Lubi grę w obronie, nie nastawia się na własne zdobycze punktowe i jest fanem piłki nożnej – John Allen nie wygląda na typowego amerykańskiego koszykarza. Jednak właśnie taki obraz najnowszego zawodnika Anwilu Włocławek wyłania się z rozmowy przeprowadzonej specjalnie dla naszego serwisu internetowego.
Lubi grę w obronie, nie nastawia się na własne zdobycze punktowe i jest fanem piłki nożnej – John Allen nie wygląda na typowego amerykańskiego koszykarza. Jednak właśnie taki obraz najnowszego zawodnika Anwilu Włocławek wyłania się z rozmowy przeprowadzonej specjalnie dla naszego serwisu internetowego.
Dlaczego zdecydowałeś się wybrać ofertę Anwilu?
John Allen: Przede wszystkim dlatego, że to klub o którym moi przyjaciele mówią w samych superlatywach. Profesjonalny, dobrze zorganizowany, zapewniający walkę o wysokie cele. Poza tym trenerem jest Emir Mutapcić, którego bardzo szanuję i dla którego chętnie będę występował. Miałem inne propozycje, ale to już wszystko poza mną. Zdecydowałem się grać w Polsce i inne oferty przechodzą do historii.
Anwil jest znany wśród twoich przyjaciół? Możesz zdradzić z kim rozmawiałeś o naszym klubie?
- Moim najlepszym kumplem jest Donald Copeland, który trzy lata temu występował w polskim zespole – Polpharmie. Rozmawiałem też z Torrellem Martinem [w sezonie 2007/2008 zawodnik Śląska Wrocław]. Tak jak wspomniałem, obaj mieli bardzo dobre zdanie o Anwilu i polecali mi wasz klub. Mówili, że doskonale pamiętają pojedynki z Anwilem, bo to znana marka, z którą każdy chce wygrać.
Wiemy, że jesteś „swingmanem”, ale może któraś z pozycji - rzucający obrońca albo niski skrzydłowy - jest jednak twoją ulubioną?
- Zauważ, że gra na tych dwóch pozycjach ma wiele cech wspólnych i przy odpowiednich warunkach fizycznych można z powodzeniem sprawdzać się zarówno jako obrońca, jak i skrzydłowy. Ja w swojej karierze ustawiany byłem raz na „2”, raz na „3” i naprawdę nie ma dla mnie znaczenia jaką rolę tym razem będzie miał dla mnie trener.
We Włocławku w tej chwili najlepiej zna cię właśnie trener Emir Mutapcić, ale o twoim stylu gry chcieliby wiedzieć więcej fani Anwilu. Jakbyś opisał siebie jako zawodnika?
- Lubię grę w obronie. Naprawdę, sprawia mi to wiele frajdy i satysfakcji. Lubię, gdy przeciwnik po meczu przyznaje, że grałem twardo, że nie pozwoliłem mu na zbyt wiele. Defensywą wygrywa się spotkania. Dlatego przykładam do niej wielką wagę i w pierwszej kolejności rozliczam siebie właśnie z tego elementu. Poza tym lubię dobrze oddziaływać na zespół. Nie być samolubnym na boisku, tylko widzieć kolegów i gdy tylko to możliwe wykorzystywać ich umiejętności.
Dobrze, gra w obronie to jedno, ale zawodnik obwodowy musi również trafiać. Zauważyłem, że rzadko decydujesz się na rzuty za trzy.
- Bo nigdy nie rzucam na siłę. Wykorzystuję tylko otwarte pozycje. Pracuję nad rzutem z dystansu i jeśli tylko będę miał okazję udowodnić to w Anwilu, to na pewno moja skuteczność nikogo nie zawiedzie.
Dlaczego zdecydowałeś się wybrać ofertę Anwilu?
John Allen: Przede wszystkim dlatego, że to klub o którym moi przyjaciele mówią w samych superlatywach. Profesjonalny, dobrze zorganizowany, zapewniający walkę o wysokie cele. Poza tym trenerem jest Emir Mutapcić, którego bardzo szanuję i dla którego chętnie będę występował. Miałem inne propozycje, ale to już wszystko poza mną. Zdecydowałem się grać w Polsce i inne oferty przechodzą do historii.
Anwil jest znany wśród twoich przyjaciół? Możesz zdradzić z kim rozmawiałeś o naszym klubie?
- Moim najlepszym kumplem jest Donald Copeland, który trzy lata temu występował w polskim zespole – Polpharmie. Rozmawiałem też z Torrellem Martinem [w sezonie 2007/2008 zawodnik Śląska Wrocław]. Tak jak wspomniałem, obaj mieli bardzo dobre zdanie o Anwilu i polecali mi wasz klub. Mówili, że doskonale pamiętają pojedynki z Anwilem, bo to znana marka, z którą każdy chce wygrać.
