Prezes Zarządu PZKosz Grzegorz Bachański był przed kilkoma dniami gościem Anwilu Włocławek. Konstatacjami po rozmowach, jakie odbył w naszym klubie, oraz w Urzędzie Miasta Włocławek zgodził się podzielić z oficjalną stroną internetową Anwilu. Zapraszamy do lektury rozmowy.
Prezes Zarządu PZKosz Grzegorz Bachański był przed kilkoma dniami gościem Anwilu Włocławek. Konstatacjami po rozmowach, jakie odbył w naszym klubie, oraz w Urzędzie Miasta Włocławek zgodził się podzielić z oficjalną stroną Anwilu. Zapraszamy do lektury rozmowy.
Przez wiele lat był pan sędzią międzynarodowym, pełnił również kolejne funkcje w PZKosz. Czy koszykówka to nieodzowna część pańskiego dorosłego życia? Jak wyglądała droga, która doprowadziła pana do funkcji prezesa związku?
Grzegorz Bachański - Jeśli chodzi o czynne uprawianie sportu, to wszystko zaczęło się od piłki nożnej. Koszykówka przyszła nieco później, w szkole średniej. Moi nauczyciele zmobilizowali mnie do zrobienia licencji sędziowskiej, a później, w trakcie studiów, skierowałem swoje kroki do PZKosz. Zaczynałem jako szeregowy pracownik, by szczebel po szczeblu osiągać kolejne etapy kariery. Mogę powiedzieć, że pracę w związku poznałem od podstaw. Nauczyłem się wszystkiego o organizacji zawodów sportowych, a także o strukturze, aspektach prawnych oraz sposobie funkcjonowania PZKosz. Myślę, że to uprawnia mnie do stwierdzenia, że jestem doskonale przygotowany do sprawowania funkcji prezesa związku. W tej materii wiem wszystko i postaram się wykorzystać moje doświadczenie dla dobra dyscypliny.
Jaki jest cel pańskiej wizyty we Włocławku?
- Włocławek to bardzo ważne miejsce na koszykarskiej mapie Polski, więc nie mogłem go nie odwiedzić na początku swojej pracy na stanowisku prezesa. Jest dla mnie priorytetem, by mieć dobry kontakt z takimi właśnie ośrodkami. Spotkałem się z prezesem Zbigniewem Polatowskim na merytorycznej rozmowie, a także odwiedziliśmy prezydenta miasta, pana Andrzeja Pałuckiego. Cieszy mnie, że we Włocławku tak profesjonalnie i zarazem przychylnie podchodzi się do kwestii wykorzystania potencjału, jaki tkwi w baskecie. Z tych spotkań wyniknęło wiele wspólnych, ciekawych wniosków.
Czy wśród nich były te dotyczące rozgrywania meczów reprezentacji lub imprez typu Puchar Polski w naszym mieście?
- Chcę zapewnić, że Włocławek ma szanse na organizowanie takich meczów. Tak jak już mówiłem, cenię sobie współpracę z lokalnymi ośrodkami koszykarskimi, zwłaszcza tak prężnymi, jak włocławski. Dlaczego nie dać mieszkańcom miasta, w którym kocha się koszykówkę, satysfakcji z oglądania reprezentacji lub finałów Pucharu? Oczywiście niczego nie mogę obiecać, ale zapewniam, że jestem zwolennikiem oddania koszykówki społecznościom lokalnym, którym bardzo na tym zależy.
Zaobserwowałem, że od początku swojej działalności, zamierza Pan być blisko koszykówki „na żywo”, czy tak?
