Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

KBC 2009 - Dzień 1: PGE Turów i Trefl wygrywają

Piątek, 02 Października 2009, 1:00, Michał Fałkowski

Piąta edycja Kasztelan Basketball Cup została rozpoczęta pojedynkiem pomiędzy PBG Basketem Poznań i PGE Turowem Zgorzelec. Później na parkiet wybiegł długo oczekiwany przez kibiców Anwil. Niestety włocławianie musieli uznać wyższość Trefla Sopot, który w Hali Mistrzów zwyciężył 90:85.

Piąta edycja Kasztelan Basketball Cup została rozpoczęta pojedynkiem pomiędzy PBG Basketem Poznań i PGE Turowem Zgorzelec. Później na parkiet wybiegł długo oczekiwany przez kibiców Anwil. Niestety włocławianie musieli uznać wyższość Trefla Sopot, który w Hali Mistrzów zwyciężył 90:85.

Spotkanie lepiej rozpoczęło się dla podopiecznych trenera Eugeniusza Kijewskiego. Świetnie w szeregach jego drużyny spisywał się Rajko Kljajević, który po pierwszych dziesięciu minutach na swoim koncie miał już 8 punktów. To właśnie w głównej mierze dzięki niemu poznaniacy wypracowali sobie kilkupunktową przewagę. Zespół ze Zgorzelca dopiero w drugiej kwarcie otrząsnął się i powoli, aczkolwiek systematycznie zaczął niwelować straty. Na przerwę przygraniczny zespół schodził mając o trzy oczka mniej od rywali.

Kolejna odsłona meczu przyniosła zmianę sytuacji na parkiecie. PGE Turów prezentował się dużo lepiej niż w pierwszej połowie, co miało bezpośrednie przełożenie na wynik. Drużyna, której trenerem jest Sasa Obradović zagrała szybciej i skutecznej. W sukurs punktującym Robertowi Witce (z 22 punktami i 11 zbiórkami zaliczył double – double) i Admowi Wójcikowi przyszedł Willie Dean. Zespół z Poznania nie miał odpowiedzi na lepiej dysponowanych rywali. Było to widać szczególnie w ostatniej kwarcie, którą zgorzelczanie wygrali różnicą 16 punktów (26-10) i przypieczętowali swoje pierwsze zwycięstwo na Kasztelan Basketball Cup 2009.  Kluczem do zwycięstwa Turów oprócz oczywiście lepszej skuteczności w ataku była walka na tablicach. Drużyna trenera Obradovicia miała o 16 zbiórek więcej (35-19).

PBG Basket Poznań – PGE Turów Zgorzelec 70:86 (26-21, 17-19, 17-26, 10-26)

PBG Basket: Kljajević 19, Białek 16, Waczyński 8, Szawarski 7, Cirić 6, Radke 6, Graves 5, Duvnjak 3, Semmler, Skowroński 0.

PGE Turów: Witka 22 (11zb), Wójcik 19, Dean 11, Gray 9, Bochno 8, Leończyk 5, Strzelecki 4, Roszyk 4, Wysocki 2, Jarmakowicz 2, Chanas 0, Szymański 0.


Po otwierającym Kasztelan Basketball Cup 2009  meczu odbyła się efektowna prezentacja włocławskiej drużyny, której w sezonie 2009/10 przyjdzie rywalizować na parkietach Polskiej Ligi Koszykówki. Kibice zgromadzeni w Hali Mistrzów wyczekiwali na przysłowiową wisienkę na torcie, czyli spotkanie Anwilu z Treflem Sopot.

Rozpoczęło się ono typowym rozpoznaniem sił. Obydwa zespoły grały kosz za kosz. Pierwsze punkty w meczu zdobył „trójką” Cliff Hawkins. Nie minęło nawet dwadzieścia sekund a tym samym zrewanżował się Nikola Jovanović. Włocławianie na cztery minuty przed końcem pierwszej kwarty odskoczyli na pięć oczek (15-10).  Rywale pomimo tego, że nie byli faworytami tego meczu, tanio skóry sprzedać nie zamierzali. Potwierdzili to w końcówce pierwszej odsłony, kiedy odrobili pięciopunktową stratę i nawet zdołali wyjść na prowadzenie. W ostatniej akcji kwarty piłkę Krzysztofowi Szubardze wyłuskał Cliff Hawkins, ta trafiła do Lawrence`a Kinnarda, który umieścił ją w koszu. Dzięki tej akcji pierwszy akt pojedynku  zakończył ze wskazaniem dla przyjezdnych.

Obraz gry po krótkiej przerwie niewiele się zmienił. Zarówno Anwil jak i Trefl cały czas wymieniali ciosy. Ozdobą tej części pojedynku bez wątpienia był efektowny wsad Rasharda Sullivana, po którym włocławianie przełamali remis i wyszli na prowadzenie 32-30. Zagranie Amerykanina pobudziło jego kolegów, którzy zaczęli grać szybciej. Rozrzucali się Kevyn Green i Szubarga. Duet graczy z Włocławka w krótkim odstępie czasu trzykrotnie trafili zza linii 6,25.Pomimo tego zawodnicy Trefla  dyrygowani z ławki przez Karlisa Muiznieksa tuż przed przerwą wrócili do gry i zdołali wyrównać stan meczu.

Sopocianie w trzeciej kwarcie po wolnych Gintarasa Kadziulisa wysforowali się na prowadzenie 50-48. Nie nacieszyli się jednak nim zbyt długo, ponieważ defensywa Trefla nie upilnowała Andrzeja Pluty i gospodarze ponownie znaleźli się na czele. Drużyna z nadmorskiego kurortu szybko zwarła szeregi. Do zdobywania punktów oprócz Kadziulisa włączył się jego krajan Saulius Kuzminskas i w efekcie Anwil tracił już osiem oczek (52-60). Podopieczni Igora Griszczuka robili wszystko co w ich mocy, aby dogonić rywala.  Za każdym razem kiedy powiększali swoje konto, Trefl odpowiadał z nawiązką.

Sopocianie poczuli, że mają szansę na pokonanie włocławian i nadawali ton rywalizacji na parkiecie. Defensywa Anwilu w czwartej kwarcie najwięcej problemów miała z zatrzymaniem Kinnarda, który zdobywał punkty nie tylko „z pomalowanego”, ale także z dystansu. Po jednym z jego rzutów zza linii 6,25 Trefl prowadził już 83-69.  To podziałało na zespół z Włocławka niczym zimny prysznic i „Rottweilery” zabrały się za odrabianie strat.  Kołami zamachowymi zrywu Anwilu byli Szubarga i Jovanović. Kiedy Serb wykorzystał dwa osobiste sopocianie prowadzili zaledwie 84-82. Pomimo usilnych starań zawodników trenera Griszczuka Trefl „dowiózł” zwycięstwo do ostatniej syreny.

Anwil Włocławek – Trefl Sopot 85:90 (25-26, 21-20, 16-27, 23-17)

Anwil: Szubarga 25, Pluta 17, Jovanović 16, Green 8, Dunn 7, Sullivan 6, Barycz 4, Trimboli 2, Adamczewski 0.

Trefl: Kinnard 20, Kuzminskas 16, Kadziulis 16, Kitzinger 11, Stefański 9, Malesa 5, Hawkins 5, Kowalczuk 4, Ratajczak 4, Kietliński 0, Makander 0.