Krzysztof Szablowski jako asystent trenera Alesa Pipana jest w tej chwili jedynym przedstawicielem Anwilu w reprezentacji Polski. Jak się jednak okazuje, tematów do rozmów o włocławskim zespole w kadrze nie brakuje. Wszystko dlatego, że każdy z członków sztabu szkoleniowego ma związki z naszym klubem.
Krzysztof Szablowski jako asystent trenera Alesa Pipana jest w tej chwili jedynym przedstawicielem Anwilu w reprezentacji Polski. Jak się jednak okazuje, tematów do rozmów o włocławskim zespole w kadrze nie brakuje. Wszystko dlatego, że każdy z członków sztabu szkoleniowego ma związki z naszym klubem.
Za nami pierwszy etap przygotowań Polaków do tegorocznych eliminacji do EuroBasketu w Słowenii. Jakie są generalne wnioski z treningów i meczów sparingowych?
Krzysztof Szablowski: Podstawą jest to, że jesteśmy zadowoleni z pracy, jaką wykonali koszykarze. Trenowali z zaangażowaniem i wylali sporo potu, żeby solidnie rozpocząć budowanie formy. Kolejnym plusem jest to, że zawodnicy szybko wdrażają się w system zaproponowany przez trenera Alesa Pipana. Niestety, całokształt psuje nam trochę sytuacja z kontuzjami. Jak wiadomo, urazów nabawili się Maciek Lampe i Adam Hrycaniuk.
Szybkie zrozumienie oczekiwań trenera reprezentacji powinno być naturalną rzeczą. Ales Pipan już przed rokiem zaszczepił kadrze swój system…
- Tylko, że wtedy kadra w dużej mierze wyglądała inaczej. Zwłaszcza na pozycjach wysokich. Marcin Gortat, Maciej Lampe i Michał Ignerski, to dla szkoleniowca nowe twarze w drużynie. Tym bardziej na podkreślenie zasługuje fakt, że zarówno oni szybko dostosowują się do warunków trenera Alesa Pipana, jak i szkoleniowiec umiejętnie korzysta z ich możliwości. Reprezentacja gra nieco inaczej niż przed rokiem i to jest ciekawa sprawa. Na pewno wszystkim pomaga to, że mamy zapewnione świetne warunki do treningów i sparingów. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik, a my możemy skupić się na swoich zadaniach.
A co z tymi kontuzjowanymi? Jak zaradzić brakom pod koszem?
- Wszystko wskazuje na to, że do kadry dołączy Jakub Wojciechowski, a już wcześniej ustalone było, że wspomoże nas Przemysław Karnowski. Jeśli chodzi o liczbę koszykarzy, to poradzimy sobie bez problemu. Pytanie, czy nasza siła będzie wystarczająca? Na pewno Marcin Gortat, Michał Ignerski i Damian Kulig będą silnymi punktami zespołu, a liczymy jeszcze, że Maciej Lampe zdąży wrócić do zdrowia. Jeśli nie, to młodzi koszykarze będą musieli dać z siebie wszystko, żeby go zastąpić.
Przed reprezentacją turniej w Ergo Arenie. Czy to dobra odmiana po tym jak Polacy z reguły grali tylko za granicą?
- Związek przygotował w tym roku dużą liczbę meczów kadry w naszym kraju. Ma to na celu zaznajomienie szerszej publiczności z koszykówką i reprezentacją. To świetny pomysł, tym bardziej, że ze szkoleniowego punktu widzenia granie u siebie też ma same plusy. Możemy więcej czasu poświęcić na trening i odpoczynek, bo nie zajmują nas podróże, zakwaterowanie i aklimatyzacja. A już organizacja ciekawego turnieju w Ergo Arenie na granicy Gdańska i Sopotu, to strzał w dziesiątkę ze względu choćby na porę roku. Nad morzem odpoczywa wielu turystów spragnionych wrażeń, kolejni kibice przyjadą specjalnie na mecze i tym sposobem odrobinę spopularyzujemy basket. Do tego efektowna hala i miejmy nadzieję, dobra gra reprezentantów.
W sztabie szkoleniowym same znane z Anwilu twarze: trener Ales Pipan, asystent Krzysztof Szablowski i Andrzej Pluta, którego do końca nie wiem jak tytułować?
