Anwil Włocławek przegrał trzeci mecz ćwierćfinału play-off z Treflem Sopot 75:79, a wielką rolę w zwycięstwie gości miał Giedrius Gustas, który w dogrywce zdobył kilka bardzo ważnych punktów. – Gdyby nie ja, zrobiłby to ktoś inny – mówi litewski rozgrywający sopockiego zespołu.
Anwil Włocławek przegrał trzeci mecz ćwierćfinału play-off z Treflem Sopot 75:79, a wielką rolę w zwycięstwie gości miał Giedrius Gustas, który w dogrywce zdobył kilka bardzo ważnych punktów. – Gdyby nie ja, zrobiłby to ktoś inny – mówi litewski rozgrywający sopockiego zespołu.
Michał Fałkowski: Proszę dokończ zdanie. Trefl pokonał Anwil w trzecim meczu ćwierćfinałowej rywalizacji, gdyż...
Giedrius Gustas: Po prostu twardo walczył przez cały mecz. To było prawdziwie mordercze 45 minut, ale w każdym momencie byliśmy bardzo mocno skoncentrowani, zmotywowani i zmobilizowani i nie odpuszczaliśmy żadnej piłki. Jasne, mieliśmy wiele problemów, ale ogółem uważam, że zasłużyliśmy na to zwycięstwo.
Od początku spotkania staraliście się zdominować grę, a przede wszystkim nie dopuścić do tego by Anwil uciekł wam na kilka-kilkanaście oczek...
- W tak wyrównanych meczach bardzo ciężko odrabia się straty, gdy rywalowi w jego własnej hali uda się odskoczyć. Dlatego bardzo ważne jest by być skoncentrowanym na każdej kolejnej akcji w ataku, w obronie, w ataku, w obronie i tak przez 40, czy tak jak dzisiaj, przez 45 minut. To prawda jednak z tym, że już od samego początku chcieliśmy grać tak, by Anwil nie mógł rozwinąć skrzydeł. Doświadczyliśmy już tego jak oni są mocni i zdawaliśmy sobie sprawę, że u siebie w hali mogą zagrać jeszcze lepiej.
Wygraliście pomimo tego, że włocławianie zdominowali grę pod koszem. Jak to możliwe?
- Ale koszykówka nie jest tylko grą wysokich graczy w trumnie. My dzisiaj zagraliśmy bardzo mądrze jako drużyna, myślę, że dobrze dzieliliśmy się piłką, co zresztą potwierdza wynik 16-8 w asystach na naszą korzyść. Ponadto cały czas pracowaliśmy mocno w obronie, staraliśmy się uniemożliwiać proste rzuty gospodarzom, a to że wygrali zbiórki? Cóż, to nie był na pewno idealny mecz w naszym wykonaniu, ale cieszymy się ze zwycięstwa.
Zamierzacie zmienić coś w swojej taktyce w środowym spotkaniu?
- A czy musimy coś zmieniać? Przecież wygraliśmy mecz, a to oznacza, że obecny system funkcjonuje nieźle i nie ma powodu by coś zmieniać. Po sobotniej porażce wyciągnęliśmy wnioski, zanalizowaliśmy nasze błędy i doszliśmy do tego, dlaczego przegraliśmy. Dzisiaj postaraliśmy się by tych pomyłek nie powielić i wygraliśmy. Dlatego nie sądzę by była konieczność zmiany naszej taktyki czy wprowadzania jakichś nowych elementów. Jest dobrze, jak jest teraz.
Bez twoich punktów w dogrywce nie byłoby zwycięstwa drużyny...
- Tak, ok, trafiałem rzuty wolne czy jakieś rzuty z gry, ale jeśli ja nie wziąłbym na siebie tego ciężaru, na pewno zrobiłby to ktoś inny. Mamy wyrównany zespół i nie ma sensu wyróżniać mnie tylko dlatego, że zdobyłem ileś tam punktów w dogrywce. Inni koszykarze również wykonali wiele pracy byśmy teraz wspólnie mogli cieszyć się z naszego sukcesu. W takim meczu jak ten liczy się każda wyrwana piłka, każda zbiórka, każda asysta, przechwyt, wymuszenie faulu czy dobra zasłona. Poza tym, nigdy nie słyszałem jeszcze by jeden zawodnik był w stanie wygrać z piątką przeciwników. Zawsze gra się pięciu na pięciu.