Awans do Final Four, to wszystko na co było stać Anwil Włocławek w rozgrywkach IntermarchAą Basket Cup w sezonie 2013/2014. Przeszkodą nie do przejścia na drodze do finału okazał się Śląsk Wrocław, który pokonał włocławian 82:69. Mecz rozstrzygnął się w pierwszej połowie, w której gospodarze turnieju uzyskali ponad dwudziestopunktową przewagę.
Po tym jak w pierwszym półfinale Intermarché Basket Cup kibice nie doświadczyli wielkich emocji, wydawało się, że drugie starcie, w którym rywalizowali włocławianie z gospodarzami, dostarczy pokaźniejszą dawkę adrenaliny. I zaczęło się efektownie. Dynamiczny wsad nad próbującym rozpaczliwie bronić Pawłem Kikowskim wykonał Deividas Dulkys i… na tym skończyło się to co dobre dla Anwilu. W kolejnych akcjach piłka dosłownie wykręcała się z kosza Danilo Mijatoviciowi, Seidowi Hajriciowi i Dusanowi Katniciowi. Po przeciwnej stronie boiska szalał natomiast Michał Gabiński. Polski skrzydłowy w siedem minut zdobył 10 punktów i dał Śląskowi prowadzenie 15:4.
Przyczyn porażki swojej drużyny trener Milija Bogicević doszukiwał się właśnie w fenomenalnym początku Gabińskiego. - Bardzo źle weszliśmy w mecz. Za to Michał Gabiński pokazał, że w końcu musi coś trafić. Rzucił trzy trójki, co dało pewność całemu jego zespołowi. My próbowaliśmy jeszcze nawiązać walkę, ale przespaliśmy drugą kwartę i później było już bardzo ciężko.-
Zadanie Rottweilery miały tym trudniejsze, że szybko zdobyta dwucyfrowa przewaga nie zadowoliła gospodarzy. Przy dość słabej postawie Anwilu w obronie trafiali Dominique Johnson i Dany Gibson i na przerwę zespoły zeszły przy wyniku 50:28. Oczywistym było, że trener Milija Bogicević będzie musiał ostro zareagować w szatni na niemoc swoich koszykarzy. Grę należało poukładać tak, żeby poprawę wyniku rozpocząć od uważniejszego wyprowadzania piłki i unikania strat (aż 11 w pierwszej połowie).
Po powrocie na boisko wydawało się, że te zalecenia poskutkowały. Anwil na tyle dobrze bronił, że rywale aż przez 7 minut nie potrafili zdobyć punktów. Nie udało się tego jednak do końca wykorzystać, bo włocławianie też nie grzeszyli skutecznością. Trafił co prawda kilka razy Deividas Dulkys, a trójkę ustrzelił Danilo Mijatović, ale później gra w ataku znów stanęła. Kwintesencją niemocy na atakowanej połowie były cztery rzuty pod rząd Mijatovicia, które odbijały się od obręczy i za nic nie chciały wpaść. Sfrustrowany Serb usiadł na ławce i przed końcem trzeciej kwarty Śląsk znów odskoczył na 61:47 (.
Ostatnia odsłona nie przyniosła odmiany losów spotkania. Wśród wrocławian liderem był Danny Gibson, który trafiał zarówno zza linii 6,75 jak i po penetracjach. Za to w Anwilu zabrakło zdecydowanego bohatera. Na domiar złego rozcięcia dłoni doznał Paul Graham. Koszykarz, który dopiero co wrócił do gry został opatrzony i oglądał końcówkę meczu z ławki. Skończyło się na 82:69 dla Śląska, który w niedzielnym finale zagra z PGE Turowem Zgorzelec.
Statystyki meczów półfinałowych Intermarché Basket Cup:
Anwil Włocławek - Śląsk Wrocław 69:82 (11:26, 17:24, 19:11, 22:21)
Anwil: Dulkys 19, Katnić 12, Kostrzewski 9, Hajrić 8, Mijatović 7, Pamuła 6, Graham 3, Witliński 3, Sokołowski 2,
Śląsk: Gibson 21, Johnson 12, Gabiński 10, Kikowski 9, Parzeński 7, Sulima 6, Malasević 6, Mroczek 5, Miller 4, Hyży 2
Stabill Jezioro Tarnobrzeg – PGE Turów Zgorzelec 51:89 (15:32, 14:22, 14:13, 8:22)
Stabill Jezioro: Goffney 14, Doaks 9, Nowakowski 8, Łukasiak 6, Allen 5, Fitzgerald 5, Hamilton 4, Krajniewski 0, Patoka 0
PGE Turów: Dylewicz 15, T. Taylor 15, Kulig 14, Prince 11, Zigeranović 10, Wiśniewski 9, Karolak 5, Stelmach 5, M. Taylor 5, Krestinin 0