Anwil Włocławek pewnie pokonał w pierwszym swoim meczu Kasztelan Basketball Cup 2010 BC Siauliai 78:56 i w ogólnej klasyfikacji turnieju jest na pierwszym miejscu. W drugim meczu PGE Turów Zgorzelec pokonał izraelski Bnei Hasharon 81:66, a o wszystkim zadecydowała ostatnia kwarta, którą drużyna trenera Jacka Winnickiego wygrała 21:8.
Anwil Włocławek pewnie pokonał w pierwszym swoim meczu Kasztelan Basketball Cup 2010 BC Siauliai 78:56 i w ogólnej klasyfikacji turnieju jest na pierwszym miejscu. W drugim meczu PGE Turów Zgorzelec pokonał izraelski Bnei Hasharon 81:66, a o wszystkim zadecydowała ostatnia kwarta, którą drużyna trenera Jacka Winnickiego wygrała 21:8.
Anwil bardzo dobrze rozpoczął zmagania w Hali Mistrzów w tym sezonie. Po czterech minutach włocławianie prowadzili 11:4, a aż dziewięć punktów z całego dorobku wicemistrzów Polski zdobył kapitan tego zespołu, Andrzej Pluta. Najbardziej doświadczony koszykarz Anwilu nabierał rywali na swoje zwody i celnie egzekwował rzuty za trzy, jak i z półdystansu.
Włocławianie grali koncertowo. Łukasz Majewski dobrze odnajdywał się w ataku, gdzie m.in. ograł rywala pod koszem i trafił z lekkiego odchylenia, a także w obronie, kiedy to potężnym blokiem odebrał rywalowi chęć do gry. Pod koniec pierwszej kwarty na parkiecie pojawił się D.J. i od razu trafił z dystansu i dobrym podaniem w kontrze obsłużył Andrzej Plutę, a Anwil prowadził 25:12.
Litwini zaczęli odrabiać straty. Jeszcze przed końcem pierwszych dziesięciu minut zdobyli dwa punkty, a w ciągu niespełna 180 sekund drugiej kwarty dołożyli kolejne siedem i przegrywali tylko 21:25. Anwil nie potrafił znaleźć recepty na akcje ofensywne i przez blisko cztery minuty nie zdobył żadnych punktów. Kosz odczarował dopiero Paul Miller, który zmienił zagubionego Ikea Okoye.
Włocławianie jednak w dalszym ciągu nie zachwycali w tej kwarcie. BC Siauliai zbliżyło się nawet na dwa punkty, 26:28, ale trójką sytuację opanował Pluta. To pozwoliło Anwilowi ponownie wypracować sobie więcej, niż kilka punktów przewagi i pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gospodarzy turnieju, 35:27.
Tak samo jak w pierwszej połowie, tak i w drugiej gra włocławian opierała się o strzeleckie popisy Andrzej Pluty. Dwie trójki z rzędu kapitana Anwilu dały temu zespołowi prowadzenie 47:37. W tym momencie Pluta miał na swoim koncie już 25 punktów, czyli więcej, niż połowę całej drużyny.
To pozwoliło włocławianom na zdominowanie gry. Swoje punkty rzucili Dardan Berisha i D.J. Thompson i wicemistrzowie Polski na pięć minut przed końcem meczu prowadzili już 71:49.
Taki stan rzeczy ustawił już ten mecz do końca. wysokie prowadzenie Anwilu pozwoliło trenerowi Griszczukowi na wpuszczenie na parkiet najmłodszych koszykarzy włocławskiego klubu, Michała Pietrzaka i Patryka Czerwińskiego. Anwil ostatecznie wygrał swój pierwszy mecz Kasztelan Basketball Cup 2010 78:56.
