Jeżeli zagramy swoją obronę, jaką prezentowaliśmy w ostatnich spotkaniach, atak przyjdzie sam. Szczerze mówiąc ani trochę nie boję się niedzielnego meczu. – mówi przed meczem z BOT Turowem Zgorzelec, skrzydłowy Anwilu Włocławek – Goran Jagodnik.
Paweł Gawinecki: Po czterech znakomitych latach w Prokomie, zdecydowałeś się opuścić Sopot, co było przyczyną takiej decyzji?
Goran Jagodnik: Takie jest życie sportowca. Po sezonie dostałem konkretną ofertę z Rosji, wówczas Prokom nie miał jeszcze ustalonego budżetu. W dodatku władze klubu nie były zdecydowane, czy chcą mieć mnie w swoim zespole, więc podpisałem kontrakt z Dynamo Moskwa Region. Była to bardzo dobra umowa, szkoda jednak, że później wszystko działo się nie tak, jakbym sobie tego życzył.
- Po udanych występach w Eurolidze wszyscy spodziewali się, że wybierzesz zespół, który również występuje w tych najbardziej elitarnych rozgrywkach w Europie. Tak jednak się nie stało, czy wybór Dynamo MR i Legea Scafati nie był to krok do tyłu w Twojej karierze?
- Nie uważam tak, gdyż zarówno liga rosyjska, jak i włoska są bardzo silne. Aczkolwiek teraz już wiem, że podpisanie kontraktu w Rosji to był mój błąd. Gdy pożegnałem się z Dynamo pojawiła się oferta z Legea Scafati. Nie chciałem długo zwlekać z podpisaniem nowego kontraktu więc zdecydowałem się na występy we Włoszech. Serie A zalicza się do najsilniejszych lig w Europie, jednak organizacja tego zespołu pozostawia wiele do życzenia. Podczas gry w Prokomie przyzwyczaiłem się do dobrej organizacji, gdzie wszyscy wiedzieli, co do nich należy. W Legea Scafati tak jednak nie było, co przyczyniło się do mojego konfliktu z prezesem klubu, a w efekcie do opuszczenia ligi włoskiej.
- Gdy opuszczałeś Rosję i Włochy w Polsce pojawiły się głosy, że Jagodnik wypalił się i czas jego świetlności już minął…
- Na moją słabszą grę we Włoszech i Rosji nałożyło się wiele czynników. W Dynamo nie mogłem dogadać się z trenerem. Przed sezonem rozmawiałem z nim o mojej roli w zespole, lecz w trakcie sezonu mój szkoleniowiec diametralnie zmienił podejście do mojej osoby. Nie podobało mi się to, więc opuściłem Rosję, a jak było we Włoszech to już wiesz…
- Po przygodzie z ligą włoską i rosyjską wróciłeś do Polski, gdzie podpisałeś kontrakt z Anwilem, choć we wcześniejszych wywiadach mówiłeś, że w naszym kraju możesz grać tylko w Sopocie. Co przyczyniło się na zmianę Twojej decyzji?
- Często jest tak, że zmieniasz decyzję w swoim życiu (śmiech). Wróciłem do Polski, gdyż chcę grać i wrócić do dobrej formy. Podpisałem kontrakt z Anwilem, ponieważ chciałem znaleźć się w normalnym zespole, który jest prowadzony na wysokim poziomie. Wcześniejszym zespołom tego brakowało. Mam nadzieję, że udowodnię swoją grą, że czas Jagodnika jeszcze się nie skończył. Z Anwilem rozmawiałem już wcześniej, wtedy jednak nie doszliśmy do porozumienia. Sprawy nabrały tempa, gdy szkoleniowcem wicemistrzów Polski został Ales Pipan, wówczas szybko ustaliliśmy wszystkie szczegóły i oto jestem (śmiech).
- Rozmawiałeś może o swojej decyzji z kolegami z którymi występowałeś w Prokomie? Jak oni przyjęli wiadomość „Jagodnik w Anwilu”?
- Nie mieli nic do gadania (śmiech). Każdy odpowiada za siebie i podejmuje własne decyzje. W Prokomie spędziłem najlepsze cztery lata w swojej dotychczasowej karierze, jednak teraz jestem w Anwilu i tylko to się liczy. Takie jest życie sportowca, zmieniłem po prostu miejsce pracy. Teraz gram dla Włocławka i mam nadzieję, że będziemy odnosić same sukcesy.
- Nie obawiałeś się swojej decyzji? Wiadomo przecież, że do niedawna byłeś we Włocławku wrogiem publicznym, Ty sam też chyba za nami nie przepadałeś?
- (śmiech) Tak się złożyło, że zawsze przeciwko Anwilowi prezentowałem się bardzo dobrze. Gdybym rzucał przeciwko Włocławkowi po 5 punktów w każdym meczu, nikt by o mnie nie pamiętał, było jednak trochę inaczej. W dodatku mieliśmy między sobą parę małych spięć, przez co byłem tutaj wrogiem, jednak to już historia. Teraz jest wszystko w porządku. Cieszę się, że kibice tak miło mnie przyjęli w pierwszym spotkaniu i mam nadzieję, iż nasze stosunki będą jeszcze lepsze w przyszłości.
