Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Kamil Maciejewski: Nie dawałem się wciągnąć w pułapki

Środa, 01 Lutego 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Kamil Maciejewski w Anwilu zadebiutował w sezonie 2010/2011 w meczu przeciw Asseco Prokomowi Gdynia. Zagrał tylko kilkadziesiąt sekund i mało kto spodziewał się, że wkrótce otrzyma więcej szans na grę. W tym sezonie udowadnia, że zasłużył na zaufanie trenera Emira Mutapcicia.

Kamil Maciejewski w Anwilu zadebiutował w sezonie 2010/2011 w meczu przeciw Asseco Prokomowi Gdynia. Zagrał tylko kilkadziesiąt sekund i mało kto spodziewał się, że wkrótce otrzyma więcej szans na grę. W tym sezonie udowadnia, że zasłużył na zaufanie trenera Emira Mutapcicia.
Między tobą a Maciejem Raczyńskim jest 7 lat różnicy wieku. Włocławianie chyba mogą być dumni, że na zapleczu Anwilu wreszcie udało się doczekać kolejnego chłopaka z naszego miasta w Ekstraklasie?

Kamil Maciejewski: Nie wiem, czy włocławianie tak na to patrzą i zwracają na to uwagę, ale ja jestem z siebie dumny. Oczywiście moje dotychczasowe występy nie są jakieś znaczące, ale mam nadzieję, że na dłużej zagoszczę w Tauron Basket Lidze i jeszcze zdarzę zdziałać więcej. We Włocławku wielu chłopaków trenuje koszykówkę, ale tak się jakoś dzieje, że rzadko znajdują swoje miejsce w profesjonalnym baskecie. Mi się udało. Jestem częścią drużyny Anwilu i spróbuję tego nie zmarnować.

Zbierasz pochlebne opinie, czy spotykasz się z przejawami zazdrości?

- Słucham tego, co mówią trenerzy. Tylko to mnie interesuje. A oni twierdzą, że jak na początki, to trenuję i gram bardzo dobrze. Oczywiście, widzą błędy jakie popełniam i mówią o rzeczach, których muszę się jeszcze nauczyć.

W meczach wyglądałeś na pewnego siebie…

- Starałem się być spokojny, chociaż wewnątrz miałem duże obawy. Byłem przygotowany na to, że jak dostanę piłkę, to zaraz doskoczy do mnie obrońca i będzie naciskał z całych sił. Przecież oni wiedzą, że jestem niedoświadczony i to może być sposób, żeby wymusić na mnie jakieś straty. Na szczęście dobrze panowałem nad piłką, nie dawałem się wciągnąć w pułapki i co najważniejsze, nie obniżyłem poziomu drużyny. Cieszę się, że jak wszedłem na parkiet, to nagle nie traciliśmy wcześniej wypracowanych przewag.

Sam jednak dużo nie punktowałeś. To dlatego, że jeszcze nie czas na twoje popisy w ataku, czy może nie czujesz się dobrze w roli egzekutora punktów?

- Obiektywnie przyznaję, że nie jestem najlepszym strzelcem, więc tym bardziej w Ekstraklasie nie biorę na siebie ciężaru zdobywania punktów. Wolę kreować grę dla innych koszykarzy. Muszę dużo pracować nad rzutem i wtedy skuteczność na pewno się poprawi.

Jesteś przeziębiony. Czy przed meczem z Siarką Jezioro Tarnobrzeg zdążysz wrócić do składu?

- Jasne. Miałem krótką przerwę, ale już wracam do treningów i na Siarkę na pewno będę gotowy. Przecież to jest jeden z tych meczów, w których mam szansę na występ. Ostatni mecz w Koszalinie ułożył się tak, że nie mogłem wejść na parkiet. Dlatego teraz po cichu liczę, że we własnej hali karta się odwróci. Szybko zbudujemy przewagę i trener będzie mógł, jeśli uzna to za korzystne, sięgnąć po mnie. Muszę być w pełnej dyspozycji.

Z Siarką Jezioro macie rachunki do wyrównania. Traktujecie ten mecz w kategoriach rewanżu?

- Porażka w pierwszej rundzie bardzo nas zabolała. To był spory szok dla drużyny i uważam, że teraz każdy z nas będzie chciał udowodnić, że to był wypadek przy pracy. Dobrze się czujemy grając przed swoją publicznością i dlatego jestem optymistą. Przy wsparciu kibiców możemy stworzyć ładne widowisko.


Dalsza część wywiadu z Kamilem Maciejewskim w kolejnym numerze „Anwil Team”, który otrzymacie Państwo podczas meczu z Siarką Jezioro Tarnobrzeg.