Anwil Włocławek pokonał Tartu Ulikool 83:73 w swoim drugim meczu Kasztelan Basketball Cup 2012. Blisko triumfu w całym turnieju jest mistrz Łotwy VEF Ryga, który zwyciężył Asseco Prokom Gdynia 74:61.
Anwil Włocławek pokonał Tartu Ulikool 83:73 w swoim drugim meczu Kasztelan Basketball Cup 2012. Blisko triumfu w całym turnieju jest mistrz Łotwy VEF Ryga, który zwyciężył Asseco Prokom Gdynia 74:61.
Zespołowa gra i wielka intensywność w atakach Anwilu Włocławek sprawiły, że gospodarze Kasztelan Basketball Cup 2012 odnieśli pierwszą wygraną w turnieju. Bardzo dobre spotkanie rozegrał środkowy włocławian Ryan Wright, który już do przerwy miał na swoim koncie 14 punktów, a cały mecz zakończył z dorobkiem 16.
Amerykanin od pierwszych minut był bardzo aktywny pod tablicami. Ufali mu koledzy, którzy w wielu akcjach właśnie jemu dostarczali piłkę, a ten odwdzięczał się potężnymi wsadami. Dodatkowo Wright walczył o zbiórki i po ponowieniach zdobywał kolejne punkty. Efektowna gra podkoszowego drużyny trenera Dainiusa Adomaitisa dała Anwilowi prowadzenie 11:3.
Tartu Ulikool szybko wrócił do gry. Skuteczny był Justin Ingram, ale sporo krzywdy gospodarzom sprawił Egidijus Dimsa. Środkowy wicemistrza Estonii był niemal bezbłędny w grze pod koszem, ale oprócz umiejętności, jakimi się wykazywał sprzyjało mu szczęście. Pod koniec pierwszej kwarty oddał szalony rzut z własnej połowy, który okazał się celny. W całym meczu zdobył 20 punktów trafiając dziewięć z 11 rzutów z gry.
Włocławian to jednak nie podłamało. W dalszym ciągu cały zespół był mocno zaangażowany w wydarzenia na parkiecie i tylko w pierwszej połowie ośmiu graczy po stronie Anwilu zdobywało punkty, a jedynymi zawodnikami bez zdobyczy byli tylko Michał Sokołowski i Kamil Maciejewski. Dodatkowo siedmiu z nich asystowało przy punktach swoich partnerów, co dodatkowo pokazuje zespołowość w drużynie z Włocławka. Dominacja gospodarzy dała im prowadzenie 50:39 w 20. minucie gry.
Druga połowa nie była już tak intensywna jak pierwsza część gry. Nie zmieniło to jednak faktu, że Anwil i przy wolniejszym tempie spotkania prezentował się bardzo dobrze. Zespołowa gra włocławian pozwalała utrzymywać zdobytą w pierwszej połowie przewagę, a nawet ją powiększać. Siedem minut przed końcem meczu trójkę trafił Mateusz Bartosz, czym wyprowadził gospodarzy na prowadzenie 69:53.
Goście ambitnie próbowali walczyć z dobrze dysponowanym Anwilem, ale tego dnia brakował im argumentów, które spowodowałyby, że włocławianie daliby się zaskoczyć. Nawet chwilowe problemy i rzadko popełnianie przez koszykarzy trenera Adomaitisa straty nie psuły dobrego obrazu gry drużyny z Włocławka.
Anwil Włocławek - Tartu Ulikool 83:73 (25:22, 25:17, 13:12, 20:22)
Anwil: Wright 16 (12 zb.), Boykin 13, Ginyard 13, Szubarga 13, Hajrić 12, Bartosz 5, Frasunkiewicz 5, Seweryn 3, Sokolowski 3, Maciejewski 0.
Tartu: Dimsa 20, Ingram 14, Toome 11, Allingu 9, Kurbas 6, Saage 5, Kriisa 3, Nelyubov 3, Eicfuss 2, Leppik 0.
Amerykanin od pierwszych minut był bardzo aktywny pod tablicami. Ufali mu koledzy, którzy w wielu akcjach właśnie jemu dostarczali piłkę, a ten odwdzięczał się potężnymi wsadami. Dodatkowo Wright walczył o zbiórki i po ponowieniach zdobywał kolejne punkty. Efektowna gra podkoszowego drużyny trenera Dainiusa Adomaitisa dała Anwilowi prowadzenie 11:3.