- Tak, obserwowałem już mecze Pucharu Polski i w przyszłości zamierzam częściej niż mój poprzednik odwiedzać polskie hale. Uważam, że poza funkcją organizacyjną prezesa PZKosz, ma on również wiele obowiązków reprezentacyjnych. To również działa na wyobraźnię i podnosi prestiż zawodów, gdy na trybunach pojawia się osoba ze ścisłego kierownictwa polskiej koszykówki. Z racji wielu obowiązków, to nie zawsze muszę być ja osobiście, ale rozmawiałem już o tym z moimi współpracownikami i ich też gorąco zachęcałem do takiej aktywności. Wiceprezes PZKosz lub członkowie prezydium powinni angażować się w najważniejsze wydarzenia koszykarskie w terenie.
Ważnym aspektem działalności PZKosz jest organizacja pracy reprezentacji narodowej. Czy jest jakaś możliwość, żeby zachować większą ciągłość meczów kadry, czy idziemy w kierunku takim, że biało-czerwoni grają tylko latem, a w pozostałej części roku emocjonujemy się rozgrywkami ligowymi?
- Musimy mieć świadomość, że realia w których reprezentacja gra tylko latem są wymuszane przez samą NBA. Włodarzom najlepszej ligi świata bardzo zależy na tym, by w trakcie sezonu koszykarze skupiali się tylko na grze w klubach i dopiero w wakacyjnej przerwie brali udział w zgrupowaniach kadry. Oczywiście jestem zwolennikiem sytuacji, w której reprezentacja grałaby częściej niż tylko latem. Krótkie zgrupowania w trakcie sezonu na pewno podniosłyby jej atrakcyjność i rozpoznawalność, ale tak jak już wcześniej powiedziałem, trudno o to zabiegać, gdy w grę wchodzi zaangażowanie włodarzy NBA. Sam prezes PZKosz, czy każdego innego krajowego związku koszykówki ma na to niewielki wpływ. Potrzebne jest szersze porozumie w tej sprawie i wypracowanie wspólnego, ponadnarodowego stanowiska.
Co w takim razie robić, żeby reprezentacja koszykarzy mocniej zaistniała w świadomości kibiców sportowych?Grzegorz Bachański - Jeśli chodzi o czynne uprawianie sportu, to wszystko zaczęło się od piłki nożnej. Koszykówka przyszła nieco później, w szkole średniej. Moi nauczyciele zmobilizowali mnie do zrobienia licencji sędziowskiej, a później, w trakcie studiów, skierowałem swoje kroki do PZKosz. Zaczynałem jako szeregowy pracownik, by szczebel po szczeblu osiągać kolejne etapy kariery. Mogę powiedzieć, że pracę w związku poznałem od podstaw. Nauczyłem się wszystkiego o organizacji zawodów sportowych, a także o strukturze, aspektach prawnych oraz sposobie funkcjonowania PZKosz. Myślę, że to uprawnia mnie do stwierdzenia, że jestem doskonale przygotowany do sprawowania funkcji prezesa związku. W tej materii wiem wszystko i postaram się wykorzystać moje doświadczenie dla dobra dyscypliny.
Jaki jest cel pańskiej wizyty we Włocławku?
- Włocławek to bardzo ważne miejsce na koszykarskiej mapie Polski, więc nie mogłem go nie odwiedzić na początku swojej pracy na stanowisku prezesa. Jest dla mnie priorytetem, by mieć dobry kontakt z takimi właśnie ośrodkami. Spotkałem się z prezesem Zbigniewem Polatowskim na merytorycznej rozmowie, a także odwiedziliśmy prezydenta miasta, pana Andrzeja Pałuckiego. Cieszy mnie, że we Włocławku tak profesjonalnie i zarazem przychylnie podchodzi się do kwestii wykorzystania potencjału, jaki tkwi w baskecie. Z tych spotkań wyniknęło wiele wspólnych, ciekawych wniosków.
Czy wśród nich były te dotyczące rozgrywania meczów reprezentacji lub imprez typu Puchar Polski w naszym mieście?
