Anwil Włocławek nie sprostał rosyjskiej Krasnye Krylie i w meczu kończącym pierwszą rundę Eurocup przegrał 103:80. Nasi koszykarze długo dotrzymywali kroku ekipie Qyntela Woodsa, jednak w ostatniej odsłonie nie wytrzymali tempa tego ofensywnego spotkania i musieli uznać wyższość rywala.
Anwil Włocławek nie sprostał rosyjskiej Krasnye Krylie i w meczu kończącym pierwszą rundę Eurocup przegrał 103:80. Nasi koszykarze długo dotrzymywali kroku ekipie Qyntela Woodsa, jednak w ostatniej odsłonie nie wytrzymali tempa tego ofensywnego spotkania i musieli uznać wyższość rywala.
Gospodarze mecz z Anwilem rozpoczęli w składzie Brion Rush – Gerlald Green – Ernest Bremer - Konstantin Nesterov - Primoz Brezec. Trudno powiedzieć, kto w tym zestawieniu był największą gwiazdą, ale pewne jest, że zawiódł tylko Rosjanin, podczas gdy czwórka Amerykanów wspomagana wchodzącym z ławki Qyntelem Woodsem zagrała jak na wielkich mistrzów przystało. Na szczęście, koszykarze Anwilu nie przestraszyli się słynnych nazwisk i dużych umiejętności prezentowanych od początku spotkania i dotrzymywali im kroku.
Po czwartym punkcie zdobytym przez Chrisa Thomasa prowadzili nawet 12:9 i nowy trener gospodarzy, Stanislav Eremin, musiał szukać pomocy u Woodsa. Ten nie zawiódł, prezentując dokładnie te same walory, co w czasie gry w polskiej lidze. Doskonale wykorzystywał świetne podania Bremera, a także sam kreował sobie pozycje do rzutu. W znacznej mierze dzięki niemu Krasnye prowadziło po dziesięciu minutach 25:21.
Mimo, że w Samarze doskonale znają Erica Hicksa, to właśnie Amerykanin zdołał zaskoczyć gospodarzy i zdobywając punkt za punktem znacząco przyczynił się do remisu 27:27. Center Anwilu toczył zacięty bój z wyższym od niego o niemal 20 cm Brezecem i o ile w ataku nie pozostawał mu dłużny, to w obronie nie mógł upilnować słoweńskiego giganta. Koszykarzom Anwilu nie pomogły nawet punkty Nikoli Jovanovicia i do szatni zeszli przy dziesięciopunktowej stracie (52:42).
Nadzieje włocławian odżyły w połowie trzeciej kwarty. Zaliczyli run 10:2 i doszli rywali na 66:60. Podczas gdy dla Anwilu punktowali Hicks i Łukasz Majewski, po stronie gospodarzy szaleli Bremer i Brezec, którzy jeszcze niedawno biegali po parkietach NBA. Nawet gdy nie udawało im się skutecznie kończyć akcji, to zbiórki ofensywne pozwalały na ponowienia, po których Samara zdobyła w sumie 13 oczek.
Dziesięć punktów przed ostatnią odsłoną wydawało się solidną zaliczką dla dobrze grających gospodarzy, ale Anwil swoją zaciętością i dobrą dyspozycją rzutową zdołał w kilka minut niemal zupełnie zniwelować straty. Rosjanie patrzyli jak zahipnotyzowani na DJ-a Thompsona, który wybierał im piłkę z kozła, by dograć do kolegów skutecznie kończących kolejne akcje. Sam również punktował, a po asyście do Dardana Berishy schodził na time-out nie kryjąc radości. Anwil przegrywał już tylko 73:70 nie pozwalając rywalowi na ani jeden kosz w decydującej odsłonie.
Niestety, czas wzięty przez Stanislava Eremina poskutkował. Świetnie usposobieni ofensywnie gracze Krasnye przypomnieli sobie, jak grali w drugiej kwarcie i ponownie zaczęli odskakiwać Anwilowi. Z kolei naszym zawodnikom zabrakło zimnej krwi. Niepotrzebne straty i złe decyzje rzutowe sprawiły, że po krótkim czasie znów przegrywali dziesięcioma punktami (87:77). Nerwowość, która wkradła się w poczynania włocławian była aż nadto widoczna i zadecydowała o wysoko przegranych ostatnich minutach. Podczas gdy Anwil zdołał zdobyć trzy oczka, gracze Krasnye rzucili ich 16 i ostatecznie wygrali 103:80.
