Drugie w tym sezonie zwycięstwo w Słupsku i trzecie w całej rywalizacji z Energą Czarnymi odniósł Anwil Włocławek. Po tym jak przez trzy kwarty prowadzenie nieustannie przechodziło z rąk do rąk, w czwartej nasi koszykarze zagrali perfekcyjnie w obronie i zasłużenie wygrali 82:69. Tym samym Anwil potwierdził, że w drużynie „jest moc”.
Drugie w tym sezonie zwycięstwo w Słupsku i trzecie w całej rywalizacji z Energą Czarnymi odniósł Anwil Włocławek. Po tym jak przez trzy kwarty prowadzenie nieustannie przechodziło z rąk do rąk, w czwartej nasi koszykarze zagrali perfekcyjnie w obronie i zasłużenie wygrali 82:69. Tym samym Anwil potwierdził, że w drużynie „jest moc”.
Dokładnie 17 razy w ciągu 28,5 minuty przechodziło z rąk do rąk prowadzenie w meczu Energi Czarnych z Anwilem Włocławek (zanotowano też aż 11 remisów). Już same te liczby świadczą o tym, że spotkanie było niezwykle wyrównane, a zatem i emocjonujące. I faktycznie, na boisku wiele się działo. Obie drużyny grały z niesamowitym zaangażowaniem, o piłkę często walczyły w parterze, a rzuty oddawały pod dużą presją obrońców. Mecz był dokładnie taki, jakiego życzyli sobie kibice zgromadzeni w Hali Gryfia, czyli zacięty i porywający.
Od samego początku widać było, że trener Krzysztof Szablowski przygotował zespół na trudny bój. Sygnałem do tego było wystawienie w pierwszej piątce walecznego Seida Hajricia kosztem ofensywnego lidera Corsleya Edwardsa. Być może ten zabieg miał też na celu wprowadzenie dezorientacji w szeregi gospodarzy i udało się to o tyle, że żadnym sposobem nie potrafili oni uczynić tego co najbardziej lubią – zdominowania rywala na własnym parkiecie. Anwil grał uważnie, na każde trafienie Energi Czarnych odpowiadał własnym i ani na chwilę nie tracił dystansu. Dość powiedzieć, że przez pierwsze 13 minut meczu przewaga żadnego z zespołów nie urosła ponad 3 punkty.
W ofensywie najwięcej pożytku było z Dardana Berishy i Seida Hajricia. Ten pierwszy świetnie wszedł w mecz rzucając 10 punktów w pierwszej kwarcie (2x3). Później jego skuteczność spadła, ale i tak dorzucił dwie kolejne, bardzo cenne trójki. Z kolei Seid Hajrić rozkręcał się powoli. Gdy już jednak złapał swój rytm, to na długie minuty potrafił skupiać uwagę na sobie. Tak było m.in. w drugiej kwarcie, gdy najpierw zebrał piłkę w ataku, następnie wymusił faul Davida Weavera, ponownie pomógł w ofensywnej zbiórce, a do tego zdobył jeszcze 4 punkty z rzędu. Gra wyglądała tak, że wydawało się, iż Berisha i Hajrić, wspierani wszędobylskim i skutecznym Johnem Allenem przez długi czas poddawali gospodarzy treningowi psychologicznemu. Grali punkt za punkt, cios za cios. Szukali słabszych stron rywali i natychmiast je wykorzystywali.
Oddać jednak należy, że Czarni również grali kapitalnie i trzeba było czekać aż do ostatniej kwarty, żeby zabiegi włocławian przyniosły powodzenie. Zaczęło się od jeszcze twardszej obrony. W oczy rzucał się zwłaszcza niesamowity nacisk na zawodników będących przy piłce. Wypychani za linie końcowe, albo zmuszani do rzutów z nieprzygotowanych pozycji kompletnie nie mogli złapać rytmu. Tymczasem na 66:60 rzucił Nick Lewis (zastąpił Corsleya Edwardsa, który popełnił 5 fauli i na boisku spędził jedynie 13,5 minuty). Przewagę trafieniem za trzy oraz dobitką rzutu Seida Hajricia zwiększył Lorinza Harrington i Anwil prowadził 71:60 w 34. minucie.
Fantastyczna obrona sprawiła, że gospodarze, mimo kolejnych czasów branych przez trenera Dainiusa Adomaitisa, nie byli w stanie skonstruować nawet jednej skutecznej akcji. Pierwsze punkty w decydującej kwarcie zdobyli po ponad 5 minutach, a i tak był to „podarunek” od Johna Allena. Amerykanin sugerując sędziom stratę gospodarzy naraził się na faul techniczny ukarany dwoma rzutami osobistymi, z których właśnie padły punkty dla Czarnych. Defensywa Anwilu nie słabła i pierwsze trafienie z gry gospodarze zaliczyli na półtorej minuty przed końcem. Kwestia wyłonienia zwycięzcy była już wtedy zamknięta. Anwil prowadził 78:62 i ani myślał o zwolnieniu tempa. Koncertowo grali Berisha z Hajriciem, udany powrót na parkiet zaliczył Lewis, a i kibice włocławscy dorzucili do wygranej swoją cegiełkę dopingiem nakręcając rytm akcji Rottweilerów.