- Chcę zapewnić, że Włocławek ma szanse na organizowanie takich meczów. Tak jak już mówiłem, cenię sobie współpracę z lokalnymi ośrodkami koszykarskimi, zwłaszcza tak prężnymi, jak włocławski. Dlaczego nie dać mieszkańcom miasta, w którym kocha się koszykówkę, satysfakcji z oglądania reprezentacji lub finałów Pucharu? Oczywiście niczego nie mogę obiecać, ale zapewniam, że jestem zwolennikiem oddania koszykówki społecznościom lokalnym, którym bardzo na tym zależy.
Zaobserwowałem, że od początku swojej działalności, zamierza Pan być blisko koszykówki „na żywo”, czy tak?
- Tak, obserwowałem już mecze Pucharu Polski i w przyszłości zamierzam częściej niż mój poprzednik odwiedzać polskie hale. Uważam, że poza funkcją organizacyjną prezesa PZKosz, ma on również wiele obowiązków reprezentacyjnych. To również działa na wyobraźnię i podnosi prestiż zawodów, gdy na trybunach pojawia się osoba ze ścisłego kierownictwa polskiej koszykówki. Z racji wielu obowiązków, to nie zawsze muszę być ja osobiście, ale rozmawiałem już o tym z moimi współpracownikami i ich też gorąco zachęcałem do takiej aktywności. Wiceprezes PZKosz lub członkowie prezydium powinni angażować się w najważniejsze wydarzenia koszykarskie w terenie.
Ważnym aspektem działalności PZKosz jest organizacja pracy reprezentacji narodowej. Czy jest jakaś możliwość, żeby zachować większą ciągłość meczów kadry, czy idziemy w kierunku takim, że biało-czerwoni grają tylko latem, a w pozostałej części roku emocjonujemy się rozgrywkami ligowymi?
- Musimy mieć świadomość, że realia w których reprezentacja gra tylko latem są wymuszane przez samą NBA. Włodarzom najlepszej ligi świata bardzo zależy na tym, by w trakcie sezonu koszykarze skupiali się tylko na grze w klubach i dopiero w wakacyjnej przerwie brali udział w zgrupowaniach kadry. Oczywiście jestem zwolennikiem sytuacji, w której reprezentacja grałaby częściej niż tylko latem. Krótkie zgrupowania w trakcie sezonu na pewno podniosłyby jej atrakcyjność i rozpoznawalność, ale tak jak już wcześniej powiedziałem, trudno o to zabiegać, gdy w grę wchodzi zaangażowanie włodarzy NBA. Sam prezes PZKosz, czy każdego innego krajowego związku koszykówki ma na to niewielki wpływ. Potrzebne jest szersze porozumie w tej sprawie i wypracowanie wspólnego, ponadnarodowego stanowiska.
- Póki co trzeba ją promować w takim trybie, w jakim gra obecnie. Najważniejsze, żeby do odbiorcy popłynął jasny przekaz – od jesieni do wiosny emocjonujemy się ligą, a każdego lata nasze oczy skupiają się na grze biało-czerwonych. W zbliżających się Mistrzostwach Europy trafiliśmy do bardzo trudnej grupy, ale to może być wręcz naszym atutem. Śmiem twierdzić, że kibic sportowy znacznie chętniej obejrzy mecz Polaków z Hiszpanami bądź Litwinami niż z jakimkolwiek zespołem z niższej półki. Poza tym, jeśli presja wyniku będzie mniejsza, to i łatwiej będzie o niespodzianki.
A do tego wobec dłuższej perspektywy pracy z trenerem nie będzie nacisku, żeby natychmiast rozliczyć go z wyników.
- Tak, moją ideą jest, by szkoleniowiec reprezentacji mógł z nią pracować w kilkuletnim wymiarze czasowym. Mecze z silnymi rywalami mogą być dla niego trudnym przetarciem, ale na pewno przyniosą wiele pożytku. Do tego, będzie mógł liczyć na więcej wyrozumiałości w przypadku niepowodzenia, choć oczywiście zakładam scenariusz optymistyczny. Jeśli chcemy zbudować silną reprezentację, to musimy postawić na ciągłość pracy trenerskiej. Wokół drużyny narodowej musi zostać zbudowany kompleksowy program szkolenia młodzieży i pozyskiwania talentów. Nie możemy patrzeć krótkowzrocznie i tylko w jednym kierunku.
