Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

KBC 2009 - dzień 2: Anwil przegrywa z PBG Basket

Sobota, 03 Października 2009, 1:00, Michał Fałkowski

Drugi dzień zmagań w Kasztelan Basketball Cup rozpoczął się od pojedynku dwóch zwycięzców z pierwszej serii spotkań. Zakończył się on pewnym sukcesem PGE Turowa Zgorzelec. Miłe złego początki, tak w skrócie można podsumować spotkanie pomiędzy Anwilem i PBG Basket. Włocławianie po niezłej pierwszej kwarcie oddali inicjatywę przyjezdnym i przegrali 69-82.

Drugi dzień zmagań w Kasztelan Basketball Cup rozpoczął się od pojedynku dwóch zwycięzców z pierwszej serii spotkań. Zakończył się on pewnym sukcesem PGE Turowa Zgorzelec. Miłe złego początki, tak w skrócie można podsumować spotkanie pomiędzy Anwilem i PBG Basket. Włocławianie po niezłej pierwszej kwarcie oddali inicjatywę przyjezdnym i przegrali 69-82.

Lepiej w mecz weszli podopieczni trenera Obradovicia, którzy po kilku akcjach prowadzili 5-0. Trefl się otrząsnął i wrócił do gry. Świetnie spisywał się Gintaras Kadziulis. Litwin w tej części pojedynku zdobył aż 8 punktów. Sopocianie nie pozwalali odskoczyć rywalom i pierwsze dziesięć minut zakończyli ze stratą zaledwie dwóch oczek. Druga kwarta bezsprzecznie należała do Justina Gray`a, który raz za razem dziurawił kosz rywali (10pkt do przerwy). Skuteczne akcje Amerykanina ostudziły trochę zapędy Trefla, który nie miał żadnej odpowiedzi na ofensywę teamu ze Zgorzelca. PGE Turów zanotował run 9-0 i w dość krótkim czasie wyszedł na siedmiopunktowe prowadzenie. Taka przewaga utrzymała się do końca pierwszej połowy.

Trzecia kwarta nie poprawiła sytuacji sopocian, którzy próbowali odrabiać straty. Chaos w grze ofensywnej niewiele im pomagał. Z niefrasobliwości korzystali bezbłędnie koszykarze ze Zgorzelca, którzy po rzucie zza linii 6,25 Roberta Witki odskoczyli na 60-48. To był nie koniec szarży ekipy prowadzonej przez trenera Obradovicia. Turów do końca tej odsłony nie pozwolił sobie rzucić punktów, a sam zdobył ich jeszcze pięć.

Mając siedemnaście oczek przewagi przed czwartą kwartą PGE Turów mógł spokojnie oczekiwać końca pojedynku, ponieważ Trefl tego dnia zbyt wiele krzywdy zgorzelczanom po prostu nie mógł zrobić. Sopocianie pomimo kiepskiego położenia nie pozwolili jedynie zniwelowali część strat.

Najskuteczniejszym koszykarzem w szeregach wygranych był Gray, który mecz zakończył z dorobkiem 18 punktów. Ponownie dobre zawody zanotował Robert Witka (17pkt, 8zb). Po przeciwnej stronie z dobrej strony pokazali się Paweł Malesa i Saulius Kuzminskas, którzy rzucili po 13 oczek.

PGE Turów Zgorzelec – Trefl Sopot 78-67 (19:17, 24:19, 22:12, 13:19)

PGE Turów: Gray 18, Witka 17 (8zb), Wright 12, Wójcik 8, Deane 7, Leończyk 6, Wysocki 5, Roszyk 3 (9zb), Bochno 2.

Trefl: Malesa 13, Kuzminskas 13, Kadziulis 11, Kitzinger 10, Kinnard 8, Ratajczak 4, Kowalczuk 4, Hawkins 4, Makander 0.
Włocławianie koniecznie chcieli zwyciężyć w swoim drugim meczu w Kasztelan Basketball Cup i tym samym powetować sobie porażkę w spotkaniu z Treflem. Podopieczni trenera Griszczuka rozpoczęli od czterech punktów z rzędu, które padły łupem Andrzeja Pluty i Alexa Dunna.

Rywale za bardzo nie wiedzieli jak mają radzić sobie w ofensywie i defensywie, często popełniali proste straty. Kiedy Kevyn Green umieścił piłkę w koszu (12-4) trener Kijewski rozczarowany postawą swoich podopiecznych poprosił o przerwę z nadzieją, że po niej gra PBG Basketu się poprawi. Goście zaczęli co prawda zdobywać punkty, ale na to samo pozwalali Anwilowi i cały czas miejscowi mogli cieszyć się z prowadzenia, które oscylowało w granicach czterech oczek. Dobrze spisywał się duet Pluta – Nikola Jovanović, który na swoim koncie miał odpowiednio 6 i 5 punktów. Kwartę celnym trafieniem zza linii 6,25 zakończył Zbigniew Białek (25-22).

Pobudziło to drużynę PBG Basket, która najwyraźniej złapała wiatr w żagle. Rozegrał się Białek, dzięki któremu team z Poznania po raz pierwszy w tym spotkaniu znalazł się na czele (30-29). Od tego momentu zarysowała się lekka przewaga drużyny trenera Kijewskiego. Anwil chciał wrócić do gry, ale nie udawało mu się to. Na domiar złego na minutę przed końcem za pięć przewinień z parkietu „spadł” Green. Poznaniacy wykorzystywali zastój w ofensywie swoich rywali. Po trzypunktowym rzucie Andrija Ciricia odskoczyli na 46-36.

Przerwa nie zaburzyła rytmu gry PBG Basketu, który powiększył swoją przewagę. Anwil próbował wrócić do gry, ale nie był w stanie przełamać swojej niemocy w ataku. Nie mieli jej natomiast goście, którzy po kolejnej akcji Białka prowadzili 60-43.  Anwil do walki poderwał Alex Dunn. Za zdobywanie punktów zabrali się także pozostali koledzy i kiedy trafił Mike Trimboli przewaga PBG Basketu stopniała do zaledwie ośmiu oczek. To wlało nadzieje w serca kibiców włocławskiej drużyny. Ostatecznie gospodarze 5. Kasztelan Basketball Cup przegrywali 54-63.

Anwil zamiast iść za ciosem oddał pole rywalom. Poznaniacy skrzętnie to wykorzystali i zanotowali run 7-2, przez co ich przewaga przekroczyła ponownie dziesięć oczek. Podopieczni trenera Griszczuka nie mogli odnaleźć się pod atakowanym koszem. Zdawały się to potwierdzać pojedyncze skuteczne akcje Pluty, czy Krzysztofa Szubargi. Ostatecznie włocławianie przegrali różnicą 13 punktów.

Anwil Włocławek – PBG Basket Poznań 69-82 (25:22, 11:24, 18:17, 15:19)

Anwil: Szubarga 18 (7as), Dunn 15 (12zb), Jovanović 13, Pluta 11, Trimboli 8, Green 2, Sullivan 2, Glabas 0.

PBG Basket: Ciric 30, Białek 18, Kljajević 13, Waczyński 10, Cipriano 4, Duvnjak 3, Radke 2, Szawarski 2, Mowilk 0, Graves 0.