- Przed Twoim przyjazdem Anwil zajmował dopiero 8. pozycję, nie zniechęcało Cię to?
- Anwil miał spore problemy z kontuzjami, pech nie omijał tego zespołu od samego początku rozgrywek. To jednak mnie nie zniechęciło, gdyż doskonale wiem, że zespół z Włocławka od lat znajduje się w ścisłej czołówce polskiej ligi – nie inaczej będzie w tym roku. Jestem pewien, że na fazę Play Off będziemy świetnie przygotowani i zajdziemy naprawdę wysoko. Dołączył już do nas Chris Thomas, mamy świetnego trenera, który przez najbliższe 3-4 miesiące przygotuje nas odpowiednio do najważniejszej części sezonu. Cel minimum to finał, a w nim wszystko może się zdarzyć.
- Wierzysz więc, że jesteście w stanie zdobyć mistrzostwo Polski?
- Mam nadzieje, że uda nam się to osiągnąć! To jest mój cel, bardzo chciałbym zdobyć z Anwilem złoty medal…
- Myślałeś może nad tym z kim chciałbyś zmierzyć się w finale?
- Nie zastanawiałem się nad tym.
- Co powiedziałbyś na Prokom?
- Nie ma znaczenia czy będzie to Prokom, Turów, Śląsk, czy jakaś inna drużyna. Teraz musimy skupić się na pozostałych meczach i spróbować wyprzedzić zespoły, które są przed nami. Musimy walczyć o jak najlepszą pozycję przed fazą Play Off, to w tym momencie jest dla mnie najważniejsze. Czy chciałbym grać z Prokomem? Nie mam zdania na ten temat, jeśli tak będzie zrobię wszystko, co w mojej mocy aby to Anwil był górą.
- Zanim trafiłeś do Anwilu w Polsce krążyły plotki, że Twoją osobą zainteresowany jest również Turów Zgorzelec…
- To plotki. Owszem rozmawiałem z trenerem Filipovskim, jednak była to pogawędka osobista, nie poruszaliśmy kwestii ewentualnej gry w Turowie.
- Jesteś we Włocławku już dwa tygodnie, jak podoba Ci się to miasto?
- Mam ładne mieszkanie i wszystko co jest mi potrzebne. Owszem Włocławek to nie Warszawa, czy Trójmiasto, jednak jest tu całkiem przyjemnie. To miasto żyje koszykówką i to podoba mi się w nim najbardziej. Nie mogę doczekać się Play Off, gdyż wtedy będzie tu naprawdę gorąco (śmiech). Mam nadzieję, że swoją dobrą grą, przyniesiemy Włocławkowi wiele radości.
- W niedzielę zmierzycie się w hitowym spotkaniu 15.kolejki DBE z Turowem Zgorzelec, co będzie kluczem do zwycięstwa w tym meczu?
- Musimy być skoncentrowani przez całe spotkanie. Nie możemy pozwolić sobie na choćby chwilę dekoncentracji, gdyż Turów gra bardzo dobrze - szczególnie w obronie. Jest to zespół, który wykorzysta bez skrupułów każdy nasz błąd . Aby pokonać ekipę ze Zgorzelca musimy zagrać dobrze w obronie, walczyć na tablicach no i oczywiście musimy trafiać do kosza (śmiech). Mamy lepszy zespół, który ma wiele atutów w ataku, jeśli zagramy równie dobrze w defensywie, wówczas mamy szansę na zwycięstwo.
- Pojedynek z Turowem będzie miał wiele podtekstów, do Włocławka jako rywale przyjeżdżają Robert Witka i Arkadiusz Krygier, Wiktor Grudziński grał przez połowę ubiegłego sezonu w Turowie – można by wiele tu wymieniać. Czy wobec tego czuje się w drużynie dodatkową mobilizację przed tym meczem?
- Ja tego tak nie traktuję, gdyż nie grałem w jednym zespole z Witką, a Arka Krygiera praktycznie nie znam, więc nie czuję żadnej dodatkowej presji. Myślę, że większe obciążenie psychiczne będą mieli właśnie wymienieni przez Ciebie byli współpracownicy Anwilu, gdyż przyjadą do Włocławka, jako rywale. Wiadomo, że Witka będzie chciał pokazać się przed swoją dawną publicznością z bardzo dobrej strony, dlatego też musimy zwrócić na niego szczególną uwagę.
- Turów jest najlepiej broniącą drużyną w DBE, szykujecie na nich jakąś niespodziankę, czy przygotowujecie się do tego pojedynku tak, jak do każdego spotkania?
