Anwil Włocławek nie powtórzył wyniku sprzed roku i nie pokonał na inaugurację TBL kolejnego jej beniaminka. W Toruniu górą okazał się Polski Cukier, który z kwarty na kwartę powiększał przewagę nad Rottweilerami i wygrał zasłużenie. Ostatecznie gospodarze pokonali Rottweilery 85:74 i aż do stycznia zapewnili sobie przewagę w koszykarskim regionie.
Już w pierwszej połowie widać było, że w pojedynku włocławian z torunianami nie chodzi tylko o dwa ligowe punkty, ale również (a może przede wszystkim) o udowodnienie, kto ma więcej ambicji, umiejętności i kto będzie rządził w regionie. Pierwsze punkty w sezonie zdobył rzutem z dystansu Chase Simon i była to zapowiedź bardzo ofensywnej gry, która charakteryzowała mecz w kolejnych minutach. Przez długi czas zespoły wymieniały ciosy, czyniąc to właśnie głównie w ofensywie (w obronie gorącą krew zawodników szybko ostudzili sędziowie). Szalał więc Chase Simon (11 z pierwszych 14 punktów Anwilu), a wspierał go szczególnie Grzegorz Surmacz (2 razy za trzy). Po stronie gospodarzy skuteczni byli natomiast LaMarshall Corbett i Sean Denison.
Aż do 12.minuty z tej strzeleckiej wojny niewiele wynikało, bo ani Anwil nie zdołał zbudować przewagi, ani Polski Cukier nie wykorzystał swoich szans. Niestety, wtedy włocławianie zdecydowali się na trzy niemal identyczne akcje – rozrzucenie na obwód i rzut z dystansu. Skuteczność zawodziła, nie znalazł się nikt, kto by powalczył o zbiórkę i gospodarze przejęli inicjatywę. Ich akcje pod kosz sprawiły, że wyszli na prowadzenie 37:30, a później 43:35. Niesiony dopingiem kilkuset włocławian Anwil próbował jeszcze szarpnąć, ale na niewiele się to zdało i do przerwy przegrywał 46:51.
Pogoń Rottweilerów przyniosła owoc dopiero w 28. minucie, gdy po odważnym podaniu Arvydasa Eitatuviciusa do Konrada Wysockiego udało się zdobyć punkty i doprowadzić do stanu 60:60. Niestety, w kolejnych minutach mylili się zarówno doświadczony Eitutaviucius, jak i młody Mikołaj Witliński i przed ostatnią odsłoną, zamiast mniejszej straty, do odrobienia była jeszcze większa (66:60).
Wszelkie nadzieje na jej odrobienie włocławianie stracili w czwartej kwarcie. Niemoc strzelecka na jej początku sprawiła, że szybko zrobiło się 77:62 dla Polskiego Cukru i właściwie wszystko było już wyjaśnione. Trójki Mateusza Jarmakowicza, akcje 2+1 LaMarshalla Corbetta i bardzo duża liczba strat Anwilu przyczyniły się do tego, że w tej części widowisko było już właściwie jednostronne.
Rottweilery nie nadążały za szybkim atakiem gospodarzy i tylko włocławska publiczność gorącym dopingiem sprawiała, że te mankamenty stawały się nieco mniej widoczne. Jakkolwiek, doping nie pomógł i po końcówce, w której wszystko było już rozstrzygnięte Anwil przegrał 85:74.
Po meczu trener Mariusz Niedbalski odniósł się przede wszystkim do 18 strat, jakie jego zespół popełnił pod naporem rywala. – Tak duża liczba straconych piłek jest na tym poziomie niespotykana. To, wraz z przegraną wyraźnie walką o zbiórki stało się głównym powodem naszej porażki. –
Kolejny mecz Anwil rozegra już we własnej hali i będzie to pojedynek z Asseco Gdynia (niedziela, 12 października).
Polski Cukier Toruń – Anwil Włocławek 85:74 (29:28, 22:18, 15:14, 19:14)
Polski Cukier: Denison 19, Corbett 19, Comagić 8, Perka 8, Nowakowski 8, Sulima 7, Diggs 6, Jarmakowicz 5, Jankowski 5, Zyskowski 0
Anwil: Simon 20, Wysocki 18, Vaughn 10, Hajrić 8, Brown 7, Surmacz 6, Eitutavicius 5, Witliński 0, Krajniewski 0, Raczyński 0