Wiemy, że jesteś „swingmanem”, ale może któraś z pozycji - rzucający obrońca albo niski skrzydłowy - jest jednak twoją ulubioną?
- Zauważ, że gra na tych dwóch pozycjach ma wiele cech wspólnych i przy odpowiednich warunkach fizycznych można z powodzeniem sprawdzać się zarówno jako obrońca, jak i skrzydłowy. Ja w swojej karierze ustawiany byłem raz na „2”, raz na „3” i naprawdę nie ma dla mnie znaczenia jaką rolę tym razem będzie miał dla mnie trener.
We Włocławku w tej chwili najlepiej zna cię właśnie trener Emir Mutapcić, ale o twoim stylu gry chcieliby wiedzieć więcej fani Anwilu. Jakbyś opisał siebie jako zawodnika?
- Lubię grę w obronie. Naprawdę, sprawia mi to wiele frajdy i satysfakcji. Lubię, gdy przeciwnik po meczu przyznaje, że grałem twardo, że nie pozwoliłem mu na zbyt wiele. Defensywą wygrywa się spotkania. Dlatego przykładam do niej wielką wagę i w pierwszej kolejności rozliczam siebie właśnie z tego elementu. Poza tym lubię dobrze oddziaływać na zespół. Nie być samolubnym na boisku, tylko widzieć kolegów i gdy tylko to możliwe wykorzystywać ich umiejętności.
Dobrze, gra w obronie to jedno, ale zawodnik obwodowy musi również trafiać. Zauważyłem, że rzadko decydujesz się na rzuty za trzy.
- Bo nigdy nie rzucam na siłę. Wykorzystuję tylko otwarte pozycje. Pracuję nad rzutem z dystansu i jeśli tylko będę miał okazję udowodnić to w Anwilu, to na pewno moja skuteczność nikogo nie zawiedzie.
Mimo, że masz już 29 lat, to w twojej kolekcji próżno szukać jakiegoś poważnego trofeum. Nie deprymuje cię to?
- Nie, bo po to przyszedłem do Anwilu, żeby wreszcie coś wygrać. To jest cel na ten sezon. Byłem blisko sukcesu w 2010 roku, gdy grając w Braunschweigu przeszliśmy ćwierćfinał play-off i dopiero w półfinale ulegliśmy tegorocznemu mistrzowi, Brose Baskets Bamberg [3-1 – red.]. Również we Francji byliśmy w ćwierćfinale, ale zawsze ktoś był odrobinę lepszy. Mam nadzieję, że tym razem szczęście dopisze mojej drużynie i powalczymy o medale polskiej ligi.
W tym celu sprowadził cię do Włocławka trener Emir Mutapcić. Co możesz powiedzieć o współpracy z tym szkoleniowcem?
- Jak pewnie wszyscy wiedzą, grałem pod jego wodzą w Niemczech w sezonie 2007/2008. Jest wymagającym szkoleniowcem, który zawsze stara się wycisnąć ze swoich zawodników wszystko, co możliwe. Nawet gdy jesteś zmęczony, to wiesz, że u tego trenera nie możesz pozwolić sobie na przerwę, czy rozluźnienie. Jednak przy całej swej surowości trener Mutapcić zawsze wspiera swoich zawodników. Mają w nim oparcie i ufają mu. Wszystko dlatego, że nie jest typem faceta, który szuka kozłów ofiarnych w zespole. Do wszystkiego podchodzi racjonalnie i na ciężkiej pracy oraz swoim doświadczeniu buduje siłę drużyny.
Więc dlaczego w 2008 roku nie zostałeś w jego teamie na kolejny sezon?
- Szczerze? Bo dostałem lepszą ofertę finansową ze Strasburga, a poza tym chciałem podjąć nowe wyzwanie, w nowej, silnej lidze. Byłem trochę młodszy i wydawało mi się , że oferta z francuskiej Pro A jest dla mnie świetnym rozwiązaniem. Zdobyłem doświadczenie, grałem ze znakomitymi koszykarzami, więc nie mogę narzekać na tamtą decyzję.
Zarówno we Francji, jak i w Niemczech na pewno miałeś wiele okazji, by śledzić rozgrywki tamtejszych lig piłkarskich. Czy to prawda, że jesteś fanem futbolu?
- Oczywiście, to mój ulubiony sport! Wiele osób się dziwi, że Amerykanin może stawiać piłkę nożną przed futbolem amerykańskim albo bejsbolem, ale tak już ze mną jest. Oczywiście lubię go oglądać, bo jeśli chodzi o aktywne uprawianie, to naturalnie wolę koszykówkę. Moim ulubionym zespołem jest Chelsea. Byłem nawet w Londynie, żeby zobaczyć ten klub.