Anwil Włocławek - BC Siauliai 78:56 (25:14, 10:13, 22:16, 21:13)
Anwil: Pluta 33 (8/11 za 3, 4 zb.), Miller 14 (5/8 za 2, 14 zb., 2 prz.), Jovanović 10 (2/5 za 3, 4 zb., 2 prz.), Berisha 7 (2/7 za 3, 2 zb., 3 as.), Thompson 7 (2/4 za 3, 8 zb., 6 as., 3 prz.), Majewski 4 (2 as., 2 prz.), Mucić 3 (1/4 za 3, 5 zb., 2 prz.), Okoye 0 (3 zb.), Skibniewski 0 (4 zb., 4 as.), Czerwiński 0, Pietrzak 0 (2 zb.).
BC Siauliai: Harris 17, Stanionis 11, Gvezdauskas 10, Vytautas 6, Ruzgas 6, Gumeniuk 4, Aťukauskas 2, Varanauskas 0, Pauliukenas 0, Matulionas 0, Jucikas 0.
Włocławianie grali koncertowo. Łukasz Majewski dobrze odnajdywał się w ataku, gdzie m.in. ograł rywala pod koszem i trafił z lekkiego odchylenia, a także w obronie, kiedy to potężnym blokiem odebrał rywalowi chęć do gry. Pod koniec pierwszej kwarty na parkiecie pojawił się D.J. i od razu trafił z dystansu i dobrym podaniem w kontrze obsłużył Andrzej Plutę, a Anwil prowadził 25:12.
Litwini zaczęli odrabiać straty. Jeszcze przed końcem pierwszych dziesięciu minut zdobyli dwa punkty, a w ciągu niespełna 180 sekund drugiej kwarty dołożyli kolejne siedem i przegrywali tylko 21:25. Anwil nie potrafił znaleźć recepty na akcje ofensywne i przez blisko cztery minuty nie zdobył żadnych punktów. Kosz odczarował dopiero Paul Miller, który zmienił zagubionego Ikea Okoye.
Włocławianie jednak w dalszym ciągu nie zachwycali w tej kwarcie. BC Siauliai zbliżyło się nawet na dwa punkty, 26:28, ale trójką sytuację opanował Pluta. To pozwoliło Anwilowi ponownie wypracować sobie więcej, niż kilka punktów przewagi i pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gospodarzy turnieju, 35:27.
Tak samo jak w pierwszej połowie, tak i w drugiej gra włocławian opierała się o strzeleckie popisy Andrzej Pluty. Dwie trójki z rzędu kapitana Anwilu dały temu zespołowi prowadzenie 47:37. W tym momencie Pluta miał na swoim koncie już 25 punktów, czyli więcej, niż połowę całej drużyny.
To pozwoliło włocławianom na zdominowanie gry. Swoje punkty rzucili Dardan Berisha i D.J. Thompson i wicemistrzowie Polski na pięć minut przed końcem meczu prowadzili już 71:49.
Taki stan rzeczy ustawił już ten mecz do końca. wysokie prowadzenie Anwilu pozwoliło trenerowi Griszczukowi na wpuszczenie na parkiet najmłodszych koszykarzy włocławskiego klubu, Michała Pietrzaka i Patryka Czerwińskiego. Anwil ostatecznie wygrał swój pierwszy mecz Kasztelan Basketball Cup 2010 78:56.
Anwil Włocławek - BC Siauliai 78:56 (25:14, 10:13, 22:16, 21:13)
Anwil: Pluta 33 (8/11 za 3, 4 zb.), Miller 14 (5/8 za 2, 14 zb., 2 prz.), Jovanović 10 (2/5 za 3, 4 zb., 2 prz.), Berisha 7 (2/7 za 3, 2 zb., 3 as.), Thompson 7 (2/4 za 3, 8 zb., 6 as., 3 prz.), Majewski 4 (2 as., 2 prz.), Mucić 3 (1/4 za 3, 5 zb., 2 prz.), Okoye 0 (3 zb.), Skibniewski 0 (4 zb., 4 as.), Czerwiński 0, Pietrzak 0 (2 zb.).
BC Siauliai: Harris 17, Stanionis 11, Gvezdauskas 10, Vytautas 6, Ruzgas 6, Gumeniuk 4, Aťukauskas 2, Varanauskas 0, Pauliukenas 0, Matulionas 0, Jucikas 0.
