Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

I. Griszczuk: Czekamy na efekty rozmów z agentami

Poniedziałek, 20 Lipca 2009, 1:00, Michał Fałkowski

Koszykarski camp Michaela Harta w Las Vegas dobiegł końca. Po tygodniowych obserwacjach zawodników, do Włocławka powrócili trener Igor Griszczuk i kierownik zespołu Hubert Hejman. Co z ich pracy wyniknęło, zapytaliśmy szkoleniowca Anwilu?

Koszykarski camp Michaela Harta w Las Vegas dobiegł końca. Po tygodniowych obserwacjach zawodników, do Włocławka powrócili trener Igor Griszczuk i kierownik zespołu Hubert Hejman. Co z ich pracy wyniknęło, zapytaliśmy szkoleniowca Anwilu?

Jak wyglądał typowy dzień podczas campu?

 

Igor Griszczuk - Wstawaliśmy bardzo wcześnie. Nie tylko ze względu na problemy ze snem, związane z różnicą czasu, ale przede wszystkim, żeby jak najlepiej wykorzystać nasz pobyt. Jeśli czas pozwalał, jeszcze przed wyjściem do hali oglądaliśmy DVD z nagraniami meczów, w których występowali interesujący nas zawodnicy. Później nasza praca polegała na obserwowaniu campu, czyli codziennej serii meczów. Sporządzaliśmy i analizowaliśmy statystyki, rozmawialiśmy z innymi trenerami i agentami. Po południu przenosiliśmy się na ligę letnią. Niestety, tam już mogliśmy tylko oglądać zawodników, bo o ich zatrudnieniu nie było mowy. Ich wymagania finansowe były daleko poza naszym zasięgiem.

 

Czy zgodzi się pan ze mną, że obserwowanie campu w Las Vegas jest nie tylko pożyteczne dla klubu, ale i cenne z punktu widzenia trenera?

 

- Jestem bardzo zadowolony z tego wyjazdu. Przede wszystkim dlatego, że mogłem zobaczyć wielu zawodników po collegeu, jak i takich, którzy aspirują do NBA. Byli podzieleni na drużyny, które grały bezpośrednio po sobie przez kilka godzin. Każdy z koszykarzy otrzymywał podobną ilość minut na parkiecie, żeby można było właściwie go ocenić. Cenne były też rozmowy z innymi trenerami i osobami działającymi w branży koszykarskiej.

 

Czy możemy uznać, że camp jest najlepszą formą poznania nowych koszykarzy?

 

- Udział w campie daje więcej możliwości niż ściąganie zawodników na try-out. Jest też tańszy, więc myślę, że w przyszłości musimy częściej decydować się na tego typu wyjazdy. Nie tylko do Stanów Zjednoczonych, ale też do Treviso, czy jeszcze bliżej, do Niemiec. To bardzo dobra forma przyjrzenia się rynkowi koszykarskiemu. Akurat w Stanach mieliśmy możliwość oglądania głównie graczy amerykańskich, więc w Europie moglibyśmy uważniej przejrzeć ofertę koszykarzy z naszego kontynentu.

 

Podejrzewam, że wcześniej zapoznał się pan ze statystykami zawodników biorących udział w campie i miał przygotowaną listę tych, którym warto się szczególnie przyglądać. Ile nazwisk wykreślił pan z tej listy, a ilu zostało?

 

- Tutaj muszę powiedzieć coś zaskakującego. Zawodnicy, którymi zainteresowaliśmy się podczas pobytu w Las Vegas, to zupełnie inni koszykarze, niż ci, których braliśmy pod uwagę przed campem. Po raz kolejny okazało się, że statystyki nie oddają prawdziwej wartości koszykarza. Musieliśmy ich zobaczyć na żywo, żeby przekonać się, że jedni nie nadają się do niczego, a inni (przez słabsze statystyki niedoceniani) są naprawdę warci uwagi. Teraz czekamy na efekty naszych rozmów z ich agentami.

 

W takim razie przejdźmy do konkretów. Czy może Pan zdradzić nazwiska tych zawodników?

 

- Niestety, nie mogę ich ujawnić z dwóch powodów. Po pierwsze, są nimi zainteresowane również inne kluby i nie chciałbym rozbudzać czyjegoś apetytu, bo transfery wcale nie muszą dojść do skutku. A po drugie, zapewne ich cena mogłaby wzrosnąć, co przecież nie leży w naszym interesie.

 

Rozumiem, że zostały im przedstawione konkretne oferty…

 

- Oczywiście. Nasz klub przedstawił im warunki kontraktów, które możemy zaproponować i czekamy na ich odpowiedź. Wszystko zależy teraz od decyzji koszykarzy i agentów. W Las Vegas byli przedstawiciele wielu klubów z Europy, które z pewnością też kuszą zawodników.

 

Wśród nich były również osoby znane polskim kibicom…

 

- Wspomnę tylko o Tomasie Pacesasie, z którym wspólnie obejrzeliśmy wiele meczów. Oprócz udziału w lidze letniej, gdzie był jednym z trenerów, tak jak my obserwował camp. Mogliśmy spokojnie wymieniać uwagi, bo on poszukiwał innych koszykarzy, szczególnie jeśli chodzi o wymagania finansowe.

 

Kiedy możemy spodziewać się nowych nazwisk w Anwilu?

 

- W tej chwili w klubie pracujemy nad propozycjami dla trzech zawodników, których widziałbym w składzie. Mam nadzieję, że dojdziemy z nimi do porozumienia. Dodam, że w pierwszej kolejności musimy zamknąć „polski” skład. Gdy już będziemy wiedzieli na jakich pozycjach mamy Polaków, będzie można podejmować zdecydowane kroki w kwestii obcokrajowców.