- Przygotowujemy się do tego pojedynku tak, jak do każdego spotkania. Mecz jest dopiero w niedzielę, więc mamy więcej czasu na rozpracowanie rywala. Myślę, że Turów niczym nas nie zaskoczy…
- W ekipie ze Zgorzelca występują Twoi rodacy – Petrović i Drobnijak, trenerem jest Saso Filipovski, czujesz wobec tego dodatkową presję? Chcesz razem z Alesem Pipanem udowodnić, że włocławscy Słoweńcy są lepsi niż ci z Turowa?
- Na pewno tak (śmiech). Znam doskonale zarówno Petrovicia, jak i Drobnijaka, są to zawodnicy, którzy świetnie prezentują się w obronie, lecz w ataku nie stanowią już tak dużego zagrożenia. Jeżeli zagramy swoją obronę, jaką prezentowaliśmy w ostatnich spotkaniach, atak przyjdzie sam. Szczerze mówiąc ani trochę nie boję się niedzielnego meczu.
- W meczu z Turowem najprawdopodobniej zagra już Chris Thomas, jak spisuje się ten gracz na treningach?
- Nie mogę o nim powiedzieć zbyt dużo, lecz już teraz widać, że jest on bardzo dobrze przygotowany fizycznie do sezonu. Chris ma również bardzo dobry przegląd sytuacji. Każdy gracz potrzebuje czasu na aklimatyzację, uważam, że nasz nowy rozgrywający będzie sporym wzmocnieniem dla Anwilu.
- Pokusisz się więc o wytypowanie wyniku niedzielnego pojedynku?
- Jestem na 95% pewny, że wygramy ten mecz. Na naszą korzyść przemawia wiele czynników – gramy przed własną publicznością, we własnej hali i jesteśmy bardzo dobrze przygotowani taktycznie do tego pojedynku.
- Pozostawmy temat meczu z Turowem. Trenerem Anwilu jest Ales Pipan, jak współpracuje Ci się z tym szkoleniowcem?
- Spotkałem się z nim już, kiedy grałem w reprezentacji Słowenii, wówczas Ales Pipan był drugim trenerem kadry. Teraz spotykamy się w trochę innej roli, gdyż we Włocławku jest on pierwszym szkoleniowcem. Nasza współpraca przebiega bardzo dobrze, podoba mi się sposób prowadzenia treningów, rozpracowywanie przeciwników, budowanie zagrywek – wszystko jest na najwyższym poziomie.
- W Prokomie przez cztery lata współpracowałeś z Eugeniuszem Kijewskim, więc nie można uniknąć pytania - jak porównałbyś swojego byłego szkoleniowca z Alesem Pipanem? W Polsce są różne opinie na temat trenera aktualnych mistrzów Polski…
- Trudno ich porównywać… Wiem, że o trenerze Kijewskim są różne opinie, jednak według mnie każdego szkoleniowca można ocenić po wynikach. Pan Kijewski przez ostatnie cztery sezony osiągnął z Prokomem bardzo wiele…
- Tak, jednak z tak silnym zespołem trudno nie mieć dobrych wyników…
- Jest w tym trochę prawdy, jednak trzeba pamiętać, że trener poza zajęciami czysto koszykarskimi musi być również dobrym psychologiem. Ze swojej strony nie mogę narzekać na współpracę z trenerem Kijewskim – w dodatku, tak jak powiedziałem bronią go wyniki.
- Rok temu znakiem firmowym Anwilu była obrona, jak będzie w tym sezonie?
- Mam nadzieję, że będzie to atak, jak i obrona (śmiech). Wiadomo nie od dziś, że bez dobrej obrony meczu nie wygrasz, więc to jest bardzo ważny czynnik w koszykówce. W naszym zespole mamy również graczy, którzy świetnie czują się w ataku – Andrzej Pluta, Otis Hill no i ja (śmiech). Każdy z nas może rzucić w poszczególnym meczu powyżej 20-punktów. Na chwilę obecną jesteśmy silniejsi w ataku, niż w obronie, jednak uważam, że z biegiem czasu to wszystko wyrówna się. Zaangażowaniem, sercem i wolą walki sprawimy, że będziemy prezentować się dobrze w defensywie, jak i ofensywie. Wszyscy na treningach bardzo ciężko pracujemy i powoli, krok po kroku, buduje się we Włocławku naprawdę silna drużyna z charakterem.
- Pamiętasz doskonale Anwil z poprzednich rozgrywek, myślisz, że obecny skład jest silniejszy od tego sprzed roku?
- To najlepiej zweryfikują wyniki. Jesteśmy jeszcze w trakcie budowania zespołu, więcej na ten temat będzie można powiedzieć przed fazą Play Off. W ubiegłych rozgrywkach, jak i w tym sezonie Anwil nie awansował z grupy w Pucharze ULEB. Szkoda, gdyż w obecnym składzie osiągnęlibyśmy to bez większych problemów. Teraz możemy skupić się tylko na polskiej lidze i na walce o mistrzostwo Polski.