Tartu Ulikool szybko wrócił do gry. Skuteczny był Justin Ingram, ale sporo krzywdy gospodarzom sprawił Egidijus Dimsa. Środkowy wicemistrza Estonii był niemal bezbłędny w grze pod koszem, ale oprócz umiejętności, jakimi się wykazywał sprzyjało mu szczęście. Pod koniec pierwszej kwarty oddał szalony rzut z własnej połowy, który okazał się celny. W całym meczu zdobył 20 punktów trafiając dziewięć z 11 rzutów z gry.
Włocławian to jednak nie podłamało. W dalszym ciągu cały zespół był mocno zaangażowany w wydarzenia na parkiecie i tylko w pierwszej połowie ośmiu graczy po stronie Anwilu zdobywało punkty, a jedynymi zawodnikami bez zdobyczy byli tylko Michał Sokołowski i Kamil Maciejewski. Dodatkowo siedmiu z nich asystowało przy punktach swoich partnerów, co dodatkowo pokazuje zespołowość w drużynie z Włocławka. Dominacja gospodarzy dała im prowadzenie 50:39 w 20. minucie gry.
Druga połowa nie była już tak intensywna jak pierwsza część gry. Nie zmieniło to jednak faktu, że Anwil i przy wolniejszym tempie spotkania prezentował się bardzo dobrze. Zespołowa gra włocławian pozwalała utrzymywać zdobytą w pierwszej połowie przewagę, a nawet ją powiększać. Siedem minut przed końcem meczu trójkę trafił Mateusz Bartosz, czym wyprowadził gospodarzy na prowadzenie 69:53.
Goście ambitnie próbowali walczyć z dobrze dysponowanym Anwilem, ale tego dnia brakował im argumentów, które spowodowałyby, że włocławianie daliby się zaskoczyć. Nawet chwilowe problemy i rzadko popełnianie przez koszykarzy trenera Adomaitisa straty nie psuły dobrego obrazu gry drużyny z Włocławka.
Anwil Włocławek - Tartu Ulikool 83:73 (25:22, 25:17, 13:12, 20:22)
Anwil: Wright 16 (12 zb.), Boykin 13, Ginyard 13, Szubarga 13, Hajrić 12, Bartosz 5, Frasunkiewicz 5, Seweryn 3, Sokolowski 3, Maciejewski 0.
Tartu: Dimsa 20, Ingram 14, Toome 11, Allingu 9, Kurbas 6, Saage 5, Kriisa 3, Nelyubov 3, Eicfuss 2, Leppik 0.
Druga porażka Asseco Prokomu Gdynia w Kasztelan Basketball Cup 2012 stała się faktem. Mistrz Polski w drugim dniu turnieju nie sprostał najlepszej drużynie Łotwy VEF Ryga, przegrywając 61:74.
Gdynianie tylko w pierwszych minutach tego spotkania utrzymywali się blisko ekipy VEF, a to wszystko za sprawą świetnej skuteczności w rzutach z dystansu. W całej pierwszej połowie koszykarze trenera Kestutisa Kemzury trafili aż osiem z 13 oddanych rzutów za trzy punkty, będąc w tym elemencie lepszymi od rywala, który również grał z bardzo dobrym procentem w tym elemencie gry (7/14).
Na nic to się jednak zdawało, gdyż w rubryce rzutów za dwa Asseco Prokom miał tylko trzy celne rzuty z aż 18 wykonywanych! To była główna przyczyna porażki mistrza Polski. Wobec nieobecności dwóch środkowych litewski trener gdynian często na pozycjach podkoszowych musiał korzystać z usług nominalnych niskich skrzydłowych, czyli Drew Viney'a i Piotra Szczotki, a jedynym wysokim w zespole znad morza był Robert Witka.
To spowodowało, że Kaspars Berzins, Antanas Kavaliauskas i silni skrzydłowi z Donatasem Zavackasem na czele z łatwością dominowali pod koszami. Berzins zdobył 16 punktów, dziewięć dodał Kavaliauskas, a cała drużyna tylko do przerwy miała niemal tyle samo zbiórek pod tablicą bronioną przez Asseco Prokom, co polski zespół.