Ostatecznie włocławianie wygrali 82:69. Triumf to tym bardziej cenny, że zrównuje ich punktami z Energą Czarnymi i plasuje ex aequo na trzecim miejscu w tabeli. Niedzielny rywal Anwilu przegrał dopiero trzeci mecz we własnej hali (dwie porażki z Anwilem).
Energa Czarni Słupsk - Anwil Włocławek 69:82 (23:24, 19:14, 18:26, 9:18)
Energa Czarni: Hinson 15, Burrell 14, Morrison 14, Kikowski 9, Białek 7, Weaver 6, Cesnauskis 0, Roszyk 2, Leończyk 2
Anwil: Berisha 18, Allen 17, Hajrić 16, Harrington 8, Kinnard 8, Szubarga 7, Lewis 6, Edwards 2, Wołoszyn 0
PEŁNE STATYSTYKI
Od samego początku widać było, że trener Krzysztof Szablowski przygotował zespół na trudny bój. Sygnałem do tego było wystawienie w pierwszej piątce walecznego Seida Hajricia kosztem ofensywnego lidera Corsleya Edwardsa. Być może ten zabieg miał też na celu wprowadzenie dezorientacji w szeregi gospodarzy i udało się to o tyle, że żadnym sposobem nie potrafili oni uczynić tego co najbardziej lubią – zdominowania rywala na własnym parkiecie. Anwil grał uważnie, na każde trafienie Energi Czarnych odpowiadał własnym i ani na chwilę nie tracił dystansu. Dość powiedzieć, że przez pierwsze 13 minut meczu przewaga żadnego z zespołów nie urosła ponad 3 punkty.
W ofensywie najwięcej pożytku było z Dardana Berishy i Seida Hajricia. Ten pierwszy świetnie wszedł w mecz rzucając 10 punktów w pierwszej kwarcie (2x3). Później jego skuteczność spadła, ale i tak dorzucił dwie kolejne, bardzo cenne trójki. Z kolei Seid Hajrić rozkręcał się powoli. Gdy już jednak złapał swój rytm, to na długie minuty potrafił skupiać uwagę na sobie. Tak było m.in. w drugiej kwarcie, gdy najpierw zebrał piłkę w ataku, następnie wymusił faul Davida Weavera, ponownie pomógł w ofensywnej zbiórce, a do tego zdobył jeszcze 4 punkty z rzędu. Gra wyglądała tak, że wydawało się, iż Berisha i Hajrić, wspierani wszędobylskim i skutecznym Johnem Allenem przez długi czas poddawali gospodarzy treningowi psychologicznemu. Grali punkt za punkt, cios za cios. Szukali słabszych stron rywali i natychmiast je wykorzystywali.
Oddać jednak należy, że Czarni również grali kapitalnie i trzeba było czekać aż do ostatniej kwarty, żeby zabiegi włocławian przyniosły powodzenie. Zaczęło się od jeszcze twardszej obrony. W oczy rzucał się zwłaszcza niesamowity nacisk na zawodników będących przy piłce. Wypychani za linie końcowe, albo zmuszani do rzutów z nieprzygotowanych pozycji kompletnie nie mogli złapać rytmu. Tymczasem na 66:60 rzucił Nick Lewis (zastąpił Corsleya Edwardsa, który popełnił 5 fauli i na boisku spędził jedynie 13,5 minuty). Przewagę trafieniem za trzy oraz dobitką rzutu Seida Hajricia zwiększył Lorinza Harrington i Anwil prowadził 71:60 w 34. minucie.
Fantastyczna obrona sprawiła, że gospodarze, mimo kolejnych czasów branych przez trenera Dainiusa Adomaitisa, nie byli w stanie skonstruować nawet jednej skutecznej akcji. Pierwsze punkty w decydującej kwarcie zdobyli po ponad 5 minutach, a i tak był to „podarunek” od Johna Allena. Amerykanin sugerując sędziom stratę gospodarzy naraził się na faul techniczny ukarany dwoma rzutami osobistymi, z których właśnie padły punkty dla Czarnych. Defensywa Anwilu nie słabła i pierwsze trafienie z gry gospodarze zaliczyli na półtorej minuty przed końcem. Kwestia wyłonienia zwycięzcy była już wtedy zamknięta. Anwil prowadził 78:62 i ani myślał o zwolnieniu tempa. Koncertowo grali Berisha z Hajriciem, udany powrót na parkiet zaliczył Lewis, a i kibice włocławscy dorzucili do wygranej swoją cegiełkę dopingiem nakręcając rytm akcji Rottweilerów.
Ostatecznie włocławianie wygrali 82:69. Triumf to tym bardziej cenny, że zrównuje ich punktami z Energą Czarnymi i plasuje ex aequo na trzecim miejscu w tabeli. Niedzielny rywal Anwilu przegrał dopiero trzeci mecz we własnej hali (dwie porażki z Anwilem).
Energa Czarni Słupsk - Anwil Włocławek 69:82 (23:24, 19:14, 18:26, 9:18)
Energa Czarni: Hinson 15, Burrell 14, Morrison 14, Kikowski 9, Białek 7, Weaver 6, Cesnauskis 0, Roszyk 2, Leończyk 2
Anwil: Berisha 18, Allen 17, Hajrić 16, Harrington 8, Kinnard 8, Szubarga 7, Lewis 6, Edwards 2, Wołoszyn 0
PEŁNE STATYSTYKI