Końcowy wynik nie oddaje obrazu gry włocławian przez niemal cały mecz. Anwil był równorzędnym przeciwnikiem dla rosyjskiej ekipy, która mimo przewagi fizycznej na każdej pozycji długo nie potrafiła narzucić swojego stylu gry. Włocławianie, choć bez wymarzonych dwóch punktów, to w długą drogę powrotną do Polski mogą udać się z podniesionymi głowami.
Po czwartym punkcie zdobytym przez Chrisa Thomasa prowadzili nawet 12:9 i nowy trener gospodarzy, Stanislav Eremin, musiał szukać pomocy u Woodsa. Ten nie zawiódł, prezentując dokładnie te same walory, co w czasie gry w polskiej lidze. Doskonale wykorzystywał świetne podania Bremera, a także sam kreował sobie pozycje do rzutu. W znacznej mierze dzięki niemu Krasnye prowadziło po dziesięciu minutach 25:21.
Mimo, że w Samarze doskonale znają Erica Hicksa, to właśnie Amerykanin zdołał zaskoczyć gospodarzy i zdobywając punkt za punktem znacząco przyczynił się do remisu 27:27. Center Anwilu toczył zacięty bój z wyższym od niego o niemal 20 cm Brezecem i o ile w ataku nie pozostawał mu dłużny, to w obronie nie mógł upilnować słoweńskiego giganta. Koszykarzom Anwilu nie pomogły nawet punkty Nikoli Jovanovicia i do szatni zeszli przy dziesięciopunktowej stracie (52:42).
Nadzieje włocławian odżyły w połowie trzeciej kwarty. Zaliczyli run 10:2 i doszli rywali na 66:60. Podczas gdy dla Anwilu punktowali Hicks i Łukasz Majewski, po stronie gospodarzy szaleli Bremer i Brezec, którzy jeszcze niedawno biegali po parkietach NBA. Nawet gdy nie udawało im się skutecznie kończyć akcji, to zbiórki ofensywne pozwalały na ponowienia, po których Samara zdobyła w sumie 13 oczek.
Dziesięć punktów przed ostatnią odsłoną wydawało się solidną zaliczką dla dobrze grających gospodarzy, ale Anwil swoją zaciętością i dobrą dyspozycją rzutową zdołał w kilka minut niemal zupełnie zniwelować straty. Rosjanie patrzyli jak zahipnotyzowani na DJ-a Thompsona, który wybierał im piłkę z kozła, by dograć do kolegów skutecznie kończących kolejne akcje. Sam również punktował, a po asyście do Dardana Berishy schodził na time-out nie kryjąc radości. Anwil przegrywał już tylko 73:70 nie pozwalając rywalowi na ani jeden kosz w decydującej odsłonie.
Niestety, czas wzięty przez Stanislava Eremina poskutkował. Świetnie usposobieni ofensywnie gracze Krasnye przypomnieli sobie, jak grali w drugiej kwarcie i ponownie zaczęli odskakiwać Anwilowi. Z kolei naszym zawodnikom zabrakło zimnej krwi. Niepotrzebne straty i złe decyzje rzutowe sprawiły, że po krótkim czasie znów przegrywali dziesięcioma punktami (87:77). Nerwowość, która wkradła się w poczynania włocławian była aż nadto widoczna i zadecydowała o wysoko przegranych ostatnich minutach. Podczas gdy Anwil zdołał zdobyć trzy oczka, gracze Krasnye rzucili ich 16 i ostatecznie wygrali 103:80.
Końcowy wynik nie oddaje obrazu gry włocławian przez niemal cały mecz. Anwil był równorzędnym przeciwnikiem dla rosyjskiej ekipy, która mimo przewagi fizycznej na każdej pozycji długo nie potrafiła narzucić swojego stylu gry. Włocławianie, choć bez wymarzonych dwóch punktów, to w długą drogę powrotną do Polski mogą udać się z podniesionymi głowami.
Krasnie Krylia Samara – Anwil Włocławek 103:80 (25:21, 27:21, 21:21, 30:17)
Krasnye: Green 21, Rush 21, Bezec 20, Woods 19, Bremer 15, Anisimov 5, Nesterov 2, Karaulov 0, Kuzyakin 0.
Anwil: Hicks 16, Jovanović 14, Pluta 13, Thomas 10 Majewski 7, Miller 7, Berisha 5, Modrić 4, Thompson 4.
Krasnye: Green 21, Rush 21, Bezec 20, Woods 19, Bremer 15, Anisimov 5, Nesterov 2, Karaulov 0, Kuzyakin 0.
Anwil: Hicks 16, Jovanović 14, Pluta 13, Thomas 10 Majewski 7, Miller 7, Berisha 5, Modrić 4, Thompson 4.