Filip Dylewicz był najlepszym koszykarzem Trefla Sopot w dwóch ćwierćfinałowych pojedynkach z Anwilem Włocławek w Hali Mistrzów. We środowym meczu polski skrzydłowy zdobył aż 30 punktów z czego aż osiem w dogrywce i tym samym przesądził o awansie Trefla do półfinału. – Nie wierzyłem, że możemy pokonać Anwil na jego parkiecie dwa razy. Tak się jednak stało i mamy prawo się z tego cieszyć – mówi Dylewicz.
Filip Dylewicz był najlepszym koszykarzem Trefla Sopot w dwóch ćwierćfinałowych pojedynkach z Anwilem Włocławek w Hali Mistrzów. We środowym meczu polski skrzydłowy zdobył aż 30 punktów z czego aż osiem w dogrywce i tym samym przesądził o awansie Trefla do półfinału. – Nie wierzyłem, że możemy pokonać Anwil na jego parkiecie dwa razy. Tak się jednak stało i mamy prawo się z tego cieszyć – mówi Dylewicz.
Michał Fałkowski: Dużo walki, sporo szczęścia, właściwie kombinacja tych dwóch rzeczy i po dwóch meczach w Hali Mistrzów to Trefl jest w półfinale play-off...
Filip Dylewicz: No to na pewno były wyjątkowe mecze walki i to takie, w których każda piłka mogła okazać się decydująca. Anwil udowodnił, że jest naprawdę klasową drużyną, postawił bardzo trudne warunki dlatego tym bardziej cieszymy się z tego, że udało się ich pokonać po raz drugi w Hali Mistrzów. Wygraliśmy bardzo wyjątkowe dwa spotkania i teraz możemy, a właściwie mamy nawet prawo, cieszyć się z naszego sukcesu. Trochę szkoda Anwilu, mam tutaj wielu przyjaciół czy bliskich znajomych i na pewno teraz nie są w takich humorach, jak ja, ale taki jest sport i taka rola koszykarzy, że czasami rywalizuje się ze swoimi kolegami.
Ile w tych dwóch zwycięstwach jest waszego wysiłku, ciężkiej pracy, walki, a ile zwyczajnego uśmiechu losu? Ten dwa mecze we Włocławku były tak nieprawdopodobne, że zwrotami akcji można by obdzielić co najmniej kilka innych spotkań...
- Cóż, te dwa spotkania na pewno pokazały, że o sukcesie albo porażce często decydują jakieś pojedyncze zagrania, akcje, czy nawet nie całe akcje, ale ich skrawki, urywki. Niewątpliwie uśmiech losu był chyba jakość po naszej stronie, dlatego trochę szkoda gospodarzy.
Wierzył pan, że możecie wygrać jeszcze to spotkanie, gdy Bartosz Diduszko trafił trójkę, Anwil wyszedł na dwupunktowe prowadzenie a do końca meczu pozostawała ledwie sekunda?
- Szczerze mówiąc, to nie do końca wierzyłem, że jeszcze będziemy w stanie coś zdziałać. Powiem więcej - wątpiłem nawet, że możemy zakończyć tę akcję celnym rzutem w ciągu zaledwie jednej sekundy. Zresztą, Anwil bardzo dobrze bronił w tamtej akcji i podanie do Giedriusa nie było zbyt dokładnie, byliśmy blisko straty, ale nasz rozgrywający pokazał jednak, ze nerwy ma ze stali. Wziął na siebie ten ciężar i udowodnił, że jest wielkim zawodnikiem. Jeszcze raz wrócę do tego szczęścia. Chwilę wcześniej wydawało się przecież, że Didi (Bartosz Diduszko - przyp. M.F.) rozstrzygnie ten mecz na korzyść Anwilu, ale jak się okazało, w koszykówce nawet gdy jest jedna sekunda można wiele zdziałać. Zatem - trochę więcej szczęścia po naszej stronie i dlatego teraz to my gramy w półfinale, a nie włocławianie.
Czy po sobotniej porażce w Ergo Arena, kiedy Anwil wyrównał stan rywalizacji, wierzyliście, że możecie wywieźć dwa zwycięstwa z Hali Mistrzów czy raczej nastawialiście się na pięć spotkań?
- Wiara jest zawsze. Gdybyśmy przestali wierzyć we własne umiejętności to moglibyśmy właściwie nie wychodzić w ogóle na parkiet.
To jest dość wytarty slogan, a mi chodzi o realne odczucia, które panowały w zespole...
- Dobrze, więc powiem tak: jeszcze kilka dni temu nie wierzyliśmy w to, że możemy pokonać Anwil dwukrotnie na ich własnym terenie. Aczkolwiek z drugiej strony, wiedzieliśmy, że kluczowe będzie spotkanie numer trzy. Uznaliśmy, że jeśli uda nam się pokonać włocławian w pierwszym meczu w Hali Mistrzów, wówczas będzie łatwiej o zwycięstwo w meczu kolejnym. Dlatego bardzo ważne było dla nas to wczorajsze zwycięstwo, które zdecydowanie dodało nam skrzydeł i utwierdziło w przekonaniu, że możemy awansować do półfinału play-off bez konieczności rozgrywania piątego pojedynku. Ponadto bardzo istotny był również styl, w którym wygraliśmy wczorajszy mecz. My wyszarpnęliśmy tą wygraną i to na sto procent jeszcze bardziej podcięło skrzydła Anwilowi. Mniej na ich kondycję psychiczną wpłynęłaby porażka dwudziestoma punktami niż taka odniesiona po dogrywce. Dlatego ten detal też miał swój wpływ na to, że dzisiaj także udało nam się wygrać po walce. Cóż, taki jest sport, że teraz my jesteśmy w euforii, a gospodarze mają żałobę.