Gdynianie w swoje zwycięstwo uwierzyli siedem minut przed końcem spotkania. Wówczas kolejne punkty z dystansu trafił Mateusz Ponitka i jego drużyna przegrywała 55:59, a cztery minuty później różnica wynosiła tylko sześć punktów (59:65).
Trener Ramunas Batautas szybko zareagował i ponownie desygnował do gry swoich pierwszoplanowych koszykarzy, czego efektem była błyskawicznie rosnąca przewaga VEF Ryga. Ostatecznie Łotysze zwyciężyli 74:61, co w pełni odzwierciedliło różnicę sił obu drużyn w tym dniu. Koszykarze z zagranicy wygrali już swój drugi mecz w Kasztelan Basketball Cup 2012 i są bliscy ostatecznego triumfu w ósmej edycji włocławskiego turnieju.
Asseco Prokom Gdynia - VEF Ryga 61:74 (14:22, 19:24, 15:13, 13:15)
Asseco Prokom: Ponitka 12, Viney 10, Blassingame 10, Koszarek 10, Witka 5, Pamuła 4, Szczotka 4, Roszyk 3, Berisha 3, Śnieg 0.
VEF: Berzins 16, Bertans 13, Daniels 10, Kavaliauskas 9, Zavackas 9, Janicenoks 8, Rowland 7, Blaus 2, Strelnieks 0, Loucks 0.
Gdynianie tylko w pierwszych minutach tego spotkania utrzymywali się blisko ekipy VEF, a to wszystko za sprawą świetnej skuteczności w rzutach z dystansu. W całej pierwszej połowie koszykarze trenera Kestutisa Kemzury trafili aż osiem z 13 oddanych rzutów za trzy punkty, będąc w tym elemencie lepszymi od rywala, który również grał z bardzo dobrym procentem w tym elemencie gry (7/14).
Na nic to się jednak zdawało, gdyż w rubryce rzutów za dwa Asseco Prokom miał tylko trzy celne rzuty z aż 18 wykonywanych! To była główna przyczyna porażki mistrza Polski. Wobec nieobecności dwóch środkowych litewski trener gdynian często na pozycjach podkoszowych musiał korzystać z usług nominalnych niskich skrzydłowych, czyli Drew Viney'a i Piotra Szczotki, a jedynym wysokim w zespole znad morza był Robert Witka.
To spowodowało, że Kaspars Berzins, Antanas Kavaliauskas i silni skrzydłowi z Donatasem Zavackasem na czele z łatwością dominowali pod koszami. Berzins zdobył 16 punktów, dziewięć dodał Kavaliauskas, a cała drużyna tylko do przerwy miała niemal tyle samo zbiórek pod tablicą bronioną przez Asseco Prokom, co polski zespół.
Gdynianie w swoje zwycięstwo uwierzyli siedem minut przed końcem spotkania. Wówczas kolejne punkty z dystansu trafił Mateusz Ponitka i jego drużyna przegrywała 55:59, a cztery minuty później różnica wynosiła tylko sześć punktów (59:65).
Trener Ramunas Batautas szybko zareagował i ponownie desygnował do gry swoich pierwszoplanowych koszykarzy, czego efektem była błyskawicznie rosnąca przewaga VEF Ryga. Ostatecznie Łotysze zwyciężyli 74:61, co w pełni odzwierciedliło różnicę sił obu drużyn w tym dniu. Koszykarze z zagranicy wygrali już swój drugi mecz w Kasztelan Basketball Cup 2012 i są bliscy ostatecznego triumfu w ósmej edycji włocławskiego turnieju.
Asseco Prokom Gdynia - VEF Ryga 61:74 (14:22, 19:24, 15:13, 13:15)
Asseco Prokom: Ponitka 12, Viney 10, Blassingame 10, Koszarek 10, Witka 5, Pamuła 4, Szczotka 4, Roszyk 3, Berisha 3, Śnieg 0.
VEF: Berzins 16, Bertans 13, Daniels 10, Kavaliauskas 9, Zavackas 9, Janicenoks 8, Rowland 7, Blaus 2, Strelnieks 0, Loucks 0.