Myślisz, że nowy trener Andre Villas-Boas pomoże Chelsea wrócić na szczyt Premier League i na europejski top?
- Widziałem tego trenera, gdy prowadził FC Porto i bardzo podoba mi się jego ofensywny styl. Myślę, że odmłodzi Chelsea i to będzie klucz do sukcesu. Świeży powiew powinien nadać grze londyńczyków zupełnie nowej jakości i pomóc im w trudnej, angielskiej lidze.
Zanosi się na to, że skład Anwilu również będzie młodszy niż w latach ubiegłych. Mamy się spodziewać, że to dobry znak?
- Zdecydowanie tak. Gdy jesteś młodszy, to koszykówka jest całym twoim życiem. Nie kalkulujesz, nie myślisz o zbędnych rzeczach. Starasz się dać z siebie 100% w każdym momencie spędzonym na boisku. Poza tym łatwiej kształtować twój charakter i dostosować go do drużyny. To pomaga zbudować dobrą chemię.
- Nie, bo po to przyszedłem do Anwilu, żeby wreszcie coś wygrać. To jest cel na ten sezon. Byłem blisko sukcesu w 2010 roku, gdy grając w Braunschweigu przeszliśmy ćwierćfinał play-off i dopiero w półfinale ulegliśmy tegorocznemu mistrzowi, Brose Baskets Bamberg [3-1 – red.]. Również we Francji byliśmy w ćwierćfinale, ale zawsze ktoś był odrobinę lepszy. Mam nadzieję, że tym razem szczęście dopisze mojej drużynie i powalczymy o medale polskiej ligi.
W tym celu sprowadził cię do Włocławka trener Emir Mutapcić. Co możesz powiedzieć o współpracy z tym szkoleniowcem?
- Jak pewnie wszyscy wiedzą, grałem pod jego wodzą w Niemczech w sezonie 2007/2008. Jest wymagającym szkoleniowcem, który zawsze stara się wycisnąć ze swoich zawodników wszystko, co możliwe. Nawet gdy jesteś zmęczony, to wiesz, że u tego trenera nie możesz pozwolić sobie na przerwę, czy rozluźnienie. Jednak przy całej swej surowości trener Mutapcić zawsze wspiera swoich zawodników. Mają w nim oparcie i ufają mu. Wszystko dlatego, że nie jest typem faceta, który szuka kozłów ofiarnych w zespole. Do wszystkiego podchodzi racjonalnie i na ciężkiej pracy oraz swoim doświadczeniu buduje siłę drużyny.
Więc dlaczego w 2008 roku nie zostałeś w jego teamie na kolejny sezon?
- Szczerze? Bo dostałem lepszą ofertę finansową ze Strasburga, a poza tym chciałem podjąć nowe wyzwanie, w nowej, silnej lidze. Byłem trochę młodszy i wydawało mi się , że oferta z francuskiej Pro A jest dla mnie świetnym rozwiązaniem. Zdobyłem doświadczenie, grałem ze znakomitymi koszykarzami, więc nie mogę narzekać na tamtą decyzję.
Zarówno we Francji, jak i w Niemczech na pewno miałeś wiele okazji, by śledzić rozgrywki tamtejszych lig piłkarskich. Czy to prawda, że jesteś fanem futbolu?
- Oczywiście, to mój ulubiony sport! Wiele osób się dziwi, że Amerykanin może stawiać piłkę nożną przed futbolem amerykańskim albo bejsbolem, ale tak już ze mną jest. Oczywiście lubię go oglądać, bo jeśli chodzi o aktywne uprawianie, to naturalnie wolę koszykówkę. Moim ulubionym zespołem jest Chelsea. Byłem nawet w Londynie, żeby zobaczyć ten klub.
Myślisz, że nowy trener Andre Villas-Boas pomoże Chelsea wrócić na szczyt Premier League i na europejski top?
- Widziałem tego trenera, gdy prowadził FC Porto i bardzo podoba mi się jego ofensywny styl. Myślę, że odmłodzi Chelsea i to będzie klucz do sukcesu. Świeży powiew powinien nadać grze londyńczyków zupełnie nowej jakości i pomóc im w trudnej, angielskiej lidze.
Zanosi się na to, że skład Anwilu również będzie młodszy niż w latach ubiegłych. Mamy się spodziewać, że to dobry znak?
- Zdecydowanie tak. Gdy jesteś młodszy, to koszykówka jest całym twoim życiem. Nie kalkulujesz, nie myślisz o zbędnych rzeczach. Starasz się dać z siebie 100% w każdym momencie spędzonym na boisku. Poza tym łatwiej kształtować twój charakter i dostosować go do drużyny. To pomaga zbudować dobrą chemię.