieważ Amerykanin nie grał jeszcze na europejskich parkietach i dla wielu kibiców może być postacią anonimową, postanowiliśmy nieco przybliżyć jego sylwetkę. Specjalnie dla nas Kevyn Green opowiada o sobie.
Opowiedz, jak to się stało, że wprost z uniwersytetu znalazłeś się w Anwilu?
- Wszystko zaczęło się, gdy zadzwonił do mnie mój agent, przedstawiając różne propozycje gry od kilku zainteresowanych mną zespołów. Szczegółowo opisał mi sytuację każdego z nich i wspólnie doszliśmy do wniosku, że najlepsze warunki do dalszego rozwoju miałbym w Anwilu. Tak się szczęśliwie złożyło, że gdy zadzwonił ponownie po kilku dniach, miał już dla mnie ofertę kontraktu z Włocławka. Przyjąłem ją z przyjemnością.
W takim razie powiedz, co wiedziałeś o Polsce i o Anwilu, zanim podpisałeś kontrakt? No i co wiesz teraz?
- Przyznam, że jeszcze kilka tygodni temu nie wiedziałem nic na temat Polski i Anwilu. Ostatnio jednak często przeglądam internet w poszukiwaniu informacji na temat mojej nowej drużyny. Oczywiście wiem już, że klub od wielu lat utrzymuje się w czołówce polskiej ligi i jest jedną z jej wizytówek. Wiem też, że ma wielu wiernych fanów.
Czy kiedykolwiek byłeś gdzieś poza Ameryką i czy nie boisz się życia w nowym kraju o innej kulturze?
- Nigdy nie byłem za oceanem. Natomiast zawsze pragnąłem poznawać nowe miejsca. To jest jedna z przyczyn, dlaczego nie boję się, ani nie denerwuję przed przylotem do Polski. Chciałbym spróbować życia w nowym otoczeniu i doświadczyć nowej kultury, obcych zwyczajów i tradycji. Bardzo mnie to ciekawi.
Opowiedz, jaki styl gry preferujesz?
- Po ukończeniu uniwersytetu wróciłem do mojego rodzinnego miasta Portland w stanie Oregon. Od tego czasu trenuję ze szkoleniowcem, który dba o to, żebym cały czas rozwijał swoje umiejętności i poszerzał wiedzę na temat koszykówki. Muszę zdecydowanie przyznać, że bardzo tęsknię za występami w prawdziwych meczach. Szczególnie trudno było mi, gdy obserwowałem jak koledzy z uczelni przystępowali do drugiej części sezonu, a ja z racji zakończenia szkoły nie mogłem z nimi grać.
Jaką rolę pełniłeś w drużynie Southeastern Louisiana i jakie masz oczekiwania wobec swojej pozycji w Anwilu?
- Moim najważniejszym zadaniem w zespole było bycie liderem w każdym tego słowa znaczeniu. Miałem przewodzić drużynie zarówno na parkiecie, jak i poza nim. Trener dawał mi dużo swobody na boisku wiedząc, że dostrzegę najlepsze rozwiązania i je wykorzystam. Przyznam, że byłem obdarzany dużym zaufaniem i stanowiłem główną broń do zdobywania ważnych punktów i zbiórek dla mojego zespołu. Jeśli chodzi o rolę w nowym zespole, to ona absolutnie zależy od tego, czego będziemy potrzebować do zwycięstw. Chciałbym być istotnym czynnikiem naszych sukcesów.
Jakim jesteś typem człowieka? Masz swoje motto?
- Jestem pogodną osobą, która lubi jasne sytuacje. Lubię spędzać czas z kolegami z drużyny i przyjaciółmi. Zawsze postępuję według hasła – trening czyni mistrza. To pozwala mi się ciągle rozwijać.
Czy chciałbyś na koniec przekazać coś kibicom Anwilu?
- Powiem krótko: nie mogę się doczekać kiedy dla was zagram i będę walczył dla drużyny, miasta i ligi. Liczę na świetny sezon, który nam wszystkim przyniesie mnóstwo satysfakcji.