A może koszykówce najbardziej doskwiera brak dobrze wypromowanych gwiazd, tzw. „twarzy”, które kojarzyłyby się nawet ludziom, którzy na co dzień nie interesują się basketem? Jak je wykreować?
- Realizacja tego zadania jest możliwa tylko za pomocą wyników. Sportowe osiągnięcia kształtują świadomość społeczną. Ludzie kochają tych sportowców, którzy odnoszą sukcesy. Dlatego właśnie tylko dobrą postawą na boisku można sobie wywalczyć rozpoznawalność. Sam marketing nie wystarczy, bo sprzedawalibyśmy tylko pusty, napompowany balon. Za nazwiskiem musi iść jakaś treść. Posłużę się przykładem Marcina Gortata, który dzięki swojej pracy i talentowi znalazł się na samym szczycie, czyli w NBA. Dzięki temu jest teraz najbardziej medialnym koszykarzem w Polsce. Zupełnie zasłużenie.
Czy PZKosz ma plan, jak można lepiej wykorzystać polskie kluby, by TBL nie była jedynymi ważnymi rozgrywkami, w których biorą udział?
- Przyznam, że nie do końca podoba mi się pomysł organizowania wielu, zupełnie niepowiązanych ze sobą eventów. Oczywiście, muszę to jeszcze przedyskutować w szerszym gronie, ale nie wiem, czy do końca trafione jest rozgrywanie imprez typu Mecz Gwiazd. W mojej opinii lepiej byłoby, gdyby postawić na jeden, ważny turniej, będący punktem kulminacyjnym dłuższych eliminacji. Takim świętem koszykówki mógłby być Puchar Polski. Najpierw należałoby wprowadzić fazę eliminacyjną z jasno określonymi etapami i regułami. Możliwość startu musiałyby otrzymać ośrodki z niższych lig, bo dla nich już sam fakt gry z wymagającymi rywalami byłby nobilitujący. Końcowym etapem mógłby być weekendowy turniej. Dobrze zaplanowany i wypromowany zrobiłby z pewnością furorę. Może udałoby się opatrzyć go patronatem np. Prezydenta RP? To byłoby duże wydarzenie dla klubów i kibiców.
Tegoroczny Final Four Pucharu Polski pokazał, że takie rozgrywki mogą stać na naprawdę wysokim sportowym poziomie.
- Okazuje się, że jest potrzeba rozgrywania ważnego turnieju w trakcie ligi. Drużyny mają okazję do pierwszej naprawdę poważnej próby sił. Gdy dodatkowo nada się Pucharowi prestiżowego znaczenia, to może być on najciekawszym wydarzeniem koszykarskim zaraz po play-off. Tegoroczny Final Four był najlepszym dowodem na to, że kluby są w stanie zmobilizować się na kilkudniowy turniej i potraktować go arcypoważnie.
Zakładając, że wszystko pójdzie po Pańskiej myśli, w jakiej perspektywie czasowej możemy się spodziewać, że koszykówka popularnością dorówna siatkówce i piłce ręcznej?
- Cechą charakterystyczną mojego stanowiska jest kadencyjność. Ja założyłem sobie cele na tę kadencję i chciałbym je zrealizować. Mam świadomość, że pełna odbudowa pozycji koszykówki w Polsce musi potrwać dłużej i nie chcę nikogo mamić, że w ciągu roku, czy dwóch nastąpi kolosalna poprawa. Mogę jednak zapewnić, że w trakcie mojej kadencji ułożymy sprawy, które do tej pory sprawiały, że rozwój koszykówki był hamowany.
FOTO: www.pzkosz.pl,
Piotr Kieplin
Piotr Kieplin