Bnei Hasharon i PGE Turów Zgorzelec grały kosz za kosz w pierwszym meczu Kasztelan Basketball Cup 2010 i po pięciu i pół minutach gry było tylko 10:9 dla ekipy z Izraela. Zgorzelczanie powoli jednak wchodzili w ten mecz. Przez następne dwie i pół minuty pozwolili rzucić rywalom tylko dwa punkty, samemu dodając do swojego konta pięć i było 14:12 dla PGE Turowa.
Izraelczycy jednak nie popuszczali. Skuteczny był Lee Nailon, a także Tamir Amir i 30 sekund przed końcem pierwszej kwarty Bnei Hasharon prowadził 21:17. Turów miał problemy pod koszem. Ivan Zigeranović wymuszał faule, wykorzystując po nich rzuty wolne, ale już po jego zejściu Robert Tomaszek nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca w strefie podkoszowej i trzy razy z rzędu spudłował z bliskiej odległości.
Problem zgorzelczan uwidocznił się na początku drugiej kwarty. Fatalnie grał Tomaszek, a błędy popełniali także inni i Bnei Hasharon skrzętnie z tego korzystał. Dobrze prezentował się Shawn James. Wysoki Amerykanin ogrywał i Tomaszka i Michała Gabińskiego i to on, wraz z Tamirem Amirem wyprowadzili swój zespół na prowadzenie 28:19 w 14. minucie gry.
Do gry wrócili jednak Marko Brkić i Konrad Wysocki i to oni ratowali trudną sytuację zgorzelczan. Szczególnie ten pierwszy, doskonale znany włocławskiej publiczności, dawał się we znaki rywalom. Brkić w swoim stylu punktował z dystansu, ale skuteczny był także spod kosza, dzięki czemu już po 15 minutach miał 13 zdobytych punktów, a Turów przegrywał tylko 31:35.
Był to pierwszy znak, który mógł wskazywać, że polski zespół zacznie odrabiać straty i wyjdzie na prowadzenie. I tak też się stało na początku trzeciej kwarty. Przez ponad cztery minuty Bnei zdobyło tylko dwa punkty, a PGE Turów wprost przeciwnie - z większości akcji wynosił korzyść. Aktywny był Ivan Zigeranović, który albo punktował, albo wymuszał faule. To właśnie jego osiem punktów sześć minut trzeciej części gry wyprowadziło zgorzelczan na prowadzenie 53:46.
Przewaga ta utrzymywała się do połowy trzeciej kwarty i kiedy Izraelczycy kilkoma akcjami zniwelowali nieco straty to w ekipie Turowa pokazał się Michael Kuebler. Snajper drużyny trenera Jacka Winnickiego dwa razy z rzędu trafił z dystansu i przygraniczna drużyna prowadziła już 71:62.
To podłamało nieco ekipę Bnei, która właściwie stanęła i nie potrafiła wypracować sobie żadnej okazji do zdobycia punktów. Przez osiem i pół minuty meczu Izraelczycy zdobyli tylko dwa punkty, natomiast PGE Turów 19, dzięki czemu przewaga polskiego zespołu błyskawicznie wzrosła. Ostatecznie PGE Turów Zgorzelec wygrał pierwszy mecz Kasztelan Basketball Cup 2010 81:66.
Bnei Hasharon - PGE Turów Zgorzelec 66:81 (21:17, 23:24, 14:19, 8:21)
Bnei: Nailon 20, Tamir 14, Steele 13, James 10, Grunfeld 4, Shason 3, Rivera 2, Reis 0, Katz 0.
PGE Turów: Thomas 20, Zigeranović 14, Brkić 13, Kuebler 8, Wysocki 8, Bochno 5, Gabiński 4, Koljević 4, Jackson 3, Jarmakowicz 2, Jarecki 0, Tomaszek 0.