- Andrzej aktywnie uczestniczy w treningach, tzn. razem ze mną pomaga trenerowi Alesowi Pipanowi. Tym sposobem spełnia rolę asystenta trenera, choć oficjalnie jest attache reprezentacji i z tym też ma związanych trochę obowiązków. Niemniej, chcę podkreślić, że realizuje się jako trener i chyba poważnie myśli, żeby w tej roli wrócić do zawodowej koszykówki.
W takim razie, czy w rozmowach trzech trenerów związanych z Anwilem pojawia się temat naszego klubu? Rozmawiacie panowie o aktualnych ruchach transferowych, czy wspominacie coś z historii?
- Temat Anwilu pojawia się cały czas. Trener Ales Pipan jest bardzo kontaktową osobą i lubi wspominać czas swojej pracy we Włocławku, w związku z czym, to właśnie on często podrzuca jakieś tematy z przeszłości. Czuje się niespełniony jeśli chodzi o wyniki prowadzonego przez niego Anwilu, choć przyznaje, że losy potoczyły się nie najlepiej przez splot wielu, niekiedy niezależnych od niego, okoliczności. Niemniej, nadrabia to teraz, wykorzystując swoje świetne kontakty, żeby pomóc nam zdobyć opinie o koszykarzach, którymi się interesujemy. Wiadomo, że mimo iż jestem teraz z kadrą, to cały czas pomagam w skautingu trenerowi Dainiusowi Adomaitisowi, a Ales Pipan służy nam swoją radą, gdy tylko tego potrzebujemy.
Skoro wspomniał pan o skautingu, to proszę wyjaśnić, jak w tej dziedzinie wygląda pańska współpraca z trenerem Adomaitisem?
- Ponieważ trener Adomaitis jest na Litwie, to kontaktujemy się telefonicznie. Niekiedy są to długie rozmowy, analizy, a niekiedy po prostu podrzuca mi nazwisko kogoś do sprawdzenia. Trener ma swoją wizję zespołu i wie jakich predyspozycji wymaga od zawodnika na daną pozycję. Dlatego z reguły wspólnie staramy się sprawdzić, czy dany koszykarz spełni jego oczekiwania i czy warto podjąć z nim rozmowy. Oglądamy nagrania meczów, staramy się zdobyć nowe opinie i na tej podstawie podejmować decyzje.
Na koniec proszę powiedzieć, czy trzy dni przerwy w zgrupowaniu reprezentacji to czas, który poświęca pan wyłącznie rodzinie, czy jednak od koszykówki nie da się uciec?
- Pierwsze dwa dni spędziłem z żoną i synem, a trzeciego już wracam do obowiązków. Oczywiście, od sportu nie da się zupełnie odbiec, gdy toczą się rozgrywki olimpijskie. Staram się jednak nie przesadzać z oglądaniem Igrzysk i czas dzielić po równo na obowiązki i przyjemności.
Krzysztof Szablowski: Podstawą jest to, że jesteśmy zadowoleni z pracy, jaką wykonali koszykarze. Trenowali z zaangażowaniem i wylali sporo potu, żeby solidnie rozpocząć budowanie formy. Kolejnym plusem jest to, że zawodnicy szybko wdrażają się w system zaproponowany przez trenera Alesa Pipana. Niestety, całokształt psuje nam trochę sytuacja z kontuzjami. Jak wiadomo, urazów nabawili się Maciek Lampe i Adam Hrycaniuk.
Szybkie zrozumienie oczekiwań trenera reprezentacji powinno być naturalną rzeczą. Ales Pipan już przed rokiem zaszczepił kadrze swój system…
- Tylko, że wtedy kadra w dużej mierze wyglądała inaczej. Zwłaszcza na pozycjach wysokich. Marcin Gortat, Maciej Lampe i Michał Ignerski, to dla szkoleniowca nowe twarze w drużynie. Tym bardziej na podkreślenie zasługuje fakt, że zarówno oni szybko dostosowują się do warunków trenera Alesa Pipana, jak i szkoleniowiec umiejętnie korzysta z ich możliwości. Reprezentacja gra nieco inaczej niż przed rokiem i to jest ciekawa sprawa. Na pewno wszystkim pomaga to, że mamy zapewnione świetne warunki do treningów i sparingów. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik, a my możemy skupić się na swoich zadaniach.
A co z tymi kontuzjowanymi? Jak zaradzić brakom pod koszem?
