W obydwu zespołach mamy znakomitych strzelców i o zdobywanie punktów raczej nie ma się co martwić. Gorzej z obroną, w której bez pełnego zaangażowania, koncentracji i dobrej formy fizycznej niewiele da się wskórać - mówi Filip Dylewicz.
Mimo, że jesteście w półfinale mistrzostw Polski, to wasz wynik w rywalizacji z Atlasem Stalą uznawany jest za największą niespodziankę in minus tegorocznej fazy play-off…
Musimy przyznać, że zaskoczyła nas postawa Atalsa. Już od pierwszych minut pierwszego spotkania drużyna Andrzeja Kowalczyka pokazała charakter. Udowodniła, że jest znakomitym kolektywem, uzupełniającym się na każdej pozycji. Okazało się, że pokonanie Polonii Warszawa w preplay-off nie było przypadkiem. Atlas pokazywał naprawdę dobrą i mądrą koszykówkę. Powodem tego, że musieliśmy rozegrać pełne pięć spotkań, a nie np. trzy, było to, że oni grali na pełnej swobodzie. Wykorzystywali swoje sytuacje i nie bali się nas. Co więcej, miałem wrażenie, że z meczu na mecz rozkręcali się coraz bardziej. Stąd wzięły się nasze kłopoty w pierwszej rundzie play-off. Wielkie gratulacje dla Atlasa.
Emocje po niespodziewanych porażkach były chyba duże, skoro dałeś się sprowokować do wypowiedzi na temat wyglądu Nikoli Jovanovicia. Chciałbyś skomentować tę sprawę?
Z moich ust padły niefortunne słowa i już za nie przeprosiłem. Nigdy nie było moją intencją obrażanie kogokolwiek. Niestety, kilka źle sprecyzowanych słów sprawiło, że moja wypowiedź została odebrana w inny sposób niż bym chciał. Uważam Nikolę Jovanovicia za bardzo dobrego zawodnika i już mu o tym powiedziałem.
Może zatem zrewanżujesz mu się, odpowiadając na moje kolejne pytanie – o MVP Atlasa Stali?
Zacznę od tego, że każdy z zawodników Atlasa zasługuje na uznanie. Wykonali znakomitą pracę, nawet większą niż od nich oczekiwano. Jednak spośród wszystkich najbardziej wyróżniali się Krzysztof Szubarga, Brandun Hughes i wspominany już przez nas Jovanović. Nie przez chęć rewanżu, ale z pełnym obiektywizmem można chyba powiedzieć, że MVP Atlasa był właśnie Jovanović. Zaprezentował najrówniejszy poziom nie tylko w play-off, ale również przez cały sezon.
Skoro spotykamy się w półfinale, to chciałbym wiedzieć, jakie są cele Asseco Prokomu w tej decydującej fazie zmagań ligowych?
Nasze cele nie zmieniły się od początku sezonu. Najważniejsze, co chcemy osiągnąć, to obrona tytułu mistrza Polski. To jest nasz priorytet.
Co zatem zdecyduje o tym o sukcesie w półfinale?
Zdecydują wszystkie elementy, które występują w koszykówce. Od pierwszej minuty każdego spotkania trzeba spełniać założenia taktyczne, zarówno w ataku jak i obronie. Może nawet w tym drugim elemencie trzeba być bardziej precyzyjnym, bo we współczesnej koszykówce wszystko zaczyna się od obrony. W obydwu zespołach mamy znakomitych strzelców i o zdobywanie punktów raczej nie ma się co martwić. Gorzej z obroną, w której bez pełnego zaangażowania, koncentracji i dobrej formy fizycznej niewiele da się wskórać.
Z wypowiedzi trenera Pacesasa można wywnioskować, że zawodnikiem, który nie spełnia jego oczekiwań jest Pat Burke. Czy ten koszykarz ma coś do udowodnienia w meczach przeciw Anwilowi?
Myślę, że indywidualnie nikt nie ma nic do udowodnienia. Musimy stworzyć kolektyw, który zdobędzie tytuł mistrza kraju, a nie nastawiać się na poprawianie indywidualnych statystyk. Jeśli podeszlibyśmy do meczów z Anwilem w kategoriach udowadniania osobistych umiejętności, to nic dobrego dla drużyny by z tego nie wynikło. To nie są mecze Pata Burke’a z Paulem Millerem tylko Prokomu z Anwilem.
Wraz z trenerem Pacesasem wiecie najwięcej o rywalizacji Prokomu z Anwilem. Czy przed półfinałem opowiadałeś o niej mniej wtajemniczonym kolegom?
Jasne, że tak, chociaż nie było oczywiście chodzenia za nimi i zasypywania ich historią sopocko-włocławską. Każdy z naszych zawodników grał wcześniej w dobrych klubach i wie doskonale, jak wygląda rywalizacja w półfinale play-off. Do tego Anwil jest znakomitą marką, którą rozpoznaje się bez problemu nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Każdy z graczy, który przyszedł w tym roku do naszego zespołu, znał Anwil, wiedział, jak mocna to drużyna. Wszyscy mieli świadomość, ile zaangażowania będzie trzeba włożyć w mecze z Anwilem, zarówno w fazie zasadniczej, jak i w play-off.
Wywiad ukazał się w ostatnim numerze "Naszego Anwilu".