Przed meczem pisaliśmy o tym, że po ostatniej porażce w Zielonej Górze na mecz z Wikaną Start Lublin włocławski rollercoster obrał jedyny właściwy kierunek - w górę tabeli. Niestety, po 40 minutach gry to goście opuszczali Hali Mistrzów uśmiechnięci, a Anwil Włocławek ponownie zjechał w dół, tym razem przegrywając 85:89.
Przed meczem pisaliśmy o tym, że po ostatniej porażce w Zielonej Górze na mecz z Wikaną Start Lublin włocławski rollercoster obrał jedyny właściwy kierunek - w górę tabeli. Niestety, po 40 minutach gry to goście opuszczali Hali Mistrzów uśmiechnięci, a Anwil Włocławek ponownie zjechał w dół, tym razem przegrywając 85:89.
Dwa tygodnie minęły od zwycięstwa Anwilu Włocławek nad PGE Turowem Zgorzelec i sytuacja drużyny zmieniła się jednak w kalejdoskopie. Po tamtym spotkaniu sztab trenerski oraz koszykarze zespołu mogli gratulować sobie udanej pracy, a także z optymizmem spoglądać w przyszłość, w kierunku play-off. Dzisiaj niestety nie mogą. Rottweilery przegrały w swojej własnej hali z Wikaną Start Lublin, a więc jednym z beniaminków. Trudno jednak o inny rezultat skoro przez 40 minut rywalizacji włocławianie nie prowadzili... ani razu.
Po raz kolejny koszmar drużyny zaczął się w pierwszej kwarcie. A przecież to nie pierwszy raz w tym sezonie. Tydzień temu Stelmet Zielona Góra prowadził z Anwilem 25:8 po dziesięciu minutach, a wcześniej losy spotkania już na początku meczu rozstrzygnęli gracze Asseco Gdynia (28:10) oraz Śląska Wrocław (28:13). Każda z tych drużyn była jednak wyżej w tabeli w momencie konfrontacji z Rottweilerami, w przeciwieństwie do 14. w hierarchii Wikany Startu. Nie przeszkodziło to jednak gościom wygrywać 30:19 po pierwszej odsłonie i 51:40 po dwóch kwartach.
Bardzo skutecznie w szeregach lublinian grał braterski duet Łukasz i Bartosz Diduszko - ten pierwszy miał do przerwy 15 punktów, a drugi 13 i pięć zbiórek. Dodatkowo, 14 oczek rzucił także Bryon Allen i to właśnie skuteczność tego tercetu dała beniaminkowi prowadzenie. Statystycznie Anwil nie wypadał słabiej od rywala, ale jednak nie miał wystarczającej siły rażenia w ofensywie. Dość powiedzieć, że tylko dwóch koszykarzy z Włocławka miało więcej, niż pięć oczek po pierwszej połowie: Greg Surmacz 11 i Deonta Vaughn dziewięć.
Amerykański playmaker przeplatał skuteczne momenty gry, bardzo słabymi, ale trzeba też oddać, że odpowiednio uruchomił się w niezwykle ważnym i trudnym momencie dla drużyny - gdy Wikana Start objęła prowadzenie 57:40 na początku trzeciej odsłony. Wówczas Vaughn w odstępie kilkudziesięciu sekund trafił dwukrotnie zza łuku, a także podał nad kosz do Chase'a Simona, który z impetem władował piłkę w obręcz. Anwil odzyskał wigor oraz chęć do gry i rozpoczął mozolną walkę o przejęcie kontroli nad meczem. Po chwili trójkę dołożył Konrad Wysocki, a pod koniec kwarty ponownie przymierzył Vaughn i Anwil przegrywał wówczas tylko 59:62, notując fantastyczną serię 19:5.
Pomimo lepszej postawy miejscowych, goście utrzymali prowadzenie przed ostatnią kwartą (68:62). Dwie trójki Hrvoje Kovacevicia oraz dwa celne rzuty wolne Wysockiego dały jednak upragniony remis (73:73) w 32. minucie spotkania. Wydawało się wówczas, że to Anwil - będący na fali - nie wypuści już szansy z rąk i zada kilka decydujących ciosów. Niestety, stało się zgoła odmiennie. To lublinianie zachowali więcej zimnej krwi, nie załamali się roztrwonieniem kilkunastopunktowej przewagi, a bardzo ważne trafienia zaliczali nie tylko wymienieni wyżej Bryon Allen czy bracia Diduszko, ale również inny Amerykanin Issac Wells. Włocławianie tymczasem, od wspomnianego remisu trafili tylko pięć z 16 rzutów z gry, a także popełnili dwie straty w kluczowym momencie, pozwalając tym samym zgarnąć gościom siódme zwycięstwo w sezonie.
Anwil Włocławek - Wikana Start Lublin 85:89 (19:30, 21:21, 22:17, 23:21)
Anwil: Vaughn 20, Surmacz 14, Wysocki 14, Kovacević 12, Crosariol 9, Simon 7, Hajrić 6, Eitutavicius 3, Witliński 0
Wikana Start: Allen 22, Ł. Diduszko 20, Wells 18, B. Diduszko 15, Śmigielski 9, Lewandowski 4, Wojdyła 1