- Wszystko wskazuje na to, że do kadry dołączy Jakub Wojciechowski, a już wcześniej ustalone było, że wspomoże nas Przemysław Karnowski. Jeśli chodzi o liczbę koszykarzy, to poradzimy sobie bez problemu. Pytanie, czy nasza siła będzie wystarczająca? Na pewno Marcin Gortat, Michał Ignerski i Damian Kulig będą silnymi punktami zespołu, a liczymy jeszcze, że Maciej Lampe zdąży wrócić do zdrowia. Jeśli nie, to młodzi koszykarze będą musieli dać z siebie wszystko, żeby go zastąpić.
Przed reprezentacją turniej w Ergo Arenie. Czy to dobra odmiana po tym jak Polacy z reguły grali tylko za granicą?
- Związek przygotował w tym roku dużą liczbę meczów kadry w naszym kraju. Ma to na celu zaznajomienie szerszej publiczności z koszykówką i reprezentacją. To świetny pomysł, tym bardziej, że ze szkoleniowego punktu widzenia granie u siebie też ma same plusy. Możemy więcej czasu poświęcić na trening i odpoczynek, bo nie zajmują nas podróże, zakwaterowanie i aklimatyzacja. A już organizacja ciekawego turnieju w Ergo Arenie na granicy Gdańska i Sopotu, to strzał w dziesiątkę ze względu choćby na porę roku. Nad morzem odpoczywa wielu turystów spragnionych wrażeń, kolejni kibice przyjadą specjalnie na mecze i tym sposobem odrobinę spopularyzujemy basket. Do tego efektowna hala i miejmy nadzieję, dobra gra reprezentantów.
W sztabie szkoleniowym same znane z Anwilu twarze: trener Ales Pipan, asystent Krzysztof Szablowski i Andrzej Pluta, którego do końca nie wiem jak tytułować?
- Andrzej aktywnie uczestniczy w treningach, tzn. razem ze mną pomaga trenerowi Alesowi Pipanowi. Tym sposobem spełnia rolę asystenta trenera, choć oficjalnie jest attache reprezentacji i z tym też ma związanych trochę obowiązków. Niemniej, chcę podkreślić, że realizuje się jako trener i chyba poważnie myśli, żeby w tej roli wrócić do zawodowej koszykówki.
W takim razie, czy w rozmowach trzech trenerów związanych z Anwilem pojawia się temat naszego klubu? Rozmawiacie panowie o aktualnych ruchach transferowych, czy wspominacie coś z historii?
- Temat Anwilu pojawia się cały czas. Trener Ales Pipan jest bardzo kontaktową osobą i lubi wspominać czas swojej pracy we Włocławku, w związku z czym, to właśnie on często podrzuca jakieś tematy z przeszłości. Czuje się niespełniony jeśli chodzi o wyniki prowadzonego przez niego Anwilu, choć przyznaje, że losy potoczyły się nie najlepiej przez splot wielu, niekiedy niezależnych od niego, okoliczności. Niemniej, nadrabia to teraz, wykorzystując swoje świetne kontakty, żeby pomóc nam zdobyć opinie o koszykarzach, którymi się interesujemy. Wiadomo, że mimo iż jestem teraz z kadrą, to cały czas pomagam w skautingu trenerowi Dainiusowi Adomaitisowi, a Ales Pipan służy nam swoją radą, gdy tylko tego potrzebujemy.
Skoro wspomniał pan o skautingu, to proszę wyjaśnić, jak w tej dziedzinie wygląda pańska współpraca z trenerem Adomaitisem?
- Ponieważ trener Adomaitis jest na Litwie, to kontaktujemy się telefonicznie. Niekiedy są to długie rozmowy, analizy, a niekiedy po prostu podrzuca mi nazwisko kogoś do sprawdzenia. Trener ma swoją wizję zespołu i wie jakich predyspozycji wymaga od zawodnika na daną pozycję. Dlatego z reguły wspólnie staramy się sprawdzić, czy dany koszykarz spełni jego oczekiwania i czy warto podjąć z nim rozmowy. Oglądamy nagrania meczów, staramy się zdobyć nowe opinie i na tej podstawie podejmować decyzje.
Na koniec proszę powiedzieć, czy trzy dni przerwy w zgrupowaniu reprezentacji to czas, który poświęca pan wyłącznie rodzinie, czy jednak od koszykówki nie da się uciec?
- Pierwsze dwa dni spędziłem z żoną i synem, a trzeciego już wracam do obowiązków. Oczywiście, od sportu nie da się zupełnie odbiec, gdy toczą się rozgrywki olimpijskie. Staram się jednak nie przesadzać z oglądaniem Igrzysk i czas dzielić po równo na obowiązki i przyjemności.
fot. Ireneusz Dorożański (PZKosz)