Izraelczycy jednak nie popuszczali. Skuteczny był Lee Nailon, a także Tamir Amir i 30 sekund przed końcem pierwszej kwarty Bnei Hasharon prowadził 21:17. Turów miał problemy pod koszem. Ivan Zigeranović wymuszał faule, wykorzystując po nich rzuty wolne, ale już po jego zejściu Robert Tomaszek nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca w strefie podkoszowej i trzy razy z rzędu spudłował z bliskiej odległości.
Problem zgorzelczan uwidocznił się na początku drugiej kwarty. Fatalnie grał Tomaszek, a błędy popełniali także inni i Bnei Hasharon skrzętnie z tego korzystał. Dobrze prezentował się Shawn James. Wysoki Amerykanin ogrywał i Tomaszka i Michała Gabińskiego i to on, wraz z Tamirem Amirem wyprowadzili swój zespół na prowadzenie 28:19 w 14. minucie gry.
Do gry wrócili jednak Marko Brkić i Konrad Wysocki i to oni ratowali trudną sytuację zgorzelczan. Szczególnie ten pierwszy, doskonale znany włocławskiej publiczności, dawał się we znaki rywalom. Brkić w swoim stylu punktował z dystansu, ale skuteczny był także spod kosza, dzięki czemu już po 15 minutach miał 13 zdobytych punktów, a Turów przegrywał tylko 31:35.
Był to pierwszy znak, który mógł wskazywać, że polski zespół zacznie odrabiać straty i wyjdzie na prowadzenie. I tak też się stało na początku trzeciej kwarty. Przez ponad cztery minuty Bnei zdobyło tylko dwa punkty, a PGE Turów wprost przeciwnie - z większości akcji wynosił korzyść. Aktywny był Ivan Zigeranović, który albo punktował, albo wymuszał faule. To właśnie jego osiem punktów sześć minut trzeciej części gry wyprowadziło zgorzelczan na prowadzenie 53:46.
Przewaga ta utrzymywała się do połowy trzeciej kwarty i kiedy Izraelczycy kilkoma akcjami zniwelowali nieco straty to w ekipie Turowa pokazał się Michael Kuebler. Snajper drużyny trenera Jacka Winnickiego dwa razy z rzędu trafił z dystansu i przygraniczna drużyna prowadziła już 71:62.
To podłamało nieco ekipę Bnei, która właściwie stanęła i nie potrafiła wypracować sobie żadnej okazji do zdobycia punktów. Przez osiem i pół minuty meczu Izraelczycy zdobyli tylko dwa punkty, natomiast PGE Turów 19, dzięki czemu przewaga polskiego zespołu błyskawicznie wzrosła. Ostatecznie PGE Turów Zgorzelec wygrał pierwszy mecz Kasztelan Basketball Cup 2010 81:66.
Bnei Hasharon - PGE Turów Zgorzelec 66:81 (21:17, 23:24, 14:19, 8:21)
Bnei: Nailon 20, Tamir 14, Steele 13, James 10, Grunfeld 4, Shason 3, Rivera 2, Reis 0, Katz 0.
PGE Turów: Thomas 20, Zigeranović 14, Brkić 13, Kuebler 8, Wysocki 8, Bochno 5, Gabiński 4, Koljević 4, Jackson 3, Jarmakowicz 2, Jarecki 0, Tomaszek 0.
W każdej możliwej przerwie kibice zgromadzeni w Hali Mistrzów mieli okazję wygrać mnóstwo nagród. Sponsorami byli producent marki Hoop Cola, Kasztelan, a także organizator pokazu Harlem Globetrotters. Publiczność brała udział w konkursach tanecznych, w rzutach do kosza z różnych pozycji, a niektórzy mieli po prostu szczęście, złapali piłeczki rzucane przez koszykarzy Anwilu i to gwarantowało im nagrody. Dodatkowo na trybunach Hali Mistrzów widokówki z wizerunkami zawodników Anwilu i naklejki z nowym logo klubu rozdawała maskotka włocławian, Roti. Tak będzie do końca turnieju!