W Intermarché Basket Cup – Pucharze Polski 2012/2013 Anwil Włocławek pokonał Energę Czarnych 86:74. 12-punktową zaliczkę Rottweilery wypracowały po przerwie (45:28 w drugich dwudziestu minutach) i teraz podstawowym zadaniem będzie jej obronienie w słupskim rewanżu.
W Intermarché Basket Cup – Pucharze Polski 2012/2013 Anwil Włocławek pokonał Energę Czarnych 86:74. 12-punktową zaliczkę Rottweilery wypracowały po przerwie (45:28 w drugich dwudziestu minutach) i teraz podstawowym zadaniem będzie jej obronienie w słupskim rewanżu.
Początek meczu, a właściwie cała pierwsza połowa, należała do Energi Czarnych. Goście zaczęli dobrze głównie dzięki Robertowi Tomaszkowi. Center był w tym spotkaniu podwójnie zmotywowany, bo pod nieobecność Valdasa Dabkusa to na nim skupiała się gra pod koszem. Tomaszek zdobył 4 z 9 punktów swojej drużyny, podczas gdy Anwil nie zanotował ani jednego. Na szczęście, dwiema trójkami odpowiedział mu Tony Weeden i dystans między drużynami znacząco się zmniejszył. Jako, że na początku obrona po obu stronach boiska była nieco senna, to Amerykanin złapał wiatr w żagle. Zdobył 11 punktów w pierwszej kwarcie, ale i tak gospodarze przegrywali 18:25.
Szansę na przełamanie Anwil otrzymał w 12. minucie. Po dobrym fragmencie doszedł Energę Czarnych na 2 punkty, a w dodatku na linii rzutów wolnych stanął faulowany Marcus Ginyard. Niestety, skrzydłowemu raz zadrżała ręka i nie doprowadził do remisu, a później goście znów zaczęli uciekać. Czynili to na tyle skutecznie, że po 4 minutach prowadzili już 37:26. Trener Milija Bogicević brał kolejne czasy i uczulał swoich zawodników na to, żeby nie pozwalali na zdobywanie łatwych punktów. Teoria to jednak jedno, a praktyka okazała się nieco inna. Chociaż do przerwy udało się nieco zmniejszyć straty (41:46), to Czarne Pantery cały czas były stroną przeważającą.
Widoczna poprawa nastąpiła po powrocie z szatni. – Zaczęliśmy zupełnie inaczej, to znaczy z dużą determinacją – mówił później trener Milija Bogicević. - Szukaliśmy szybkiego ataku, a do tego oprócz Szubargi dużo punktów zaczął nam dawać Ginyard. Gdy w końcówce za rzucanie wziął się jeszcze Boykin, to wreszcie nasza ofensywa wyglądała tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Chcę pochwalić cały zespół, bo na przykład Frasunkiewicz z Bartoszem wykonali ciężką pracę pod tablicami.-
Wspomnianych przez trenera Bogicevicia punktów z szybkiego ataku Anwil zdobył aż 30 (przy 10 Energi Czarnych). Dynamiczna gra w końcówce pozwoliła wyjść z dołka sięgającego minus 11 punktów na prowadzenie 66:60. Trener Marius Linartas zdołał jednak jeszcze raz poukładać grę gości i natchnąć ich do ataku. Na niespełna 3 minuty przed końcem zrobiło się zaledwie 71:70 dla włocławian, ale wtedy swój koncert dał Krzysztof Szubarga. Kapitan najpierw z zimną krwią trafił trudną trójkę, po chwili dołożył do niej dwa rzuty osobiste, a następnie zaliczył asystę do Rubena Boykina w akcji 2+1. Dobra gra potężnych Roberta Tomaszka i Yemiego Gadri-Nicholsona (w sumie 38 punktów) nie pomogła gościom i Anwil wygrał 86:74.
Na uwagę zasługuje nie tylko samo zwycięstwo ale i zespołowy styl włocławian. Nasza drużyna zaliczyła aż 21 asyst, na które złożyli się wszyscy koszykarze, którzy pojawili się na boisku. Taki przebieg meczu może cieszyć i napawać optymizmem przed rewanżem za tydzień w Słupsku.
Anwil Włocławek - Energa Czarni Słupsk 86:74 (18:25, 23:21, 21:14, 24:14)Szansę na przełamanie Anwil otrzymał w 12. minucie. Po dobrym fragmencie doszedł Energę Czarnych na 2 punkty, a w dodatku na linii rzutów wolnych stanął faulowany Marcus Ginyard. Niestety, skrzydłowemu raz zadrżała ręka i nie doprowadził do remisu, a później goście znów zaczęli uciekać. Czynili to na tyle skutecznie, że po 4 minutach prowadzili już 37:26. Trener Milija Bogicević brał kolejne czasy i uczulał swoich zawodników na to, żeby nie pozwalali na zdobywanie łatwych punktów. Teoria to jednak jedno, a praktyka okazała się nieco inna. Chociaż do przerwy udało się nieco zmniejszyć straty (41:46), to Czarne Pantery cały czas były stroną przeważającą.
Widoczna poprawa nastąpiła po powrocie z szatni. – Zaczęliśmy zupełnie inaczej, to znaczy z dużą determinacją – mówił później trener Milija Bogicević. - Szukaliśmy szybkiego ataku, a do tego oprócz Szubargi dużo punktów zaczął nam dawać Ginyard. Gdy w końcówce za rzucanie wziął się jeszcze Boykin, to wreszcie nasza ofensywa wyglądała tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Chcę pochwalić cały zespół, bo na przykład Frasunkiewicz z Bartoszem wykonali ciężką pracę pod tablicami.-
Wspomnianych przez trenera Bogicevicia punktów z szybkiego ataku Anwil zdobył aż 30 (przy 10 Energi Czarnych). Dynamiczna gra w końcówce pozwoliła wyjść z dołka sięgającego minus 11 punktów na prowadzenie 66:60. Trener Marius Linartas zdołał jednak jeszcze raz poukładać grę gości i natchnąć ich do ataku. Na niespełna 3 minuty przed końcem zrobiło się zaledwie 71:70 dla włocławian, ale wtedy swój koncert dał Krzysztof Szubarga. Kapitan najpierw z zimną krwią trafił trudną trójkę, po chwili dołożył do niej dwa rzuty osobiste, a następnie zaliczył asystę do Rubena Boykina w akcji 2+1. Dobra gra potężnych Roberta Tomaszka i Yemiego Gadri-Nicholsona (w sumie 38 punktów) nie pomogła gościom i Anwil wygrał 86:74.
Na uwagę zasługuje nie tylko samo zwycięstwo ale i zespołowy styl włocławian. Nasza drużyna zaliczyła aż 21 asyst, na które złożyli się wszyscy koszykarze, którzy pojawili się na boisku. Taki przebieg meczu może cieszyć i napawać optymizmem przed rewanżem za tydzień w Słupsku.
Anwil: Ginyard 20, Szubarga 18, Weeden 15, Boykin 11, Wright 6, Eitutavicius 6, Frasunkiewicz 5, Bartosz 4, Sokołowski 1, Seweryn 0
Energa Czarni: Tomaszek 19, Gadri-Nicholson 19 Dutkiewicz 16, Knutson 12, Brandwein 6, Kostrzewski 2, Nowakowski 0, Jakubiak 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI